środa, 7 października 2015

Niezupełnie walentynki ~ rozdział 26

 Spać. Pragnę zamknąć oczy i zacząć śnić, bowiem tylko w tym świecie możemy być ze sobą. Gdzie ludzie darzą nas jedynie ciepłymi spojrzeniami. A nasza miłość nikomu nie przeszkadza.                                                                                     

                Nastał luty, przynosząc ze sobą nieco bardziej mokrą i ciepłą pogodę. Opady śniegu stały się rzadsze, ale mimo to gdzieniegdzie nadal utrzymywały się zaspy białego puchu, gaszące tym samym intensywną barwę zielonej trawy.
 Hermiona Granger zarówno jak i inni uczniowie była bardzo zapracowana. Cały swój czas poświęcała na zwały zadań domowych. W dodatku egzaminy zbliżały się wielkimi krokami i nie można było zignorować dodatkowych zajęć. Co więcej odznaka prefekta dawała o sobie nieznośnie znać. Panna Granger razem z Ronem Weasleyem byli zmuszeni niejednokrotnie interweniować w kłótniach wywołanych oczywiście przez Slytherin, a ściślej mówiąc Brygadę inkwizycyjną. Okazało się, że Ślizgoni nie uwzięli się jedynie na Gryfonów; członków reszty domów traktowali z ogromną ignorancją, powodując tym samym nieprzyjemne sprzeczki. Hermiona zawsze starała się łagodzić takie sytuacje, ale kończyło się to zazwyczaj tym, że Dom Lwa już pod koniec dnia tracił wszystkie punkty. Styczeń pełen był Dracona. Może nie spotykali się codziennie, ale ich przerwy między widzeniami siie były też długie. Polegało to głównie na trzydziestominutowej rozmowie na Wieży Astronomicznej lub opustoszałym korytarzu. Na początku prawie za każdym razem dochodziło między nimi do kłótni, ale z czasem byli tak bardzo tym zmęczeni, że woleli sobie odpuścić. Nie mogli też wymykać się zbyt często – Granger była pewna, że Ginny cały czas przygląda się jej podejrzliwie, zapewne zdziwiona jej niesamowitymi wahaniami humorów. W przypadku Dracona samotne wędrówki nie wydawały się za bardzo nikogo martwić, gdyż  chłopak z reguły wolał samotność. Blaise jednak zauważył, że blondyn ma często głowę w chmurach, a w jego szarych oczach widział czasem iskierki, których nie był w stanie przed nim ukryć. To naprawdę bardzo zastanawiało Zabiniego i zmuszało do wysunięcia, jak dla niego, drastycznych wniosków.
Zbliżał się czternasty luty, co oznaczało wypad do Hogsmeade. Znajomi i zakochani jak zawsze wybierali się na długie spacery, ciesząc się swoim towarzystwem. Gryfonka marzyła, żeby normalnie udać się gdzieś z Malfoy'em. Mogłaby to być chociaż zwyczajna knajpa Pod Trzema Miotłami. Byłaby nawet zadowolona gdyby sączyli  piwo kremowe i trzymali się za ręce… Ona wszędzie czułaby się z tym Ślizgonem wyjątkowo. Niestety nie mogli się razem nigdzie publicznie pokazać. A nadchodzący dzień był dla dziewczyny jedną wielką zagadką.


***

Czternastego lutego Hermiona ociągała się ze wstaniem z łóżka. Wprawdzie jej budzik dzwonił już jakiś czas temu, ale dziewczyna go zignorowała. Umówiła się z Ginny w Pokoju Wspólnym o ósmej trzydzieści. Miały bowiem  razem zejść na śniadanie. Gryfonka jednak nie mogła zmusić się do wstania – jej posłanie zdawało się wytwarzać więcej ciepła niż zazwyczaj, a perspektywa słodkiego snu była niezwykle kusząca. Panna Granger zakopała się jeszcze bardziej w swojej miękkiej pościeli i mruknęła z zadowoleniem.
 – Ojeju! Nie wierzę! – Lavender swoim wysokim piskiem obudziła całe dormitorium.
Parvati zerwała się z łóżka na równe nogi, a Fay uniosła leniwie powieki. Natomiast Hermiona podniosła się powoli ze swojego posłania. Już otwierała usta, aby łaskawie poprosić o spokój szepczącą coś do siebie pannę Brown, kiedy nagle zorientowała się, co wywołało jej okrzyk. Nieco oszołomiona Granger wstała ze swojego łóżka i rozejrzała się uważnie dookoła. Mianowicie w całym pokoju roiło się od czerwonych róż, co więcej unosiły się one w powietrzu akurat wokół jej posłania, tworząc serce. Było ich naprawdę bardzo dużo. Rubinowa barwa nadawała kwiatom piękna, a ich intensywny zapach drażnił zmysły.
 – Hermiono, nie wiedziałam, że masz jakiegoś adoratora – zaśmiała się serdecznie Parvati.
 – Jesteś pewna, że to dla ciebie? – zapytała Lavender patrząc na Granger bez przekonania. 
 – Może skrzaty coś pomyliły…
Gryfonka ocknąwszy się z zahipnotyzowania, sięgnęła po małą karteczkę, przymocowaną do jednej róży i z lekkim uśmiechem na twarzy odczytała jej treść:


Od cichego wielbiciela.

Bez problemu rozpoznała pismo Dracona. Poczuła się dla niego bardzo ważna. Arystokrata o niej pamiętał. Były to tylko kwiaty, ale sam fakt, że załatwił ich chyba z setkę, napawał ją ogromną radością. Zignorowała uczucie zawodu widząc, że na papierze nie ma nic więcej. Sama nie wiedziała na co jeszcze liczyła. Może spodziewała się jakiegoś intymnego wyznania albo proponowanej godziny spotkania? Szansa na ich randkę była ostatecznie równa zeru, więc Hermiona zmarkotniała.
 – Podpisał się? – zapytała ciekawsko panna Brown.
Lavender podeszła do Granger i zmierzyła ją powątpiewającym spojrzeniem, cały czas nie wierząc, że prezent był przeznaczony właśnie dla niej.
 – Nie, ale…
– I naprawdę nie wiesz od kogo mogłaś dostać tyle pięknych róż? A może to od Rona Weasleya? Chociaż nie, on by nie wydał tylu pieniędzy…
 – Lav, daj spokój! – upomniała ją Parvati z bladym uśmiechem. – Jestem pewna, że Seamus też o tobie dzisiaj będzie pamiętał…
 – Oczywiście, że tak. Przecież zaprosił mnie już do Hogsmeade – odparła dziewczyna nagle weselejąc. – A ty, Hermiono? Wybierasz się z kimś do wioski?
 – Nie…
 – Och, nie martw się. Może ktoś  cię jeszcze zaprosi.
Hermiona powstrzymała się przed rzuceniem niemiłej uwagi w stronę swojej współlokatorki. Nie lubiła jej sztucznej grzeczności i miała już dość jej natarczywego zachowania. Odwróciła się od niej bez słowa i wyjęła ze swojego kufra czarne jeansy i kremowy, wełniany sweter. Drzwi dormitorium otworzyły się nagle z impetem i do środka wkroczyła Ginny.
– Hermiono, czekałam na ciebie…– zaczęła, ale przerwała widząc czerwone róże
– To dla ciebie? – zapytała podchodząc bliżej.
– Tak.
Pozbierała kwiaty jednym machnięciem różdżki i wyczarowała dla nich parę dzbanków.
– Od kogo? – zainteresowała się Ginny, podejrzliwie unosząc brwi.
– Cichy wielbiciel – odpowiedziała trochę za szybko, nie patrząc swojej przyjaciółce w oczy. – Zaczekaj chwilkę. Pójdę tylko do toalety…
– Jasne.
Panna Weasley usiadła na łóżku Hermiony i patrzyła jak ta wychodzi pospiesznie z pokoju. Pewna bardzo niepokojąca myśl nie dawała rudowłosej dziewczynie spokoju…


***

 – Czemu jesteś taka milcząca? – zapytała Hermiona swoją przyjaciółkę, kiedy schodziły marmurowymi schodami do Wielkiej Sali.
 – Jestem trochę…
 – Zdziwiona? – Weszła jej w słowo Granger. Nerwowym gestem poprawiła sobie włosy. – Właściwie też byłam zdziwiona, gdy rano się obudziłam. Ale to tylko kwiaty, Gin. Przecież mogłam…
 – Ale ja się tylko zastanawiałam nad… – zaczęła pośpiesznie panna Weasley, ale nie było jej dane skończyć.
– Nie musisz sobie tym tak łamać głowy. Ktoś dał mi prezent walentynkowy i to wszystko…
– Ale mi chodzi o Michaela! – zniecierpliwiła się siostra Rona. – Wczoraj wieczorem zerwaliśmy.
– Naprawdę? – zapytała Hermiona. Zaskoczona stanęła w miejscu.
Ginny westchnęła i pociągnęła ją za rękę.
– Tak. I wcale nie czuję się z tym źle. To już powinno się wydarzyć dawno temu.
– Ale… Skończyliście ze sobą  dzień przed walentynkami?
– Tak. Dziwne, nie? Jestem trochę smutna, ale nie rozpaczam.
– Przepraszam, że nie dawałam ci powiedzieć. Przykro mi, że wam nie wyszło, ale tak będzie dla was lepiej. Zresztą nie masz powodu do smutku. To Michael może żałować, że stracił taką cudowną dziewczynę...
– Taa – mruknęła bez przekonania rudowłosa. Weszły do Wielkiej Sali i zajęły miejsce obok Rona. – Nie musisz mnie pocieszać, Hermiono. Od dłuższego czasu się tylko kłóciliśmy aż wreszcie nastąpił wielki wybuch i koniec.
– Z czym koniec? – zagadnął Ronald, nalewając sobie soku dyniowego.
– Z niczym ważnym – odparła od razu jego siostra.
Po chwili do trójki przyjaciół dosiadł się Harry.
– Co dziś robicie? – zapytała Ginny – Może wyskoczymy gdzieś razem? – zaproponowała nieśmiało.
– Umówiłem się dziś z Cho. Pewnie spędzimy razem cały dzień – odpowiedział od razu Potter. Nie zauważył krwistego rumieńca, który wpłynął na policzki siostry Rona.
– A ja mam dzisiaj szlaban u McGonagall – powiadomił ich rudzielec z ponurą miną. – Jeden raz nie odrobiłem zadania i od razu wielka afera. A jutro z kolei Angelina zarządziła całodzienny trening. Jesteśmy chyba najgorszą drużyną w historii Hogwartu. Gdybyście tylko zobaczyli Slopera i Kirke! Zresztą ja też jestem do bani... W ogóle dziwię się, że jeszcze mnie nie wywalili.
– Nie przesadzaj, Ron. Ostatnio broniłeś bardzo dobrze – wtrąciła jego siostra, która także należała do drużyny.
–  Jak jesteś w formie, to grasz naprawdę świetnie – dodał  okularnik z kwaśną miną. – Dałbym naprawdę bardzo dużo, żeby odzyskać swoją Błyskawicę, a co dopiero zagrać w Qudditcha.
Hermiona wyłączyła się z rozmowy i przelotnie spojrzała na stół Ślizgonów. Odszukanie blond czupryny nie zajęło jej dużo czasu. Draco Malfoy siedział obok Blaise'a Zabiniego. Chłopcy trwali w zupełnej ciszy. Na twarzach obydwu malowało się skupienie i powaga. Gryfonka już miała spuścić wzrok, kiedy nagle zobaczyła zbliżającą się do Malfoya Pansy. Brunetka stanęła za blondynem i zarzuciła na niego swoje kościste ręce, wtulając się w jego plecy. Arystokrata cały się spiął, a wyraz jego twarzy pozostał zupełnie obojętny. Panna Granger czując ukłucie zazdrości, głośno prychnęła, po czym z hukiem odstawiła na stół swoją filiżankę z kawą zbożową. Zaalarmowana Ginny spojrzała z troską na swoją przyjaciółkę z zamiarem zapytania co się stało. Zobaczyła jednak, że Hermiona morderczym wzrokiem wpatruje się przed siebie. Zaciekawiona rudowłosa także popatrzyła w tamtym kierunku. Na początek ujrzała Zabiniego jedzącego spokojnie tosty, a potem Malfoya z zawieszoną na ramieniu Parkinson.
– Parkinson i Malfoy znowu razem? – zapytała zdawkowo.
Starsza Gryfonka posłała jej spojrzenie pełne goryczy.
– Przecież oni nie są razem i nigdy nie będą! – oburzyła się. Widząc zdziwioną minę Weasley prędko dodała:
– A nawet jeśli, to mnie to nie obchodzi.
– Przecież wiem – mruknęła bez przekonania rudowłosa. Z trudem powstrzymała wybuch śmiechu widząc jak jej przyjaciółka próbuje przyjąć obojętną minę. Ewidentnie coś było na rzeczy.


***

– Draco, nadal czekam na twoje zaproszenie! – krzyknęła Pansy z entuzjazmem nieznacznie pochylając się nad arystokratą.
Blondyn od razu ją od siebie odsunął, czując, że jak Ślizgonka nadal będzie przebywać tak blisko niego, to jego słuch będzie narażony na poważną szkodę. Parkinson miała naprawdę bardzo skrzeczący i wysoki głos, nawet jeśli szeptała. Zaczynał  bać się  tej nieobliczalnej kobiety – najpierw się na niego rzuciła od tyłu, a teraz usiadła koło niego i z każdą sekundą zdawała się być coraz bliżej…
– Nie rozumiem. Jakie zaproszenie? – zapytała, mierząc swoją koleżankę zmęczonym spojrzeniem.
– Są walentynki jakbyś nie pamiętał – odparła  zezując na niego. – Pomyślałam, że razem gdzieś pójdziemy…
– Raczej nie. Nie mam dziś czasu – przerwał jej szybko.
Dziś ani nigdy, dopowiedział sobie w myślach.
– Och, Dracoo – zaśmiała się sztucznie  dziewczyna. – Nie poświęcisz chwili czasu swojej przyjaciółce?
Większość Ślizgonek utkwiło w nim swoje nieśmiałe i pożądliwe spojrzenie. Każda z nich miała cichą nadzieję, że wielki Draco Malfoy będzie miał ochotę spędzić dzisiejszy dzień z jakąś dziewczyną ze Slytherinu. Jak bardzo się myliły! Chłopak nienawidził walentynek i nie miał zamiaru cieszyć się tym rzekomo romantycznym dniem. Można by rzec, że nie chciał nawet  spotkać się z Granger. Oczywiście bardzo chciał ją zobaczyć. Nie widzieli się już od paru dni, a on zaczynał powoli tęsknić za jej głosem i wesołymi iskierkami w jej oczach. W każdym razie wolał jej dzisiaj unikać, żeby nie doszło do niebezpiecznych rozmów – obawiał się, że mogliby zejść na temat uczuć czy miłości. Hermiona często zastanawiała się jak to możliwe, że stali się parą, o ile można było tak ich nazwać. Jeszcze gdyby Gryfonce udzielił się ten walentynkowy nastrój… W głębi serca  pragnął, aby ten dzień był wyjątkowy. Bez żadnej przesady i słodkości. Ale obawiał się, że nie sprosta oczekiwaniom kasztanowłosej. Róże, które wysłał jej przez skrzatów na pewno ją ucieszyły, ale widział, że to jeszcze za mało.
– Prościej mówiąc, Pansy, Draco właśnie cię spławił – powiedział głośno Blaise, gdy cisza zaczęła się wydłużać.
Oburzona Parkinson obrzuciła czarnoskórego wściekłym spojrzeniem.
– Nie wtrącaj się! – warknęła – Draco, jak zmienisz zdanie, daj mi znać. Moglibyśmy zrobić to na co miałbyś ochotę  – dodała uwodzicielsko, po czym wstała od stołu i przeszła do grupki swoich koleżanek siedzących nieopodal.
– Po moim trupie – mruknął niedosłyszalnie blondyn.
Zaczął przeczesywać wzrokiem stół Gryfonów. Musiał ją zobaczyć – chciał wiedzieć jaki wyraz miały dzisiaj jej oczy – czy była w dobrym humorze czy wręcz przeciwnie?
Zobaczył Granger siedzącą wraz z Weasley. Dziewczyny o czymś rozmawiały, gestykulując przy tym żywo dłońmi. Włosy Hermiony jak zawsze sterczały na wszystkie strony, a jej oczy rzucały głębokie spojrzenia. Znieruchomiał, kiedy zobaczył kto właśnie zbliżał się do dwóch Gryfonek. Dominic Owney dosiadł się do ich stołu z przyklejonym na twarzy szerokim uśmiechem. Co więcej pocałował w policzek jego Hermionę! Dziewczyna od razu się zawstydziła i spuściła głowę.
Jak on śmiał? Draco ledwo się powstrzymał przed rzuceniem klątwy na tego przebranego Krukona. Obiecał sobie w duchu, że znajdzie go prędzej czy później i osobiście się z nim policzy. Żaden chłopak nie miał prawa całować jego Granger. I to w żaden sposób. W ogóle osobniki płci męskiej powinni omijać kasztanowłosą szerokim łukiem, jeśli nie chcieli mieć potem do czynienia z gniewem Przywódcy Slytherinu.
Siarczyste przekleństwo jakie mruknął pod nosem niezbyt kulturalnie określało szatyna wciąż zalecającego się do Hermiony.
Siedzący obok Blaise spojrzał na niego z wyrzutem.
– To, że wziąłem ostatniego tosta, nie znaczy, że możesz mnie bezkarnie wyzywać – powiedział z niby urażoną miną.
– To nie było do ciebie, debilu.
– Coś ty taki drażliwy? – zakpił Zabini. – Ostatnimi czasy masz tak zmienne humorki jak kobieta w ciąży. Może jesteś na coś chory? Na twoim miejscu już dawno bym się udał do skrzydła szpitalnego... Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Czarnoskóry przewrócił oczami dochodząc do wniosku, że jego monolog jest bez sensu. Draco był czymś bardzo wkurzony i gapił się przed siebie, jednocześnie zaciskając dłonie w pięści. Blaise popatrzył w tą samą stronę. Zobaczył rudą Weasley, która ze smętną miną spożywała swój posiłek, a zaraz obok niej Granger, rozmawiającą z Owney'em.
– Nie wiedziałem, że Granger spotyka się z Owney'em… – zaczął Blaise, ale gwałtownie zamilkł, gdy blondyn ponownie zaklął.
– Oni nie są razem, palancie. Myślisz, że ktoś normalny zechciałby chodzić z tą ciotą? – zapytał Malfoy, mrożąc swojego przyjaciela wzrokiem.
– Od kiedy Granger jest normalna?
Arystokrata otworzył gwałtownie usta, żeby po chwili je zamknąć. Wyraźnie powstrzymał się przed powiedzeniem czegoś na głos.
– Przecież wcale nie sugerowałem, że jest normalna – burknął pod nosem. – W ogóle nie wiem czemu nagle tak bardzo się nią zainteresowałeś.
– Ja? – Zabini wytrzeszczył oczy. Naprawdę zaczynał powątpiewać w stan psychiczny swojego kumpla. – To ty się na nią cały czas gapisz!
 – Nieprawda – zaprzeczył stanowczo Ślizgon. – Patrzyłem się na Ernie'go Macmillana – wytłumaczył wskazując na chłopaka, który siedział za stołem Gryfonów.
– I to on ciebie tak wkurzył? Myślałem, że widok Granger flirtującej z Ow… –  Nie dokończył widząc w oczach Malfoya chęć mordu – A tak poza tym dlaczego patrzyłeś się na Macmilliana? – wykrztusił, zanosząc się śmiechem.
– Bo może lubię się na niego patrzeć! Do jasnej cholery, daj mi spokój! – warknął blondyn wytrącony z równowagi. Nie przejął się ciekawskimi spojrzeniami innych kierowanych w jego stronę. Przywódca Slytherinu okazujący jakieś emocje był bardzo rzadkim widokiem. Chłopak wstał gwałtownie od stołu i bez słowa skierował się do wyjścia z Wielkiej Sali. Po drodze jakiś młody Gryfon śmiał na niego wpaść i oblać go czerwonym napojem. Draco szybko odjął za ten nikczemny czyn Gryffindorowi pięć punktów. Nie mógł  pozwolić sobie na taką zniewagę ze strony innych. W podłym humorze zszedł do lochów i zabarykadował się w swoim dormitorium z dala od wścibskiej Pansy, napalonych Ślizgonek i szyderczego Zabiniego, którego nie miał zamiaru wpuścić do ich wspólnego pokoju.


***

Ginny samotnie wracała ze śniadania. Ron z Harrym gdzieś przepadli. Natomiast Hermiona prawie wybiegła z Wielkiej Sali, kiedy Dominic przestał zadręczać ją rozmową. Panna Granger naprawdę dziwnie reagowała na Owney'a. Gdy pojawiał się w pobliżu od razu się denerwowała. Rudowłosa przypuszczała, że coś musiało się między nimi wydarzyć.
Przechodziła właśnie koło posągu jednookiej czarownicy, gdy usłyszała, że ktoś ją woła:
– Weasley!
Poczuła dziwny skurcz w żołądku gdy zdała sobie sprawę z kim zaraz będzie mieć do czynienia. Tego męskiego i mocnego głosu nie było sposób pomylić z żadnym innym.
– Hej, Weasley!
Dziewczyna uśmiechnęła się kpiąco pod nosem i szła dalej przed siebie. Po paru sekundach Blaise Zabini zrównał się z nią krokiem. Lekko dysząc wyrzucił ze siebie:
– Głucha jesteś czy co?
– Nie. Po prostu miałam nadzieję, że się przesłyszałam. Bez urazy, ale nie mam ochoty na rozmowę z tobą.
– Ani ja, Weasley – odparł oburzony chłopak.
– A zaszczyciłeś mnie swoją obecnością, bo…?
– Bo mam sprawę najwyżej rangi – Ginny już otwierała usta, ale Blaise ją ubiegł.
– I nie, nie chodzi o mnie. Chyba zauważyłaś, że nasi przyjaciele byli zmuszeni razem współpracować...
– Pomyliłeś osoby. My nie mamy wspólnych przyjaciół – prychnęła rudowłosa dumnie się prostując.
Obydwoje przystanęli w miejscu i rozglądnęli się dookoła. Na szczęście korytarze ziały pustkami.
– Chodzi mi o Dracona i twoją Granger! – zniecierpliwił się Zabini, posyłając swojej rozmówczyni wściekłe spojrzenie. – Nie zauważyłaś ostatnio, że obydwoje dziwnie się zachowują? Patrzą na siebie, kiedy myślą, że nikt nie widzi i w ogóle.
– A nawet jeśli zauważyłam to co? – Ginevra skrzyżowała ręce na piersi. – Chyba nie sugerujesz, że oni coś przed nami ukrywają…
– Myślę, że coś między nimi się wydarzyło i jest to coś dziwnego – oznajmił Ślizgon z bardzo poważną miną.
Ginny westchnęła ciężko.
– Nawet jeśli tak jest, to co nam do tego? Nie chcę być wścibska. Czemu w ogóle tak się nimi interesujesz? – zapytała po chwili.
Na usta czarnoskórego wpłynął przebiegły uśmiech.
– Nie wiem jak ty, ale ja nie dam siebie dłużej zwodzić. Szanuję prywatność Dracona…
– To widać – wtrąciła kpiąco Gryfonka.
– Chyba sama wiesz, że ich znajomość nie jest niczym dobrym – powiedział cicho, a dziewczyna  po chwili namysłu niechętnie przyznała mu rację.
– Mam rozumieć, że od teraz powinnam szpiegować Hermionę i patrzeć z kim się spotyka? – zapytała z przestrachem.
– Nie. Myślałem nad czymś innym… Dracona czasami trudno jest rozszyfrować. Chłopak wszystko w sobie dławi aż czasem strach na niego patrzeć. -  Obrzucił ją nieprzyjemnym spojrzeniem, gdy wybuchła śmiechem. – To wcale nie był żart, Weasley. No już! Uspokój się. Więc myślę, że twoja Granger będzie mniejszą zagadką. Wystarczy urządzić małą scenę zazdrości i zobaczymy jej reakcje.
– Nie, raczej powinniśmy zobaczyć jak twoja fretka zareaguje…
– Czy ja obrażam Granger? Nie nazywam jej szlamą, więc ty także nie nazywaj Malfoya fretką w mojej obecności – zagroził Blaise poważnym głosem.
Ginny przewróciła jedynie oczami i kontynuowała:
– Nie chcę wystawiać Hermiony na żadną próbę.
– Ale?
– Co?
– Zawsze jest jakieś ale.
– Hmm… Ale się o nią martwię i w sumie to nie jest najgorszy pomysł – Gryfonka westchnęła. – Już dzisiaj widziałam jak zareagowała, kiedy Parkinson zbliżyła się do Malfoya i to wcale mnie nie zadowoliło.
– Draco za to zaczął mi wmawiać, że gapił się na Macmilliana, a nie na Granger gadającą z Owney'em.
– Macmilliana? – powtórzyła dziewczyna. – Ale czemu miałby się na niego gapić? Chociaż chyba ostatnio zmienił fryzurę… No wiesz, ściął tą swoją długą grzywkę…
– Y… Nie wiem – Zabini skrzywił się nieznacznie. – Ale taki kit może wciskać Goyle'owi. Nie jestem półgłówkiem.
– Wiesz, czasami faktycznie jesteś strasznie…
– Weasley, prowadzimy rozmowę na poziomie. Nie karz mi tego zmieniać – przerwał jej z lodowatą powagą.
Siostra Rona ponownie przewróciła oczami.
– Mówisz, że Granger dziwnie zareagowała na Pansy. Ale jaka byłaby jej reakcja na całą grupkę dziewczyn? – Ciemne oczy chłopaka rozbłysły z radości.
– Jesteś obrzydliwy – skomentowała Weasley z niesmakiem.
– Będę z Draconem o siedemnastej Pod Trzema Miotłami. Przyjdź koniecznie ze swoją przyjaciółką…
– Sama nie wiem... I tak nie mam nic lepszego do roboty, ale...
Zabini zlustrował ją uważnym spojrzeniem i dopiero po chwili dostrzegł smutny wyraz jej oczu. Zmarszczył jedynie czoło nie wiedząc, co właściwie ma jeszcze powiedzieć. Wprawdzie ustalili już wszystko, więc powinien teraz odejść, ale nadal stał w miejscu dziwnie otępiały.
Nagle na korytarzu pojawiła się grupka uczniów z Gryffindoru. Prawdopodobnie wracali właśnie ze śniadania lub z biblioteki. Parę Gryfonek zatrzymało na nich swoje zdziwione spojrzenia.
– O cholera. Jeśli moja reputacja przez ciebie ucierpi, to cię zabiję – syknęła Ginny zaciskając zęby.
– Bez obaw. Możemy się kłócić…
– Nie wyglądamy jakbyśmy się kłócili…
– I zaraz się to zmieni – Wyprostował się dumnie i odchrząknął. - Weasley, Gryffindor traci przez ciebie dziesięć punktów – oznajmił głośno Blaise, ściągając na siebie wzrok innych.
Reakcja panny Weasley była do przewidzenia – jej twarz zapłonęła ze złości upodabniając się do koloru jej rudych włosów.
– Jak śmiesz?! Przecież nic nie zrobiłam. To nie jest zabawa, kretynie!
– Ratuję tylko twoją reputację. A za tego kretyna Gryffindor traci pięć punktów…
– Odwołaj to! – krzyknęła i rzuciła się z pięściami na chłopaka z chęcią mordu.
On bez problemu zrobił unik, w wyniku czego Ginny wpadła na ścianę. Parę Gryfonek przystanęło z zaniepokojenia w miejscu, gotowe do ewentualnej pomocy swojej koleżance.
Zabini z bardzo diabolicznym uśmiechem na twarzy patrzył jak siostra Rona gromi go wzrokiem.
– Powinienem cię ukarać za ten niekontrolowany wybuch agresji. Twój brak samokontroli może być niebezpieczny...
– Idź do diabła, Zabini – wyrzuciła ze siebie najbardziej nieprzyjaznym tonem na jaki było ją stać.
Ta cała sytuacja dawała Ślizgonowi wiele satysfakcji, więc odwróciła się na pięcie i zaczęła odchodzić w stronę Wieży Gryffindoru.
– Jasne, ale ty nie zapomnij przyjść do Trzech Mioteł – powiedział Zabini tak cicho, że Gryfonka ledwo go usłyszała.


***

Ginny po powrocie do Wieży Gryffindoru twardo postanowiła, że nie przystanie na plan Ślizgona. Powinna być lojalna wobec swojej przyjaciółki i nie miała prawa wystawiać jej na taką próbę. Była na siebie wściekła, że zgodziła się na rozmowę z Zabinim.  Przychodziło jej to tak łatwo. To jednak nie miało znaczenia, gdyż nadal traktowała go z wrogością, a jej negatywne podejście do wszystkich Ślizgonów nigdy nie miało ulec zmianie.
Usiadła w Pokoju Wspólnym, który okazał się być dziwnie cichy. Większość uczniów musiała wybrać się już do wioski lub na jakieś romantyczne spacery.
Gryfonka poczuła się nagle strasznie  osamotniona. Od wczoraj próbowała tak wypełnić sobie czas, żeby nie musieć myśleć o zerwaniu z Michaelem. Nie kochała go, ale i tak była rozgoryczona, że im nie wyszło. Jeszcze na początku roku była pewna, że ten chłopak będzie jej jedynym i że dzięki niemu zapomni o Harrym. Jednak srodze się pomyliła, bo jej związek okazał się być porażką, a wiadomość o tym, że Potter ma spędzić walentynki z Cho bardzo ją zabolała. Westchnęła ciężko i energicznie wstała z fotela. Zaczęła wchodzić po schodach prowadzących do dormitorium Hermiony. Po drodze spotkała Krzywołapa, szukającego kogoś do zabawy.
Zastała pannę Granger przy biurku, zawalonym stosem ksiąg. W pokoju nie było nikogo innego, więc Weasley swobodnie weszła i rozsiadła się wygodnie na łóżku przyjaciółki.
– Masz zamiar spędzić cały dzień ucząc się? – zapytała ze znudzeniem starszą Gryfonkę.
– Tak. Zaraz idę do biblioteki. Za dwa miesiące mam egzaminy, a muszę jeszcze powtórzyć połowę materiału – odparła ze zmartwieniem panna Granger szukając czegoś w książce.
Siostra Rona przewróciła oczami i zaczęła powoli lustrować całe pomieszczenie. Jej wzrok od razu przyciągnęły intensywnie czerwone róże stojące pod oknem. Gryfonka zmarszczyła czoło i znowu zaczęła zastanawiać się kto był nadawcą tego prezentu. Nie uszło jej uwadze, że Granger była bardzo zdenerwowana, gdy z rana schodziły do Wielkiej Sali. Poczuła ukłucie w sercu, gdy zdała sobie sprawę, że może być okłamywana przez najbliższą jej osobę. Jeżeli Hermiona naprawdę kręciła z Malfoy'em, to Ginny wolała już usłyszeć straszliwą prawdę z jej ust niż być notorycznie okłamywaną. Blaise musiał odczuwać to samo, co ona w tej chwili. Co prawda rudowłosa była wściekła, że chłopak bezkarnie odjął Gryffindorowi punkty, ale z drugiej strony…
– Idziesz ze mną do biblioteki? – Hermiona przerwała jej rozmyślania.
– Chcesz tam siedzieć cały dzień? – zapytała z przestrachem.
– Tak. Możesz się pouczyć ze mną…
I to przeważyło szalę na stronę zwycięstwa Zabiniego.
– Hermiono, wczoraj zerwałam z chłopakiem, a dziś są walentynki. Zróbmy  razem coś razem. Pójdziemy do Hogsmeade i będziemy pić po kolei kufle kremowego piwa. Nie rób takiej miny! Dzisiaj to ja decyduję.


***

Ulica Główna pełna była przechadzających się w jedną i drugą stronę uczniów, oglądających wystawy i  stojących w grupach na chodniku.
Powoli się zmierzchało, więc stare latarnie rozbłysły blaskiem. Padający śnieg nadawał niezwykłego uroku pełnym magii staromodnym miasteczku. Hermiona z ulgą weszła do Trzech Mioteł. W środku było głośno i ciepło.
– Pójdę zamówić kremowe piwo, a ty zajmij miejsce – oświadczyła Ginny zdejmując swoje grube rękawice. – Patrz, tam na drugim końcu jest wolny stolik.
Panna Granger rozglądnęła się dookoła szukając miejsca bliżej kominka. Większość stolików była zajęta przez czarownice, uczniów czy mieszkańców wioski. Zauważyła Lavender siedzącą z Seamusem w kącie. Współlokatorka  pomachała jej energicznie.
Gryfonka uśmiechnęła się lekko i jak najszybciej odwróciła.
Tak jak poradziła jej Ginny, zajęła trzyosobowy stolik na końcu pomieszczenia, tym samym uciekając od Brown. Zdjęła płaszcz i zawiesiła go na oparciu krzesła. Nagle usłyszała głośny wybuch śmiechu. Odwróciła głowę w prawą stronę i zobaczyła grupkę Ślizgonów. Wśród nich oczywiście nie zabrało Dracona Malfoya i Blaise'a Zabiniego. Towarzystwo dwóch przyjaciół było dość nieciekawe – Hermiona naliczyła pięć długonogich dziewczyn siedzących wokół chłopców. Prawdopodobnie wszyscy śmiali się z jakiegoś sprośnego żartu Zabiniego, który ochoczo coś opowiadał.
Granger myślała, że zaraz wyleci z knajpy z głośnym krzykiem. Jak Malfoy mógł ją tak zignorować? Nie mógł spotkać się z własną dziewczyną, a umówił się z jakimiś pustymi lalami? Poczuła się zdradzona. Wprawdzie mieli ukrywać swoje relacje między innymi, ale to chyba nie znaczyło, że ich związek jest otwarty!  Draco nie mógł flirtować z innymi dziewczynami… Hermiona wzięła głęboki wdech i ukradkiem przyjrzała się blondynowi. Z angażowaniem uczestniczył w rozmowie, ale jego wyraz twarzy zdawał się być odrobinę znudzony. Albo może to jej tylko się tak wydało? Może Malfoy cieszył się, że może spędzić czas z pięknymi dziewczynami? Pewnie nie były najmądrzejsze, ale miały proste, lśniące włosy. Nie tak jak włosy Hermiony, które sterczały na wszystkie strony świata. Nie wspominając już o wyzywającym ubiorze koleżanek chłopaków, Gryfonka poczuła się doprawdy zdołowana. Nie chciała tutaj być. Nie chciała widzieć jak pewna brunetka siedząca obok jej Malfoya, mruga do niego zalotnie okiem.
Kasztanowłosa gwałtownie wstała z krzesła, dochodząc do wniosku, że nic ani nikt nie zmusi jej przed dłuższym zostaniem w tym miejscu. Nie wpadła omal na Ginny, która nagle się za nią pojawiła niosąc w dłoniach dwa kufle kremowego piwa.
– Strasznie długie te kolejki – mruknęła ruda i położyła na blacie napoje. Spojrzała z ukosa na przyjaciółkę i zmarszczyła czoło. – Coś się stało, Hermiono?
– Nie, po prostu… Nie mam ochoty na siedzenie tutaj.
– Czemu? – Siostra Rona uważnie się jej przyglądała. – Nie stój jak kołek. Ludzie zaczynają się na ciebie patrzeć.
– Gin, nie rozumiesz mnie – burknęła Hermiona. – Uważam, że powinnyśmy opuścić to miejsce albo przynajmniej usiąść gdzie indziej.
– Hermiono, nie denerwuj mnie. Nie będę się znowu przeciskała między tymi wszystkimi stolikami. Wypijemy tylko piwo i pójdziemy!
Starsza Gryfonka z niezadowoleniem opadła na swoje miejsce. Odruchowo popatrzyła w stronę Ślizgonów. Okazało się, że Malfoy ją zauważył. Gdy ich spojrzenia się spotkały od razu odwrócili wzrok. Dziewczyna twardo postanowiła, że już nie zerknie w jego kierunku. W dodatku zdała sobie sprawę, że panna Weasley dziwnie się jej przygląda.
– Chciałabym jeszcze iść kupić nowe pióro zanim zamkną sklep – powiedziała niby od niechcenia Hermiona.
Zacisnęła ręce na swoim ciepłym  kubku i próbowała się rozluźnić. Przeszkadzały jej w tym wybuchu śmiechu dochodzące z prawej strony...
– Zabini i Malfoy faktycznie postanowili się zabawić w te walentynki – stwierdziła gorzko Ginevra, patrząc w stronę chłopaków.
Panna Granger wzruszyła jedynie ramionami i zaczęła sączyć swoje piwo. W jedym momencie całe ciepło rozeszło się po jej ciele i od razu poczuła się odrobinę lepiej. Nie mogła dać tym razem Ginny żadnych powodów do podejrzeń.
– Kogo to obchodzi? Zmieniają panienki jak skarpetki. To okropne i ohydne – skomentowała z oburzeniem. Nachyliła się nad swoją przyjaciółką i wyrzuciła ze siebie głosem, który ewidentnie oddawał jej zniesmaczenie całą sytuacją:
– Pewnie co tydzień znajdują sobie inne dziewczyny i traktują je jak przedmioty. A te bezmyślne panienki czują się ważne, bo są przez chwilę zauważone. Takie dziewczyny nie mają za knuta szacunku do siebie. To też świadczy o Malfoy'u i Zabinim. Myślisz, że znajdą sobie w przyszłości jakieś towarzyszki życia? Myślisz, że będą robić  coś sensownego? Jestem niemal pewna, że nie zdobędą żadnego wykształcenia w świecie czarodziejów. Słyszałaś przecież z jakim lekceważeniem podchodzą do nauki. Nie będą nic potrafić, a wątpię żeby urok osobisty przydał im się do roboty papierkowej. Ludzie będą postrzegać ich jako młodych chłopców szukających rozrywki. Wtedy do akcji wkroczą ich majętni rodzice, którzy wykupią im jakąś ładną posadę na pokaz. Tak jak ojciec Malfoya, który  wkupił swojego syna do drużyny Qudditcha .Pamiętasz to, prawda? Sama rozumiesz jaki byłby wstyd gdyby arystokrackie dzieci do końca życia były bezrobotne. A co do ich dziewczyn, bo wątpię, że będą mieć jakieś żony z takim podejściem do kobiet, to pewnie będą łazić po klubach i tam spotykać jakieś puste lafiryndy. Nigdy nie zaznają prawdziwej miłości. Ba, pewnie myślą, że takowa nie istnieje! Zapomniałam wspomnieć, że po drodze wpadną w alkoholizm.
Gryfonka przerwała swoją przemowę, aby wziąć oddech.
– Sama rozumiesz, że nienawidzę Ślizgonów – podsumowała spokojnie.
Ginny wpatrywała się w Hermionę szeroko otwartymi oczami.
– Ale… Oni… i  my jesteśmy jeszcze nastolatkami... Oczekujesz, że Malfoy i Zabini będą się zachowywać nagle tak dojrzale?
– Ginny, czy ty ich bronisz? – zdumiała się Hermiona, ledwo powstrzymując wybuch śmiechu. – Według ciebie dręczą innych, olewają naukę i zmieniają dziewczyny, bo są jeszcze młodzi? Moim zdaniem mają jakiś poważny problem lub zaburzenia. Jeśli twoje zadanie jest inne…
– Nie! Oczywiście, że nie! – zaprzeczyła od razu Ginevra z niepewną miną. Zdawała się być nieco oszołomiona. – Chodzi mi tylko o to, że w wieku szesnastu lat człowiek popełnia dużo błędów, a potem się zmienia…
– Sugerujesz, że Malfoy i Zabini się zmienią? Myślałam, że nienawidzisz ich równie mocno jak ja…
– Ależ tak jest! Miałam na myśli to, że… Chodziło mi tylko o ogół ludzi. Zresztą nieważne. Masz rację. A tak w ogóle nie zawracajmy sobie nimi głowy – powiedziała Weasley z bladym uśmiechem.
Hermiona uśmiechnęła się serdecznie do swojej przyjaciółki i dokończyła swoje piwo. Nie mogła być lojalna wobec Dracona i ciągle go bronić przed Ginny. Mieli udawać, że nadal się nienawidzą, więc taka wypowiedź na pewno dała rudej do myślenia, jeśli o coś ich podejrzewała.
Siostra Rona jeszcze chwilkę lustrowała starszą Gryfonkę wzrokiem. Nie doszukawszy się na jej twarzy niczego podejrzanego, zerknęła na stolik, przy którym siedzieli dwaj Ślizgoni. Twarz Malfoya była zupełnie nie do rozszyfrowania. Za to Zabini co chwilę coś mówił i głośno się śmiał, na co jego towarzyszki cały czas chichotały. Minęło chwilę czasu nim czarnoskóry zauważył, że ktoś się na niego patrzy. Gdy Blaise spojrzał na Ginny, ta prawie niedostrzegalnie wskazała na ladę. Chłopak kiwnął lekko głową.
– Idziemy już? – zagadnęła Hermiona ze znużeniem.
– Ym... Tak, chwila. Pójdę tylko jeszcze coś zamówić…
– Ginny, powiedziałaś, że wypijemy piwo i pójdziemy – przypomniała jej Granger z niezadowoleniem.
– Cierpliwości. Zaraz wrócę – mruknęła rudowłosa i natychmiast zerwała się z miejsca.
Kasztanowłosa odwróciła się za nią i ciężko westchnęła. Usadowiła się wygodniej na siedzeniu i starała się nie zwracać uwagi na otaczający ją tłum.

Ginny zajęła miejsce w długiej kolejce do kasy. Madame Rosmerta stojąca za ladą przyjmowała zamówienia z uśmiechem na twarzy. Dziewczyna poczuła nagle, że ktoś za nią staje. Odwróciła głowę, po czym wlepiła wzrok przed siebie. Blaise Zabini lekko się do niej przybliżył.
– Co się stało, Weasley? – zapytał szorstkim głosem.
– Nic, Zabini. Problem w tym, że nie stało się zupełnie nic – warknęła, odwracając głowę w jego kierunku. – Hermiona nawet nie zerknęła na Malfoya. Na początku zachowywała się trochę nieswojo, ale potem było już normalnie.
– A Draco nawet chyba nie zauważył jej obecności – odpowiedział Zabini z kwaśną miną. – Zadałem sobie tyle trudu, żeby go tutaj przeprowadzić. Chciał od razu wyjść, kiedy zobaczył moje przyjaciółki. Trochę się rozkręcił, ale nadal jest dziwnie spokojny. Normalka. Nie wiem co mam myśleć.
– Ja wiem, co mam myśleć. Jesteś kretynem. Hermiona nie ma nic na sumieniu, a twój plan jest durny. Czuję się teraz okropnie…
– Daj spokój, Weasley. Może teraz nie zachowują się dziwnie, ale mieliśmy powody, żeby ich tu przyprowadzić. Przynajmniej jedno z nas bawi się dobrze. Wracam do moich dziewczynek – powiedział wesoło i z szerokim uśmiechem na twarzy zaczął wycofywać się z kolejki.
Zezłoszczona Ginny po chwili także wróciła do swojego stolika.
– Nie chce mi się stać w kolejce, lepiej już chodźmy – stwierdziła ponuro rudowłosa.
Hermiona uśmiechnęła się delikatnie i już po minucie była gotowa do drogi.
Wyszły z knajpy nie odwracając się za siebie.
Na dworze było już zupełnie ciemno, gdy kroczyły uliczkami miasteczka. Zegar w wiosce wybił godzinę siedemnastą. Okazało się, że sklep Scrivenshafta jest już zamknięty.
– Możesz jeszcze kupić pióro u Zonka – zaproponowała Ginny ze smutnym uśmiechem.
– U Zonka znajdę tylko cukrowe pióra, a takich nie toleruję. Trudno, wracajmy już lepiej do Hogwartu.
Obydwie w ponurych humorach zaczęły iść ścieżką prowadzącą do zamku. Biały puch sypał obficie z nieba, a jego drobinki osiadały na ich czapkach. Gdzieniegdzie na budynkach były zawieszone ogłoszenia dotyczące ucieczki Śmierciożerców z Azkabanu. Hermiona odruchowo otuliła się szczelniej płaszczem, kiedy zobaczyła zdjęcie Greybacka. Przed nimi szła grupka uczniów także zmierzających do szkoły.
Po chwili dogonił ich Harry. Miał na sobie czarną kurtkę, a jego okrągłe okulary były do połowy zaparowane.
– Nie byłem pewny czy to wy – powiedział chłopak, zrównując się z nimi krokiem. – Myślałem, że zostałyście w zamku.
– Byłyśmy chwilę w Trzech Miotłach – odparła Hermiona.
– A ja myślałam, że jesteś z Cho. - Ginny popatrzyła na niego z ciekawością.
Harry lekko się skrzywił.
– Chyba właśnie zerwaliśmy.
– Naprawdę? – zdziwiła się starsza Gryfonka.
– Tak. Rozmowa niezbyt nam się kleiła. Cho zaczęła pytać mnie o Cedrika. Nie wydaje się wam to dziwne? Jestem z dziewczyną na randce, a ona wypytuje mnie o swojego byłego. Rozumiem, że jego śmierć była dla niej traumą, dla mnie też… – Na chwilę zapanowała cisza. – Potem zeszliśmy na temat jej przyjaciółki, która wypaplała o GD i nie mogłem już znieść spotkania. Skończyło się tym, że Cho wybiegła z kawiarni zanosząc się płaczem.
– Spektakularny koniec – zaśmiała się Ginny.
– Ta… Ona zawsze płacze, gdy się widzimy…
– Nie myśl o niej Harry – poradziła rudowłosa spokojnie.
– Taki też mam zamiar – mruknął ponuro zielonooki. 
Szli przez chwilę pogrążeni w ciszy i rozmyślali o zdarzeniach z minionych godzin. Co jak co, ale czternasty lutego nie był dla nich udanym dniem.
– A ty, Ginny, nie jesteś ze swoim chłopakiem? – zagadnął Harry, kiedy weszli na teren Hogwartu.
– Cóż, ja i Michael wczoraj zerwaliśmy – powiedziała obojętnie.
– Bardzo mi przykro. Nie wiedziałem…
– Nic nie szkodzi.
Hermiona spojrzała na dwójkę swoich przyjaciół. Mieli tak samo zamyślone i rozmarzone miny.
– Wiecie co? Muszę jeszcze iść do biblioteki. Zaraz zamykają, więc… Do zobaczenia później!
Nie czekając na ich reakcje, szybko ich minęła i pobiegła w stronę wejścia do zamku.
– Hermiona bardzo denerwuje się egzaminami. Dziś ledwo udało mi się ją wyciągnąć go Hogsmeade – powiedziała Ginny z nutką ironii w głosie.
– Doskonale to rozumiem – mruknął Harry i spojrzał nieśmiało na swoją towarzyszkę. – Miałabyś ochotę przejść się po błoniach? Mamy jeszcze chwilę czasu do osiemnastej...
– Z przyjemnością, Harry – odpowiedziała prawie od razu Ginevra. Jej oczy zapłonęły blaskiem.


***

Hermiona nie udała się do biblioteki. Chyba pierwszy raz w życiu nie miała ochoty na przebywanie wśród książek. Na tę chwilę straciła cały zapał do nauki i była przez to bardzo zdołowana.
Zaszyła się w swoim dormitorium. Nie wiedziała czym mogłaby się teraz zająć, aby przestać się zadręczać niepotrzebnymi myślami. Czuła się jak kompletna idiotka. Była taka naiwna – cały dzień spędziła w przekonaniu, że te walentynki pierwszy raz okażą się naprawdę wyjątkowe. Myślała, że mimo wszystko zobaczy się z Draconem, chociaż ten od razu dawał jej do zrozumienia, że nie mają szans na spędzenie razem tego święta.  Ich uczucie do siebie było zakazane i nie powinno mieć prawa bytu.
Przejmowanie się spotkaniem Malfoya z jakimś dziewczynami wydawało się jej być nieco dziecinne. Nie mogła jednak wyrzucić ich obrazu z głowy. Zdawała sobie sprawę, że  musieli odwrócić od siebie uwagę, nie mogli dać komuś żadnych podstaw do wątpienia w ich nienawiść. Mimo tego zazdrość nadal dawała jej o sobie znać. Szczerze mówiąc nie miała pojęcia jakie pobudki kierowały blondynem, że zdecydował się na towarzystwo tamtych dziewczyn.
Krążyła bezsensownie po pokoju pełna sprzecznych odczuć.
 Po paru minutach Gryfonka zatrzymała się przed oknem i utkwiła wzrok w ciemnym, bezgwiezdnym niebie. Wzięła parę głębokich wdechów. Cieszyła się, że dzień dobiegał już końca. Wierzyła, że wraz ze wschodem słońca, będzie czuła się o wiele lepiej. Starała się przestać myśleć o arystokracie, co wcale nie było łatwe. Wysuwanie pochopnych wniosków na temat jego postawy mogło okazać się zgubne.
Żeby zająć sobie jakoś czas, zaczęła układać swoje książki w porządku alfabetycznym. Potem zrobiła porządek w swoim kufrze, sortując ubrania według kolorów. Następnie zajrzała do dębowej szafy i wzięła się za porządkowanie swoich przyborów szkolnych. Na koniec zobaczyła na najniższej półce bardzo stary gramofon. Przywiozła go ze sobą w tym roku z domu i całkowicie o nim zapomniała. Dostała go w prezencie od dziadka parę lat temu. W Hogwarcie nie było mowy o słuchaniu mugolskiego radia, za to gramofon zupełnie zmieniał całą postać rzeczy. Wyjęła ostrożnie sprzęt z szafy i położyła go na biurku. Tylko chwilę zajęło jej odnalezienie płyt winylowych, które kolekcjonowała od dziecka. Zaczęła kręcić korbką. Już po chwili zachwycała  się niezwykłym brzmieniem dźwięków. Wraz z puszczeniem pierwszej piosenki poczuła się jak inna osoba. Muzyka była zawsze ważna dla Hermiony, ale ostatnimi czasy zgubiła gdzieś tą pasję. Słowa utworu kojarzyły się jej tak mocno z domem, że uroniła parę łez.

Beautiful dawn, 
lights up the shore for me. 
There is nothing else in the world, 
I'd rather wake up and see 

Położyła się na łóżku i zamknęła oczy. W jej głowie momentalnie pojawił się obraz uśmiechniętej mamy i taty czytającego gazetę na starym tapczanie, którego nie chciał nigdy wyrzucić.

Beautiful dawn, 
melt with the stars again. 
Do you remember the day when my journey began? 
Will you remember the end? 

Beautiful dawn, 
You're just blowing my mind again. 
Thought I was born to endless night, until you shine. 

Widziała to wszystko. Pozwoliła żeby wspomnienia z dzieciństwa całkowicie ją zalały. Przypominała sobie jak to kiedyś było wracać ze szkoły prosto do mieszkania i rozmawiać, bawić się z rodzicami, a także koleżankami. Jak to było mieć na wyciągnięcie ręki całą rodzinę i nie mieć żadnych trosk... Często tęskniła za tym wszystkim, ale nigdy nie żałowała, że przyjechała do Hogwartu. Dzięki temu poznała Harry'ego, Weasleyów i Jego...

High! 
running wild among all the stars above. 
Sometimes it's hard to believe you remember me. 

Tekst piosenki był dla niej bardzo osobisty. Tak bardzo się zasłuchała, że dopiero po chwili zdała sobie sprawę z hałasu dochodzącego od okna. Wstała pośpiesznie z łóżka i uchyliła okiennice. Do środka wleciała biała sówka, niosąca w dziobie zwitek papieru. Zdziwiona, ale równocześnie zaciekawiona Hermiona, szybko odebrała wiadomość.


Czekam na Ciebie w sali od zaklęć na drugim piętrze... Proszę Cię, przyjdź.
D.M

Dziewczyna parę razy przebiegła wzrokiem po krótkim tekście. Zignorowała uczucie radości, które nagle ją zalało. W pierwszym odruchu miała ochotę potargać kartkę i dalej oddać się zajęciu słuchania muzyki. Poczuła dziwną gorycz w sercu, dochodząc do wniosku, że to zawsze Draco ustala ich terminy spotkać i wyskakuje z tym w ostatniej chwili. Jej niezdecydowanie zaczęło jednak wyparowywać, kiedy przeczytała po raz kolejny słowo „Proszę”. Draco rzadko o coś prosił.
Panna Granger wypuściła sowę na zewnątrz, po czym ciężko westchnęła.


***

W sali od zaklęć panowała niemal całkowita ciemność. Jedynym źródłem świtała były dwie dogasające świece, stojące na jednej z ławek.
Chłopak opierał się o ścianę, a Hermiona wprost czuła na sobie jego przeszywające spojrzenie. Zamknęła za sobą cicho drzwi i powoli zaczęła się do niego zbliżać. Jej ruchy były pełne wahania. Wiedziała, że on także to zauważył. Ani na sekundę nie spuścił z niej swojego wzroku. Zatrzymała się naprzeciw niego. Do jej nozdrzy momentalnie doszedł mocny zapach jego wody kolońskiej. Miał na sobie ciemną,  elegancką koszulę, której dwa pierwsze guziki były odpięte. Gryfonka dopiero po chwili spojrzała na jego twarz, która nawet w ciemności biła bladością. Platynowe włosy Ślizgona opadały mu lekko na czoło, a Hermiona z trudem powstrzymała się przed ich odgarnięciem. Nie widziała dokładnie wyrazu jego szarych oczu, ale wydawało się jej, że dostrzegła w nich napięcie. Jego idealne usta były zaciśnięte. 
– Nie było cię na kolacji – odezwał się prawie szeptem.
Jego głos był dla niej tak bardzo znajomy i budził w niej tyle emocji, że ledwo mogła ustać przed nim bez ruchu. Szybko jednak otrząsnęła się z tego stanu.
– Nawet nie zauważyłam. Zasiedziałam się w dormitorium – odparła trochę zbyt ostro. Dopiero teraz do niej dotarło, że tak bardzo się przejęła, że zapomniała nawet o kolacji. 
– Granger, nie bądź na mnie zła...
– Nie jestem – odpowiedziała nieco spokojniej. – A tak poza tym, to jak się bawiłeś? Widziałam cię w Hogsmeade, ale przecież to wiesz, bo też mnie zauważyłeś. Mam nadzieję,  że twoje walentynki się udały.
Draco westchnął i spuścił jedynie głowę, co zdziwiło Hermionę.
– Wiesz, że ja nigdy nią obchodzę walentynek – przypomniał jej cicho.
– Rozumiem, po prostu zapomniałam, że akurat w tym dniu masz czas tylko dla jakiś panienek...
– Tylko mnie nie osądzaj – jego głos pełen był zmęczenia i czegoś w rodzaju smutku. Cały czas patrzył się na ziemię.
Hermionie gorzej było utrzymać emocje na wodzy.
– Nie osądzam cię. Wkurza mnie fakt, że cały czas spędziłeś z jakimiś pannami. Ale nic mi do tego, bo nie mam prawa robić ci wyrzutów. Ja też nigdy nie obchodziłam tak na serio walentynek, ale naprawdę zależało mi, żeby być dziś z tobą. Jeżeli tobie nie, to nic nie szkodzi – skończyła urażonym tonem.
– To wszystko?
– Co masz na myśli? I mógłbyś się na mnie popatrzyć?  – zniecierpliwiła się.
Malfoy podniósł głowę.
– Czy to wszystko odnośnie twoich pretensji do mnie?
Dziewczyna nie wiedziała jakim cudem udaje mu się zachować taki spokój, podczas gdy ona była taka wściekła. Zacisnęła usta i kiwnęła sztywno głową.
Blondyn nie czekając na nic więcej oderwał się od ściany i mocno ją przytulił. Objął ją ramionami i schował twarz w jej włosach. Zaskoczona Gryfonka całkowicie oniemiała. Spodziewała się po nim wybuchu złości, a nie takiego gestu...
– Nie chciałem się z nimi spotkać. To Blaise wyciągnął mnie dziś z zamku. Nie mogłem mu odmówić, bo zaczynał mnie o coś podejrzewać – szepnął jej do ucha.
– Och... Z góry założyłam, że...
– Wiem, ale nie myśl już o tym.
– Po prostu myślałam, że sam tego chciałeś. Trochę mi głupio. Kiedy cię z nimi zobaczyłam, poczułam się okropnie – wyznała szczerze.
– Nie masz powodu do wątpliwości, Granger. Mówię ci to już po raz kolejny. Zacznij we mnie wierzyć – powiedział głosem pełnym emocji.
Wypuścił Hermionę ze swoich objęć i z powrotem oparł się o ścianę. Dziewczyna stanęła obok niego. Obydwoje wpatrywali się w ciszy w dogasające świece. Napięcie i niepewność, która między nimi była, bezpowrotnie zniknęła.
– Nie jesteśmy jak inni. Nie potrzebujemy żadnych głupich walentynek,  żeby „uczcić” nasze uczucie do siebie – zaczął Ślizgon, ostrożnie dobierając słowa. – Bez tego i tak możemy czuć się ze sobą wyjątkowo. Ja cały czas się przy tobie tak czuję…
Ujął jej dłoń w swoją i mocno trzymał.
– Dziękuję, Draco. Ja też się tak przy tobie czuję… – odparła wzruszona. – Prawie zapomniałam… tymi różami z rana, poprawiłeś mi całkiem humor. Dziękuję.

Była tak bardzo zadowolona, że blondyn otwarcie mówi o swoich uczuciach, że jest wobec niej taki czuły... Nie mogła uwierzyć,  że takie szczęście w postaci Dracona Malfoya spotkało właśnie ją.
– Co więc robiłaś, że nie przyszłaś na kolację? Przyznam, że trochę się martwiłem – jego głos nie był już tak poważny jak przed chwilą.
– Nic takiego. Robiłam porządki i znalazłam swój gramofon...
– Przywiozłaś do Hogwartu gramofon? – zasępił się chłopak, jednak na jego ustach pojawił się półuśmiech.
– Tak, no wiesz, od małego kolekcjonuję płyty winylowe. Wprawdzie teraz mugole coraz rzadziej to preferują, ale u mnie w rodzinie jest inaczej. Swoją pierwszą płytę tak naprawdę wykradłam tacie. Udawał, że o tym nie wie... – Granger roześmiała się serdecznie.
– I od tego momentu kradłaś wszystkim płyty, żeby później je kolekcjonować?
– Och, nie. Nie żartuj tak nawet. Ja po prostu to uwielbiam. Z czasem zdobywałam ich coraz więcej. Ale płyty winylowe nie nadają się dla każdego, są bardzo delikatne i trzeba o nie bardzo dbać. Wiesz, grubsze wydają się być o wiele bardziej stabilniejsze i mają tą pełnię brzmienia. Moi rodzice mają niesamowity, antyczny gramofon – czereśniowe drewno, wszystkie części oryginalne.
– Z kolei u mnie w domu pełno jest mahoniowych gramofonów. Jakoś nigdy nikt ich nikt nie używa, tylko leżą na kredensach. Pewnie jako element wystroju – powiedział z zastanowieniem chłopak.
Hermiona spojrzała na niego ukradkiem. Chyba jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby chłopak powiedział coś otwarcie o swoim domu. Z tego co wywnioskowała Gryfonka był to dla niego bardzo drażliwy i delikatny temat.
– W każdym razie nie wiedziałem, że kolekcjonujesz coś prócz książek. - Zaśmiał się wesoło widząc grymas na twarzy Granger. – Odpowiedz mi jeszcze coś o sobie.
– A ty zrobisz to samo?
Blondyn lekko zesztywniał.
– Bez urazy, ale zawsze chwilę to trwa nim się przed kimś otworzę, przed kimkolwiek... – odparł nieco szorstko.
– Spokojnie. Zaczekam – zapewniła go dziewczyna ze subtelnym uśmiechem.
Kolejną godzinę Hermiona opowiadała o swoim kolorowym dzieciństwie i rodzinie. Draco marszczył jedynie czoło, gdy słyszał jakąś mugolską, nieznaną nazwę. Z początku podchodził nieco sceptycznie do niektórych wynalazków niemagicznego świata, ale po jakimś czasie powstrzymał się od rzucania kąśliwych uwag.
Liczyło się to, że Hermiona Granger była obok, a także to, że  prowadził z nią najzwyklejszą rozmowę, która niesamowicie go fascynowała.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję E. za zabetowanie. (klik)
Bardzo Was przepraszam za wszystkie błędy. Piszę na telefonie, więc zawsze popełniam jakieś literówki i nie tylko. Wkrótce zaktualizuję poprawiony rozdział.
I co Wy na to? Wiem, że nie oddałam wizji walentynek - to nawet nie był mój zamiar. Może spodziewaliście się czegoś romantycznego, a w zamian dostaliście na koniec zwykłą rozmowę bohaterów. Po prostu nie chciałam za dużo słodzić i w efekcie powstało coś takiego. Przyznam, że na początku planowałam, że Draco i Hermiona nawet się nie zobaczą w tym rozdziale, ale zmieniłam zadanie.
Kolejny rozdział pojawi się w przyszłym miesiącu, tak jak pisałam wcześniej. Myślę jednak, że taki układ Wam odpowiada, bo rozdziały będą stosunkowo długie, tak jak ten.
Dziękuję Wam za poświęcony czas i motywację jaką mi dajecie! :))
Pozdrawiam,
Nela.

52 komentarze:

  1. Jejciu ♡ cudo *-* I taki czuły Draco <3 Świetnie piszesz, jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam :) Czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzoo dziękuję! Nawet nie wiesz, jak mi miło <3
      Dziękuję za komentarz :D

      Usuń
  2. Jejciu jejciu! Idę czytać! Co z tego, że jutro spr z matmy :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nela jak zwykle mnie zaczarowałaś tym rozdziałem i nie wiem, jak wytrzymam do listopada! ;( Mam mało czasu, ale powiem Ci, że wszystko było naturalne i doskonale wywarzone. Początkowym opisem bardzo mnie zaciekawiłaś. Byłam bardzo ciekawa, co Draco wymyśli, a on nie zrobił nic prócz tych róż. Mimo tego i tak mnie nie zawiódł, gdyż koniec wyszedł Ci bezbłędnie! Te dogasające swiecie i rozmowa o gramofnie. Lubię bardzo piosenkę High, którą słuchała Herm. To te klimaty. Notka ma dla mnie wartość sentymentalną. :) Myślałam, że spikniesz Zabiniego z Gin, trochę mieli rozmów w tym rozdziale, było śmiesznie :D Ale ostatecznie na scene wkroczył Harry i raczej to Ginny będzie z nim. Jest bardzo ciekawie. Co jeszcze szykujesz?
      Weny Nela! :*

      Usuń
  3. Niedawno przeczytałam wszystkie rozdziały i jakie było moje zaskoczenie, jak wróciłam z zajęć, a tu coś nowego :)
    Fantastyczny rozdział i bardzo ciekawy pomysł na zbudowanie relacji między tymi bohaterami :) A w dodatku bardzo fajny sposób pisania, który sprawia, że nawet dłuższe rozdziały czyta się z przyjemnością :)
    Życzę dużo weny i czekam na kolejną część :)

    http://our-own-sense.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze było humorostycznie, smutno i czuło. Dziękuję za to, że piszesz :))

    Anette

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Rozdzialik przeczytało mi się za szybko. Powinien być dłuższy ;P
      Ahh też bym chciała dostać z setkę róż na walentynki. Sytuacja na śniadaniu bardzo mnie rozśmieszyła. Najpierw Mionka patrzy na Dracona i widzi przy nim Pansy a potem on na nią i widzi Dominica. Spadłam z krzesła kiedy Draco mówił że patrzył się na Macmiliana. Jak się potem okazało chłopak zmienił fryzurę :D Był to świetny wstęp do późniejszej akcji. Rozmowy Ginmy i Blaisa są wrogie i cieszy mnie to że nie robisz z nich pary. Są tylko zmartwionymi o swoich przyjaciół i tylko to ich łączy a Ginny woli Harryego! W trzech miotłach przeżyłam bardzo emocjonalnie. Hermiona jednak nie dała się podstępowi i wygłosiła gadkę na temat przyszłości Malfoya. Potem w pamięci zapadła mi też scena kiedy Miona słucha muzyki. To jej zamiłowanie do płyt winylowych jest czymś nowym, a na koniec najlepsza akcja (3
      Draco jest kochany i...;33 Brałabym xD
      Wróć do nas prędko! ;*
      Arii

      Usuń
  6. Super rozdział. Trafia w me gusta ;')
    Życzę weny.
    L

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju świetne. Kocham to opowiadanie <3
    Draco taki czuły? Podoba mi się to. Te róże takie romantyczne *.* zauważyłam tylko, że pomyliłaś imiona. Najpierw Gin zerwała z Michalelem, a potem z Seamusem. Kochana czekam na następny z ogromną ciekawością. Życzę weny i pozdrawiam serdecznie.
    Zapraszam do mnie: http://dramioneszkolnerozterki.blogspot.com/?m=1
    ~ Panna Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  8. Super sprawa! Cierpliwie czekałam na rozdział i wreszcie można poczytać :*
    Tylko jeśli chodzi o błędy to stylistyka mnie totalnie nie razi ale trochę zdurniałam gdy przeczytałam jak Ginny mówi Harremu, że zerwała z Seamusem. To w zasadzie jedyna sprawa a następnej części już się nie mogę doczekać :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Kocham wszystko co napiszesz. Rozdział był super i wzruszył mnie bardzo. Już Ci pisałam, że myśli Hermiony i moment kiedy słucha ,, High" były moim ulubionym fragmentem :33 Było luźniej, poważniej i ciekawiej. Wiesz już wszystko na ten temat więc życzę tylko powodzenia w szkole i mnóstwo weny ;*

      Usuń
  10. Świetny, najbardziej podoba mi się moment kiedy Draco się do niej przytula. Pozdrawiam i weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały. Bardzo się cieszę, że nie zrobiłaś jakiejś mega słodkiej, romantycznej kolacji. To nie jest w stylu Draco.
    Bardzo spodobał mi się przytulas i to, że Hermiona nie dała się podejść.
    Sceny zazdrości mega mi się podobały, za to mam mieszane uczucia co do Blinny/Hinny. Tu kompletnie zdam się na ciebie i zaakceptuję oba związki.
    Brakuje mi odrobinę elementów wojny.
    Nie wiem jak ja wytrzymam miesiąc... Dobrze, że przynajmniej rozdziały są odpowiednio długie.
    Wspaniale piszesz i każdy nowy post jest prawdziwą ucztą czytelniczą (jeśli takie coś w ogóle istnieje). A teraz wybacz, ale zaraz zaczynam lekcje ❤

    OdpowiedzUsuń
  12. to jest super!!!! az mi łzy w ocZach stanęły kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały jak zawsze:) Czekam na kolejny 💋

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaniemówiłam z wrażenia. Ten blog jest doskonały! Kiedy czytam mam wrażenie, że mam przed sobą oryginał. Sytuacje są takie szczere, a postaci świetnie wykreowane. Dostałam niezłą dawkę wzruszenia, spodobało mi się wszystko ;*
    Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Twoje rozdziały są bardzo treściwe i napawają mnie bardzo pozytywnymi uczuciami. Nie czytało się źle, ale wolę, gdy rozdziały są zabetowane. Doceniam jednak fakt, że dodałaś dla nas wcześniej. Za tą całą kurtyną humoru kryło się coś bardzo wartościowego. Podobały mi się wypowiedzi bohaterów. Blaise i Ginny znów byli zmuszeni do współpracy. Nie czuć między nimi napięcia, ale Diabeł jest spostrzegawczy jeśli chodzi o nastrój Rudej. Wiem, że kiedyś napisałaś, że jesteś za hinny, to Zabini może stanie się przyjacielem Gin lub jej śmiertelnym wrogiem? Ciekawie opisujesz ich relacje. Co do Hermiony i Draco odwaliłaś kawał dobrej roboty. Tutuł sugerował, że może być różowo, a tu proszę jakie zaskoczenie. Po tym jak Hermiona zastała Draco w knajpie z dziewczynami, zrobiło mi się smutno. To było strasznie nie fair. Od tego momentu było tak dziwnie nostalgicznie, piosenka też zrobiła swoje. Bardzo polubiłam ten utwór aczkolwiek słyszałam go chyba wcześniej. Końcówka mnie rozczuliła. Cieszę się, że nie opisujesz jak nasza parka się całuje, tylko jak poznaje siebie nawzajem i od czasu do czasu się przytulą albo złapią za ręce. Dobra robota, Nelu :*
    Jak zwykle : weny.
    Lily.

    OdpowiedzUsuń
  16. Twoje opowiadanie jest po prostu... zajebiste!!! Nie mogę wyrazić tego innym słowem. Niedawno zaczęłam je czytać, a już wciągnęło mnie bez reszty i zniecierpliwiona czekam na kolejny rozdział. W porównaniu do mojego beznadziejnego Dramione, które zaczęłam twoje jest... arcydziełem literackim. Te wszystkie opisy są cudowne. Jeszcze Marlon... Od razu go polubiłam, więc jego śmierć doprowadziła mnie do łez. W ogóle całe twoje opowiadanie doprowadza mnie do huśtawki nastrojów. Nieraz nie mogę powstrzymać się od śmiechu, a potem rycze bez końca. Przez ciebie (dzięki tobie) nie mogę spać po nocach, przez co na lekcjach chodzę jak obłąkana i nawet pogorszyłam się w nauce xD Coś czuje, że rodzi się tu Blinny :) Mam rację? Draco jak zawsze boski. Mrr ;* Gdy Draco i Hermiona się pocałowali to nie mogła złapać przez chwile oddechu. Po prostu cudo :) Jeszcze te wszystkie połączenia różnych książek i seriali było super. Cieszę się, że właśnie to wykorzystałaś. Tło też jest mega :) Nie moe się napatrzeć.
    Życzę dużo weny i układania myśli w odpowiednie zdania.
    Liczę jak najszybciej na następny rozdział,
    Tough Love
    PS. Szukam szablonistki/szablonisty do mojego bloga poświęconemu Dramione
    anotherlovedramione.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Czy mi się tu aby nie wydaje, że wieje tu Baśnioborem? Przynajmniej w jakimś rozdziale, tylko nie wiem którym xD

      Usuń
    3. Baśnioborem? Czytałam kiedyś całą serię, ale nigdy nie dawałam do tego opowiadania żadnych podobnych elementów...W każdym razie bardzo dziękuję za Twój komentarz. ;)

      Usuń
  17. Kolejny cudowny rozdział. Jak dla mnie troszkę zbyt mało słodyszy, ale może to dlatego że jestem wyjątkowym łasuchem. Uwielbiam twoje opowiadanie w całości i czytanie każdego rozdziału sprawia mi przyjemność. Pisz dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam, Fallite :****

    http://kiedy-swiat-sie-konczy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdział przeczytałam już kilka dni temu, ale nie zostawiłam komentarza i stwierdziłam, że się poprawię. ;)
    Mimo tego, że nie dzieje się tak dużo jak w poprzednich rozdziałach to jest bardzo ciekawie. Fajnie, że wprowadzasz różne elementy, które urozmaicają opowiadanie. Walentynki Draco i Hermiony, tego jeszcze nie było. ;p Myślę, że wyszło odpowiednio dla bohaterów. Nie przesłodziłaś, ale to dobrze, bo nie widzę Draco w takim wydaniu. Chociaż wtedy w oranżerii w jednym z dawnych rozdziałów było naprawdę romantycznie. ^^ Co do Ginny to trochę nie fair, że chciała tak podpuścić Hermionę, ale na szczęście ona się nie dała! Chociaż i tak kiedyś będzie musiała się dowiedzieć, ale lepiej jeszcze nie teraz.
    Jak zawsze czekam na więcej i to jak najszybciej. Wracam do codziennego śledzenia facebook'owej stronki i do zobaczenia pod kolejnym rozdziałem! ;)
    Pozdrawiam i życzę weny. :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczerze powiedziawszy przez moje ostatnie... przeżycia, widząc tytuł rozdziału "Walentynki", mruknęłam pod nosem "o nie...". Do czytania podchodziłam dwa razy, za każdym razem tak samo sceptycznie nastawiona, ale w końcu jak zaczęłam... nie mogłam oczywiście przerwać, tak bardzo się wciągnęłam. Na początku musze powiedzieć, że bardzo się cieszę, że ten rozdział nie był aż tak "walentynkowy", jak na początku przypuszczałam, że będzie. Raczej wszystko toczyło sie swoim normalnym tempem, oprócz kilku zdarzeń. Hm, Ginny i Zabini... Tak jak napisała Obliviate, Ginny zachowała się bardzo nie w porządku odnośnie Hermiony, wystawiając ją na taką próbę. Rozumiem, że przyjaciółka i tak dalej, ale... chyba jestem staroświecka, bo mam przed oczami nieco inną definicję przyjaźni, taką, w której nie ma miejsca na brak zaufania, czym odrobinę wykazała się Ginny. No ale cóż, zobaczymy jak cała sytuacja rozwinie się dalej... Końcówka bardzo mi się podobała, była taka spokojna i po prostu zwyczajna - zwykła rozmowa dwójki zwykłych ludzi, jakby przeszłość nie miała żadnego znaczenia.
    Czekam na kolejny rozdział, Nelu, życzę Ci mnóstwa weny i wolnego czasu. Wybacz, że tak krótko, ostatnio straciłam chęci nawet do pisania komentarzy.;)

    M.

    OdpowiedzUsuń
  20. Odpowiedzi
    1. Napisałam pod notką, że kolejny rozdział pojawi się w listopadzie ;)

      Usuń
  21. Nie wiem co robiłam, że wogóle nie zauważyłam rozdziału ;/ Już zaczynam nadrabiać zaległość <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nela jesteś wielka! Ten rozdział to spełnienie marzeń. I kocham tą piosenkę, co Miona sluchała na gramofonie <3

      Usuń
    2. Dzięki za info o rozdziale <3

      Usuń
  22. Z każdym rozdziałem jestem coraz bardziej zakochana w Twoim opowiadaniu . Draco, Draco, Draco. Uwielbiam go u Ciebie. Jest taki... inny, a jednocześnie wciąż pozostaje Malfoy'em. Ale przechodząc do rzeczy.
    Strasznie nie lubię Pansy, w żadnym opowiadaniu, które dotąd przeczytałam - a jest ich naprawdę mnóstwo - nie mogłam się przekonać do niej choć w najmniejszym stopniu. Ta dziewucha mnie strasznie irytuje, zachowuje się jakby Draco był jej, a nie jest. Chociaż była o niej tylko wzmianka, to i tak mnie wkurzyła. Ucieszyła mnie jednak reakcja Miony. Podczas śniadania i w knajpie. Rozumiem, że musiała się czuć urażona, kiedy zobaczyła Malfoya w otoczeniu pięknych dziewcząt. Jej gadka o przyszłości dwóch Ślizgonów zwaliła mnie z krzesła. Ten rozdział był taki lekki, ale też trochę smutny. Przede wszystkim podoba mi się, jak opisujesz sytuację między Malfoyem i Hermioną (o! Jednak mam uwagę : skoro oni są razem, dlaczego wciąż mówią do siebie po nazwisku, tzn. Malfoy? Wprawdzie imię Hermiony w ustach Draco brzmiałoby dość dziwnie, ale jednak nie mogę przeboleć gdy mówi Granger. Ostatnia scena pokazała, że walentynki to nie jakieś słodkie święto i nasi bohaterowie czuli się wyjątkowo w zwykłej sali. Lubię tą normalność.
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Całusy :*
    Lexa

    OdpowiedzUsuń
  23. Draco jest kochany! Jeszcze tu wpadnę ;')

    OdpowiedzUsuń
  24. Aż mi głupio, że jestem tu dopiero teraz. Mój kom pojawi się niebawem ;3 Narazie jestem zniewolona przez matematykę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się jak opisujesz rozmowy Blaisea i Draco. Są śmieszne i koleżeńskie. Typowi chłopcy :D Szablon tego bloga mnie rozczula i znów się powtórzę - jest piękny. Rozdział chyba jest jednym z najlepszych. Opisy uczuć, humor i melancholia. Wszystko po mistrzowsku. Oby tak dalej :)

      Usuń
  25. Daję znak że przeczytałam, bo dużo do powiedzenia nie mam. Napiszę to samo co zwykle: fajny rozdział, czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Dokładnie tydzień temu zaczęłam czytać Twoje Dramione. Powiem krótko: świetny rozdział!
    Już nie mogę doczekać się kolejnego! ;)

    Weny życze, Nela :))

    ~ O.

    OdpowiedzUsuń
  27. Wież już kiedy dodasz następny? Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój telefon, na którym pisałam rozdziały się zepsuł, więc nieprędko :(

      Usuń
  28. O ile dobrze pamiętam - miałam informować - więc na moim blogu pojawił się kolejny rozdział. Zapraszam do czytania i komentowania. (:
    http://niewolnicy-wlasnych-wspomnien.blogspot.com

    M.

    OdpowiedzUsuń
  29. Odpowiedzi
    1. Rozdział sam w sobie jest cudowny! Cały rozdział czytałam jednym wdechem :D
      Mimo, że nie lubię parringu Dramione, dzięki tobie i twojemu opowiadaniu po prostu ich pokochałam. Piszesz cudownie, czytelnik może się poczuć, jakby znajdował się obok bohaterów, co jest wielkim plusem! :)
      Zazdrość Hermiony jest uzasadniona. Nienawidzę Pansy, więc to jeszcze bardziej łączy mnie z Hermioną - mamy wobec niej podobne odczucia. Słowo daję, że jak czytałam fragment z nią to praktycznie słyszałam jej piskliwy głos! :D To było straszne!
      Bardzo lubię twoich bohaterów. Podobają mi się relacje Draco-Hermiona, cieszę się, że nie jest to oblane taką słodyczą, jaką w innych opowiadaniach to jest. Ough, nie lubię za dużo słodkości, co za dużo to nie zdrowo!
      Uwielbiam rozmowy Blaise'a i Ginny :D Ich sprzeczki często powalają mnie z nóg! Hahah :P
      Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! :)
      Pozdrawiam :)
      PS. Przepraszam, że komentarz dodaje tam późno :(

      Usuń
    2. Zapraszam do mnie na nowy rozdział! :)
      http://hogwart-oczami-kate.blogspot.com/2015/11/19-niezaleznie-od-wszystkiego.html

      Usuń
    3. Zapraszam do mnie na nowy rozdział :) http://hogwart-oczami-kate.blogspot.com/2015/11/20-ponowna-ceremonia-przydziau.html?m=1

      Usuń
  30. Cześć, zaglądam tu pierwszy raz, ale mi się już spodobało. Lubię sposób w jaki piszesz i jak przedstawiasz postacie, jest mega realistyczny!
    Ale ojno, że od razu mój kochany Slytherin taki zły i wywołuje kłótnie, które Hermiona musi łagodzić :p i oj zakochana para przed przyjaciółmi nie ukryje, to w sumie od razu widać po człowieku, jest taki inny... dobrze, że to zaznaczyłaś i nie próbowałaś wcisnąć na ślepo że ani Blaise ani Ginny nic nie podejrzewają..
    Co do motywu z kwiatami to jedna z najsłodszych rzeczy jaką można zrobić i w sumie bardzo kreatywnie :D ciekawi mnie tylko sposób wykonania, bo przecież jak tu płeć męska może dostać się do damskiego dormitorium ;x i trochę mi nie pasuje "arystokrata" w kontekście, że o niej pamiętał, biorę to trochę za obraźliwe i jakoś.. nie gra z tekstem w tej części.. ale to według mnie :D
    Lavender w tej swojej sztucznej wyniosłości jest bardziej denerwująca niż ktokolwiek inny :x ale bardzo dobrze ją ujęłaś, jest taka jak w książce! Smęty Rona także są na najwyższym poziomie!
    Cóż, zazdrość Hermiony jest tak ewidentna, że nie ma już czego nawet ukrywać, każdy by się domyślił :D ale cóż, trudno w takiej sytuacji zachować jakikolwiek spokój, ja sama bym się podobnie zjeżyła na taki widok.
    Ugh, nie lubiłam Pansy w wydaniu Rowling... nienawidzę Pansy w Twoim wydaniu. Jest wręcz taka sama, ale burzy harmonię Hermiony i Malfoya, głupia mopsica :C O! to jednak skrzaty spryciule wypełniły plan Malfoya, cieszę się że i to zaznaczyłaś w tym rozdziale. Hmm mam podobne zdanie jak Draco, no niby walentynki są okej, ale przesadne słodkości i wymyślanie nie wiadomo czego jest dość... nużące, każdy dzień jest dobry na miłość, nie tylko walentynki..
    " To, że wziąłem ostatniego tosta, nie znaczy, że możesz mnie bezkarnie wyzywać" w tym momencie parsknęłam bardzo mocno :D Podoba mi się też zazdrość Malfoya, o! A czemu by nie, niech obydwie strony będą zazdrosne.
    Kontakt międzyy Blaisem a Draconem także mnie zachwyca, jest taki zwykły, widać po dialogach że dobrze się dogadują i kumplują, lubię to wnioskować z samego przedstawienia postaci, nie opisu od autora.
    Podoba mi się to nagłe spotkanie Zabiniego i Weasley. Niby nic a lubię takie smaczki... zasadzka na Hermionę? Może nie jest to moralne, miałabym po tym wyrzuty sumienia, ALE jest ciekawie, akcja zawraca! I strasznie mi się podoba także ta wielka przepaść między tym dwojgiem. Wybuchowa i porywcza Weasley, a chłodny i opanowany Zabini, w ich spotkaniach jest to tak niesamowicie wyraźne, że aż w pewnym momencie komiczne. Ale świetne!
    Nie podoba mi się jedynie określanie Ginny jako "siostra Rona", mimo tego, że Ron nigdzie tam nie występuje, to jest takie... dość sztuczne, nie wiem, na mnie nikt nie mówi "siostra kogośtam" ani na nikogo tak nie mówię i nie sądzę, by narrator tak właśnie powinien określać, a niestety tych sióstr rona się w tekście w pewnym momencie dość sporo namnożyło :x
    Reakcja Hermiony jest dla mnie strasznie smutna. W sensie.. dobrze reaguje, żal mi jej że po prostu nie może podejść do Dracona i ostentacyjnie pokazać tym larwom że jest zajęty :x teraz z jednej strony trochę obwiniam Ginny, Hermionie z pewnością nie jest miło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi sie atmosfera tego rozdziału, nie są to typowe przesłodzone walentynki, zazwyczaj przesłodzone, ale ciekawe, pełne zdarzeń, a na sam koniec takie... delikatne. Bo tak odebrałam końcową rozmowę Hermiony i Dracona, jako taką bardzo delikatną, która w sumie umocniła ich związek. Cieszę się, że Hermiona nie obwinia Dracona przez "sprawdzenie" Zabiniego i Weasley. W każdym razie bardzo ciekawie potoczyła się akcja :D
      I podsumowując. Jest tu niesamowicie klimatycznie, tworzysz opowiadanie, które czyta się z lekkością i zainteresowaniem, mnie samą wciąga, jestem pod wrażeniem! Każda postać jest dokładna i zachowuje się we właściwy dla siebie sposób, dialogi są żywe, opisów nie brakuje wszystko jest aw.
      I nie wiem co napisać, nie rozpisałam się bardzo, jak zazwyczaj robię, trochę chaotycznie wymieniłam swoje wrażenia, ale mam nadzieję, że się w tym wszystkim połapiesz :D
      W każdym razie bardzo mi się tu podoba. Obserwuję i z pewnością będę czekać na więcej, bo ta historia wciąga!
      Pozdrawiam serdecznie i życzę lekkiego pióra!
      / http://hunulv-fanfiction.blogspot.com/

      Ps. ups wybacz, musiałam rozdzielić na dwa komentarze, bo blogspot stwierdził że mój monolog nie zasługuje tylko na jeden :p

      Usuń
  31. Święta czas zacząć!
    Powoli już czuć świąteczną atmosferę, a w tym roku Stowarzyszenie Księcia Półkrwi bierze aktywny udział w jej tworzeniu!
    Niniejszym, mamy zaszczyt zaprosić Was do udziału w naszym konkursie. :)
    KLIK!
    Pozdrawiamy
    Zespół SKP

    Przepraszam, że tutaj, ale nie widzę nigdzie zakładki SPAM

    OdpowiedzUsuń