wtorek, 24 czerwca 2014

Mimo wszystko ~ rozdział 8

                  
Czuję w sobie to.... Czuję jakby w moim sercu deszcz  padał,
                           Jakbym całe życie biegł, biegł i nie stawał,
                           Może padnę na zawał, albo przećpam się fetą,
                           Może spadnę ze skarpy rozpędzoną Corvettą,
                           Czasem mam w sercu przeciąg, wiesz ?
                           Muszę przewietrzyć, zapach, który został z kilku ostatnich 
                           dziewczyn....*

Siedemdziesiąt dwa....Czuje to.....Siedemdziesiąt trzy....Znowu to samo....
I koniec. Już od ponad dwóch godzin siedział  samotnie w swoim dormitorium. A raczej nie siedział,  tylko ćwiczył. Seria ćwiczeń mająca na celu, usprawnienie jego ciała. Nie musiał tego robić. Jako utalentowany czarodziej, nie musiał posiadać umięśnionego ciała, bądź specjalnych zdolności manualnych. Mimo to, ćwiczył.  Pozwalało mu się to uwolnić,  zapomnieć,  pokazać na co go stać.  Wolał się pojedynkować bez różdżki, tylko załatwić sprawę dosłownie po męsku. Na wakacjach posiadł trzeci stopień wtajemniczenia w sztukach walki. Inni mogli się z niego śmiać, że poznaje mugolskie sposoby, lecz efekt był spektakularny. Nie chodziło tylko,  o to, żeby się bić,  ważną rolę odgrywały jeszcze ćwiczenia wyciszające. Dzięki nim wyostrzyły mu się zmysły. Na przykład, połowę wakacji spędził na łonie natury. Medytacja. Wsłuchiwanie się w odgłosy otaczającego go lasu. Opłacało się,  mógł dzięki temu wyczuć kogokolwiek z odległości parędziesięciu metrów. Do tego dochodziły treningi ojca. Przez bite trzy lata uczył się najgorszych sztuk zabijania i znęcania się nad ofiarą. Poznawał tajniki czarnej magii, niektóre zaklęcia sam poczuł na własnej skórze. To wszystko czyniło go niezwyciężonym. No, może nie od razu. Przed nim i tak długa droga. Po co mu były te wszystkie ciężkie, wręcz mordercze treningi ? Po to żeby stał się najgroźniejszym śmierciożercą, i po to żeby należycie służył Czarnemu Panowi. Nie było tu miejsca na sprzeciw. Lucjusz Malfoy wiązał duże plany, względem swojego jedynego syna. Miał być prawą ręką Pana Ciemności. Dlatego Draco od małego uczony był bezwzględności i bezduszności. Wpojone miał do głowy, że status krwi jest najważniejszy. Słabszych należy tępić. Nigdy nie okazywać litości. Jaką rolę odgrywała w tym Narcyza Malfoy ? Była najsłabszym ogniwem. To ona próbowała zmienić los swojego syna. Na marne, jej próby okazały się bezowocne. Nie potrafiła zapewnić Draconowi dzieciństwa, nie mówiąc już o miłości, której chłopak praktycznie nie zaznał w życiu. W końcu się poddała i pogodziła ze smutną rzeczywistością. Zdarzały się momenty, że sama brzydziła się swojego dziecka. Maszyna do zabijania. Nienawidziła siebie, że jest taką oziębłą matką i za to, że w taki sposób myśli o swoim synie. Z bólem patrzyła jak to niewinne dziecko staje się mężczyzną bez uczuć.  Nigdy się jednak nie sprzeciwiła. Zabrakło jej odwagi. Siłę znajdywała wyłącznie w swojej religii. Wierze, ta wiara pozwoliła liczyć jej na lepsze jutro. Zło i tak musi być pokonane. To tylko kwestia czasu, kiedy wszystko się zmieni. Lucjusz grał główne skrzypce, w ponurej posiadłości Malfoyów panowały rygorystyczne warunki. Może dlatego Draco miał tyle dziewczyn ? Może dlatego, że nie znając matczynej miłości, szukał jej gdzie indziej. Jednak niestety wszystkie dotychczasowe dziewczyny, leciały tylko na forsę i urodę. Pragnął w życiu zaznać czegoś szczerego, prawdziwego...W jakimś minimalnym stopniu brakowało mu tej miłości. Zakochać się.  Śmiesznie to brzmi. Przyszły Śmierciożerca z wybranką swojego serca ? Nie, to bez sensu. Nie chodzi nawet o to, że nie mógłby jej zapewnić bezpieczeństwa,  czy zwykłej rodziny...Miłość jest słabą stroną człowieka, to ona czyni nas słabymi i odpornymi na ból drugiej osoby. Dlatego też Draco od zawsze bronił się jej...Szukał,  ale zarazem uciekał...Nie wiedział jednak, że zaledwie miesiąc temu, już otworzył się na czyjeś cierpienie...Przez tą całą zabawę w przyszłego sługę Zła, zamknął się w sobie. Nie miał się komu wyżalić, ani zwierzyć. Dławił w sobie wszystkie uczucia. Nauczył się,  że w życiu można liczyć tylko na siebie. Jego własna matka nic nie robiła, gdy on był torturowany. Tłumaczono mu, że w celu wyszkolenia. Grzecznie wszystko znosił, zakładał na siebie maskę obojętności, a w nocy stawał się bezbronnym chłopakiem. Wtedy na paręnaście godzin wszystko ustawało, ten olbrzymi ból i uczucie pustki.  W trzeciej klasie się to zaczęło. Każdy czuł,  że Voldemort powrócił,  lecz zbiera siły.  Dlatego też od trzynastego roku życia był zmuszony do morderczych wyczynów. Wcześniej jego ojciec postarał się o to żeby wychować go w surowych warunkach, również wypełnionych ciężką pracą fizyczną. Ale prawdziwe piekło zaczęło się właśnie na trzecim roku jego nauki. Ćwicząc, mógł zapomnieć. Zapomnieć o tym co przeżył i o tym co go czeka. Po porządnym skupieniu się i serii rozciągnięć, przyszedł czas na ćwiczenia wzmacniające. Cały zlany potem, przewrócił się na brzuch i zaczął wykonywać pompki. Już prawie dochodził do setki, gdy masywne drzwi od dormitorium otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wpadł Blaise. Zlustrował Dracona, po czym mimowolnie westchnął i rzucił się na jedno z ogromnych łóż z zielonym baldachimem.
- Chcesz się wykończyć, Smoku? - spytał zdawkowo, gdy Draco skończył i sięgnął ręką po ognistą whisky. 
- Jasne, żeby nie widzieć już twojej zakazanej mordy - odparł blondyn, niezbyt przyjaznym tonem.
Murzyn prychnął. Nie rozumiał, po co Malfoy wciąż trenuje, skoro i tak był napakowany. Sam posiadał niezłą rzeźbę, ale żeby codziennie się męczyć? 
Mniejsza o to, Blaise zauważył, że od wczorajszego dnia, czyli soboty, Draco jest w złym humorze. Spróbował wybadać sprawę. Podniósł się i omiótł dormitorium wzrokiem : zielone ściany w srebrne pręgi, na suficie widniał znak Slytherinu: wąż, cztery, potężne łoża z baldachimami, brązowe kufry, czarna szafa, inkrustowane biurka i szklany barek. A obok niego, zamyślony arystokrata z butelką w dłoni.
- Co cię trap ? - spytał Diabeł, przyglądając mu się uważnie.
- Dobry tekst - burknął Malfoy. - Mógłbyś lepiej mi powiedzieć, kiedy ma być trening? 
- Jaki trening? 
- Qudditcha, debilu. Jakbyś nie pamiętał to za tydzień mamy mecz! 
- Qudditchem się martwisz? Wyluzuj, Smoku, odkąd Gryfoni mają tą ofiarę życiową Weasleya to...
- Kiedy ma być trening?- przerwał mu Draco ze złością.
- Stary, nie wiem! Montague jest kapitanem. 
- Idź mu powiedz, że jutro mają być wszyscy na boisku.
- Nie jestem chłopcem na posyłki....- zaczął z oburzeniem,  lecz widząc wyraz twarzy Dracona, powędrował szybko do drzwi, zatrzymał się jednak raptownie i wyrzucił ze siebie: 
- Dziś niedziela,  nie miałeś pełnić dyżuru ?
Blondyn wzruszył ramionami, po czym wrócił do swojej wcześniejszej czynności : wyciągnął kolejną butelkę, tym razem jakiegoś mocniejszego trunku. Gdy został sam, walnął pięścią w ścianę. Był wkurzony. Ślizgoni mieli trening zaledwie pięć razy, Gryfoni pewnie ponad dziesięć, a jak każdy wie trening czyni mistrza. Nie mógł dopuścić do tego, aby Slytherin poległ. Nie chodziło tylko o godność bądź dumę, lecz o rację. Nie miał zamiaru się płaszczyć przed jakąś zarozumiałą Gryfonką....Wolał nie myśleć, co by się stało,  gdyby dom Godryka Gryffindora zwyciężył....




***



                      Prawie całą niedzielę spędzili na hogwarckich błoniach. Skorzystali z tego, że jesienne słońce wciąż przygrzewało i zamiast ślęczeć przy stolikach w Pokoju Wspólnym, zabrali książki oraz pergaminy i rozsiedli się pod wielkim bukiem nad brzegiem jeziora. Hermiona, która odrobiła już wszystkie zadania, przyniosła motki wełny i zaczarowała swoje druty tak, że śmigały i klikały w powietrzu obok niej, produkując czapeczki i szaliki. Natomiast zarówno Harry jak i Ron, głowili się nad zaległymi wypracowaniami na transmutację i zielarstwo. Po godzinie do trójki przyjaciół dołączyła także Ginny. Więc cała czwórka spędziła miło czas,  na wspólnej nauce i żartach. Nie dało się ukryć,  że w ich sercach zapaliły się iskierki nadziei. Świadomość, że robią coś wbrew Umbridge i ministerstwu sprawiała im głęboką satysfakcję.  Każde z nich odświeżało sobie w pamięci wczorajsze spotkani : widok tych wszystkich ludzi, którzy przyszli, żeby nauczyć się obrony przed czarną magią... Ten obraz bardzo podtrzymywał ich na duchu, a najbardziej Harry'ego . Dobrze było wiedzieć,  że ta niewielka grupka uważa go za prawdomówcę i bohatera. Wyraźnie dodawało mu to otuchy. Ich znakomite humory utrzymały się również do poniedziałku. **

Hermiona wychodząc z dormitorium dziewcząt spotkała w zalanym słońcem Pokoju Wspólnym, brązowowłosego i rudzielca. Rozmawiali właśnie o pomyśle Angeliny, aby podczas treningu qudditcha przećwiczyć nową kombinację zwaną Zwisem Leniwca.
- Ooo dyskutujecie o qudditchu ! - zainteresowała się kasztanowłosa - Powinniście teraz ciągle ćwiczyć! Nie możecie przynieść zawodu Gryfonom ! Ale ja w was wierzę,  zgnieciecie Ślizgonów, mówię wam. Ale idźcie dziś trenować.. W ogóle ja na waszym miejscu bym codziennie ćwiczyła - skończyła z szerokim uśmiechem na twarzy.
Ron i Harry posłali jej spojrzenia pełne niedowierzania.
- Od kiedy interesujesz się qudditchem, Hermiono ? - zapytał podejrzliwie Weasley, unosząc brwi.
Odkąd założyłam się z bezdusznym Ślizgonem, że to wy wygracie! Odpowiedziała w myślach Gryfonka, po czym uśmiechnęła się nerwowo.
- Cóż,  zależy mi na wygranej, zresztą chyba każdemu...
- Patrzcie ! - przerwał jej z poruszeniem zielonooki. Wskazał na tablicę ogłoszeń,  pod którą stała mała grupka młodych Gryfonów. Bowiem do tablicy było przyczepione ogromne ogłoszenie, które przysłaniało listy, regulamin szkolny i rozkład treningów oraz oferty wymiany czekoladowych żab. Trójka przyjaciół odczytała treść plakatu z kamiennymi twarzami.
 NA POLECENIE WIELKIEGO INKWIZYTORA HOGWARTU,
niniejszym rozwiązuje się wszystkie uczniowskie organizacje, stowarzyszenia, kluby. Uważa się za to regularne spotkania trojga lub większej liczby uczniów. O pozwolenie na założenie nowej organizacji można się starać u Wielkiego Inkwizytora ( Profesor Umbridge ). Żadna nowa organizacja nie może istnieć bez wiedzy Wielkiego Inkwizytora. Każdy uczeń, który samowolnie utworzy stowarzyszenie,  lub wyżej z wymienionych,  bez zgody,  zostanie wydalony ze szkoły.
Powyższe zarządzenie wydano na podstawie Dekretu Edukacyjnego Numer Dwadzieścia Cztery.
Podpisano : Dolores Jane Umbridge.
- Czy to oznacza, że zamkną Klub Gargulkowy? - zapytał kolegę,  jeden z drugoklasistów także stojący pod tablicą.
- Myślę,  że w gargulki pozwolą wam gra. - stwierdził ponuro Ron, a młody Gryfon, aż podskoczył,  gdy usłyszał jego głos tuż nad sobą. - Ale my raczej nie będziemy mieć takiego szczęścia.
- To nie jest przypadek....- powiedział wściekle Harry, gdy drugoklasiści się rozeszli. - Ona wie. W tej gospodzie były różne typy...Każdy mógł polecieć do Umbridge.
- Zachariasz Smit ! Albo ten Corner...- zaczął Ron, ale Hermiona, która dotąd milczała, przerwała mu gwałtownie: 
- Nie, oni nie mogli...
-  Jesteś strasznie naiwna....
- Nie, nie mogli tego zrobić,  bo zaczarowałam ten kawałek pergaminu, na którym złożyliśmy swoje podpisy. Wierz mi, gdyby ktoś się wygadał to wiedzielibyśmy o tym. Ktoś potem bardzo by tego żałował. - wytłumaczyła, zastanawiając się nad czymś gorączkowo.
- A  co by mu się stał ? 
- Załóżmy, że... Kogoś spotkałaby wysypka lub trądzik, jaki ma Eloise Midegon... Chodźcie, idziemy na śniadanie. 
Schodzili po kamiennych schodach w ciszy. Szczęście,  które rozpierało ich od soboty, nagle się ulotniło. Ogarnęła ich fala bezsilnej wściekłości. Co będzie dalej? Czy nie ustąpią i wciąż będą działać,  mimo jasnego zakazu? Czy będzie jeszcze jakiś chętny ? I najważniejsze,  czemu Umbridge wydała ten dekret? Kiedy weszli do Wielkiej Sali,  stało się oczywiste, że ogłoszenie pojawiło się we wszystkich Pokojach Wspólnych. W zwykłym, porannym gwarze wyczuwało się poruszenie, a wielu uczniów krążyło między stołami, wymieniając między sobą uwagi. Ledwo usiedli na swoich miejscach, gdy podeszli do nich Neville, Dean, Fred, George i Ginny. **
- Widzieliście?
- Myślicie, że ona wie? 
- Co teraz? 
Wszyscy wlepili oczy w Harry'ego, który rozejrzał się dookoła i wyrzucił ze siebie cich : 
- I tak to zrobimy.
- Wiedziałem, że to powiesz - rzekł George, waląc brązowowłosego w plecy.
- Prefekci też ? - zapytał Fred z ironicznym uśmieszkiem, obserwując Hermionę i Rona.
- Oczywiście. - warknęła.
- Idą Ernie i Hanna Abbott. - syknął Ron, zerkając przez ramię - I ci Krukoni i Smitch, Owney..żaden nie ma wysypki...
- Co tam wysypka ! Nie powinni do nas wszyscy podchodzić,  to podejrzane...Siadajcie! - powiedziała orzechowooka do Hanny, pokazując im gestami żeby wracali. - Później porozmawiamy!
- Powiem Michaelowi - odezwała się Ginny i zerwała z ławki.
Wszystkie konsekwencje ogłoszenia Umbridge dały o sobie znać,  gdy jedli poranną porcję tostów. Podbiegła do nich zdyszana Angelina.
- Harry! Ron! - zawołała z rozpaczą.
- Spokojnie. - powiedział Harry - Zamierzamy mimo to, dalej kontynuować...
- To dotyczy qudditcha ! - przerwała mu wściekle Angelina - Będziemy musieli iść i prosić o pozwolenie  na stworzenia drużyny.  Nie wiem czy ta baba się zgodzi, jak nie to nici z meczu w sobotę !
- O nie! - Hermiona pierwsza zareagowała na tą niemiłą wiadomość,  przez co cała trójka zaszczyciła ją zdumionymi spojrzeniami.
- Nie wiedziałam, że lubisz qudditcha, Hermiono ! Jak widać nie jesteś taką sztywniarą za którą cię brałam ! Ale nie martw się, pójdę dziś do tej wiedźmy i będę ją błagała. - skończyła starsza Gryfonka, po czym odeszła ze smutną miną i usiadła obok Katie.
- Hermiono o co chodzi ? Ty nienawidzisz qudditcha ! Uważasz, że przez ten sport mieszamy sobie w głowach i nie mamy czasu na naukę. - przypomniał Ron z niezrozumieniem.
- Och, przestań.  - ucięła markotnie Hermiona, łapiąc puchar z sokiem dyniowym. Nie tylko chłopcy mieli powody  do rozpaczy. Jeżeli Gryfoni nie uzyskają zgody, wówczas będzie to równoznaczne z ich przegraną. To by oznaczało,  że Slytherin wygra, a tym samym  Malfoy.... Spojrzała odruchowo na stół Ślizgonów. Jakie ogromne było jej zdumienie, gdy zdała sobie sprawę,  że blondyn od dłuższego czasu się jej przygląda. Teraz, gdy ich spojrzenie się spotkało, na wargach chłopaka zawitał kpiący uśmiech. Kasztanowłosa była pewna, że Draco domyślił się,  że przed chwilą mówili o qudditchu. Musiał słyszeć o tym durnym rozporządzeniu. Ale niech się tak nie cieszy! Hermiona Granger zrobi wszystko, aby jej dom uzyskał zgodę, a wtedy Malfoyowi zejdzie ten wredny uśmieszek. 
Odstawiła puchar z hukiem na stół.
- Chodźmy na historię magii - warknęła i wstała od stołu, biorąc do ręki torbę z książkami. Harry i Ron zerwali się za nią.  Nie rozumieli skąd wzięła się ta zmiana w zachowaniu przyjaciółki.  Gdy schodzili na dół, była spokojna, a teraz jej oczy ciskały iskry,  a wyraz twarzy miała surowy. Qudditchem na pewno się tak nie przejęła, więc uznali, że to opóźniona reakcja na rewelacje Wielkiego Inkwizytora.
- Założę się,  że Umbridge przyjdzie na historię.  - Ron przerwał ciszę,  gdy ruszyli do klasy Binnsa - Tylko jego nie wizytowała... Na pewno tam już siedzi ze swoim notatnikiem.
Jednak się mylił : jedynym nauczycielem obecnym w klasie był profesor, unoszący się jak zwykle nad krzesłem i przygotowujący się do dalszego ciągu swego nudnego wykładu na temat wojen olbrzymów.




***


             Po lekcji numerologi i wróżbiarstwa, Harry, Ron i Hermiona spotkali się na obronie przed czarną magią. 

- Ty i Umbridge macie coś wspólnego. - zagadnął cicho zielonooki, gdy zajmowali swoje miejsca - Ona też uważa Trelawney za oszustkę. Wygląda na to, że wyśle ją na warunkowy.
W tym momencie profesor weszła do sali. Na głowie miała swoją czarną, aksamitną kokardkę, a na twarzy bardzo zadowoloną minę.
- Dzień dobry, dziewczęta i chłopcy.
- Dzień dobry pani profesor Umbridge.  - odpowiedziała chórem klasa.
- Proszę pochować różdżki. 
Ale tym razem nikt się nie poruszył,  bo nikt wcześniej nie trudził się,  by ją wyjąć.
- Proszę otworzyć Teorię obrony magicznej na stronie pięćdziesiątej i przeczytać piąty rozdział,  zatytułowany ,, Możliwość nieofensywnych odpowiedzi na atak ". Proszę....
-...nie rozmawiać.. - dokończyli jednocześnie Harry, Ron i Hermiona.
               
                    Wieczorem Hermiona i Ginny siedziały w fotelach przed kominkiem i gawędziły beztrosko. Kasztanowłosa głaskała Krzywołapa, a on wówczas przyjemnie mruczał.
- Jaki on rozkoszny - westchnęła Ginny, patrząc w duże,  czarne oczy, rudego kota - Też chciałam zabrać do Hogwartu jakieś zwierzątko. Zawsze marzyłam o kocie, ale mama oczywiście się nie zgodziła. Wiesz, kupiła Ronowi tą miotłę, jako nagrodę za tą odznakę. No i powiedziała, że nie ma już kasy. Ron zyskał więc miotłę i tą Świnkę...
- Nie przejmuj się  - odparła Hermiona z delikatnym uśmiechem - Przecież wiesz, że Krzywołap zawsze czeka na porcję pieszczot.
Nagle do pokoju wparował Harry i Ron. Zajęli miejsca obok dziewczyn.
- Koniec z naszą drużyną. - oznajmił rudzielec, bezbarwnym głosem. Kasztanowłosa dopiero teraz zdała sobie sprawę z niepocieszonych min przyjaciół. 
- Jak to ? - zapytała ruda, mimowolnie poważniejąc.
- Powiedziała, że musi się zastanowić.  - wytłumaczył wściekle brązowowłosy - Nie rozumiem! Nad czym tu się zastanawiać? Ślizgonom od razu dała pozwolenie. Umbridge pewnie się cieszy utrzymując nas w niepewności. 
Przez chwilę panowała cisza,  podczas której każdy osądzał plusy i minusy tej całej sprawy.  A tak się składało, że minusów było całkiem sporo. W pomieszczeniu panował okropny hałas,  gdyż Fred i George zakończyli pracę nad jednym ze swoich magicznych cukierków i po kolei demonstrowali jego działanie wiwatującemu z uciechy tłumowi. Fred najpierw odgryzał pomarańczowy koniec cukierka,  po czym wymiotował do podstawionego mu wiaderka. Następnie połykał fioletową część, co powodowało natychmiastowe przerwanie wymiotów.  
- Jak oni tak mogą?! To ohydne, nieestetyczne, a do tego jak można tak kogoś oszukiwać...- zaczęła rozeźlona Hermiona, ale nie dane jej było skończyć,  ponieważ Harry, który był bardzo zmartwiony qudditchem, nie miał zamiaru po raz setny słuchać skargi na bliźniaków.
- Więc im to przerwij skoro tak bardzo ci to przeszkadza! - powiedział ze złością.
- Nie mogę.  Nie robią nic niedozwolonego, dopóki testują na sobie to świństwo. - wycedziła przez zęby. 
- To w czym problem ? - warknął zielonooki.
Gryfonka już otwierała usta, aby odpowiedzieć Harry 'emu, lecz ubiegła ją Ginny.
- Spokojnie,  mnie też oni wkurzają, ale przecież nie możemy im niczego zabronić. To tylko takie sztuczki, na żarty.
- Właśnie żarty. Wyluzuj. - podkreślił brązowowłosy.
Orzechowooka podniosła się z fotela, zwalając tym samym Krzywołapa z nóg i udała się do przejścia pod portretem. 
- A ty gdzie ? - zawołał za nią Ron.
- Mam dyżur ! - odkrzyknęła wściekle.
- Ale dopiero za dwadzieścia minut...- mruknął rudzielec, gdy postać Gryfonki zniknęła pod portretem. Panna Weasley popatrzyła na zielonookiego z wyrzutem.
- No co ? Nie chciałem jej urazić,  ale zrozum Gin, możemy już w ogóle nie zagrać. - powiedział ze skruchą.
- Qudditch to nie wszystko. - burknęła  wiernie, biorąc kota na ręce. Kiedy odchodziła, jej rude włosy falowały, rażąc po oczach. Odprowadził ją wzrokiem, podczas gdy usiadła przy stole obok Fay Dunbar.
- Weźmy się lepiej za ten referat dla Snape 'a jeżeli chcemy skończyć to jeszcze dzisiaj. - poradził Ron z markotną miną.



***


                       Szła zdecydowanym krokiem przez puste korytarze. To, że z rana była taka szczęśliwa,  wydawało się jej w tej chwili nierealne. Humoru nie poprawił jej również portret Sir Cadogana. Schodząc po schodach z siódmego piętra, rycerz darł się za nią w niebogłosy, wyzywając od tchórzów, z niewiadomego powodu. Nie zwróciła zbytnio na to dużej uwagi. W jej głowie już układał się plan, i miała zamiar zrealizować go właśnie w tej chwili. Nim się obejrzała, stała już przed mosiężnymi drzwiami na pierwszym piętrze. Energicznie zapukała do drzwi, po czym usłyszała ciche ,, proszę ". Weszła szybko do gabinetu McGonagall, jednak stanęła jak wryta. Wszystko wyglądało tak samo : kominek, umieszczony po lewej stronie gabinetu, parę, prostych, drewnianych krzeseł, obok tego biurko, biblioteczka z dużą ilością woluminów, na podłodze piękny, perski dywan, dalej miękki fotel i mały stoliczek. Otóż przy tym stoliczku siedział nie kto inny niż Draco Malfoy. Kasztanowłosa nie miała pojęcia po co chłopak tu siedzi, ale nietrudno było zgadnąć,  że jest tu na szlabanie. W końcu coś przepisywał. Jak zawsze wyglądał zniewalająco przystojnie. Blond włosy zaczesane miał lekko do tyłu. W szarych tęczówkach arystokraty dostrzegła jakąś iskierkę, gdy ich spojrzenia się spotkały. Zaniepokoiły ją jedynie głębokie cienie pod oczami, musiał zarwać noc. Na sobie miał ciemną marynarkę. Mimo tego, iż znajdował się wyłącznie w gabinecie nauczycielki, to i tak miał nienaganną postawę. Rzucał pogardliwe i obojętne spojrzenia, a głowę miał wysoko uniesioną na znak dumy ze siebie samego. Hermiona odrzuciła od siebie myśl,  że chłopak faktycznie potrafi zawrócić w głowie dziewczynom. Tak się na siebie zapatrzyli, że kompletnie zapomnieli o obecności Minewry McGonagall.

- Panno Granger ? - zapytała z niezrozumieniem. Starsza kobieta nie wiedziała jak ma zinterpretować zachowanie wychowanków - Coś się stało ? - dodała już ostrzejszym tonem.
- Eeeemmm....Nie...To znaczy tak....Nie...Ale dla mnie to na pewno...ehm...- zaczęła się plątać. Zawstydziła się,  że zagapiła się na Ślizgona, zapominając o bożym świecie. Do tego przeszkadzał jej teraz rozbawiony wzrok arystokraty.  Nauczycielka patrzyła na tą próbę wysłowienia z wyraźnym rozdrażnieniem i politowaniem. Kasztanowłosa westchnęła i wyrzuciła ze siebie stanowczo : 
- Czy mogłabym z panią porozmawiać ? Na osobności.
Profesorka pokiwała głową na znak zgody. Podniosła się z krzesła i ruszyła do drzwi, wychodząc rzuciła cierpko do Malfoy 'a :
- Wiesz co masz robić. 
Hermiona wyszła z nią na korytarz i poczuła wyraźną ulgę.
- Słucham panno Granger, mam nadzieję, że to coś ważnego.  - ponagliła surowym głosem.
- Tak... Dla Gryfonów jest to bardzo ważna sprawa. Na pewno słyszała pani o nowym dekrecie, wydanym przez profesor Umbridge - McGonagall mimowolnie się skrzywiła na wzmiankę o nazwisku - Rozwiązane zostały wszystkie stowarzyszenia,  bądź drużyny. Chodzi o to, że dotyczy to również drużyny qudditcha, a jak na razie nie dostaliśmy zgody na kontynuowanie treningów. Więc z sobotniego meczu nic nie będzie. - skończyła twardo. Obserwowała jak nauczycielka transmutacji zaciska usta w wąską kreskę, a jej brwi wędrują wysoko do góry. 
- Rozmawiałam z rana na ten temat z panną Johason. Nie zostałam jednak powiadomiona, o tym, że nie uzyskała ona zgody. W każdym bądź razie, odbędę gruntowną rozmowę z profesor Umbridge,  więc proszę się nie martwić.  - zapewniła,  a jej oczy wprost ciskały błyskawicami. Hermiona była jej wdzięczna za tą opiekę nad Gryfonami. Przy najmniej McGonagall nie pozwoli tej wrednej babie decydować.  Już miała podziękować, gdy zza rogu wyskoczył nagle Filch, a za nim kotka Norris. Kasztanowłosa pisnęła cicho.
- O co chodzi,  Argusie ? - spytała go ostro profesorka.
- Pani..Gryfoni, tak to oni, leżą przed moim gabinetem i wymiotują! - wytłumaczył bezradnie woźny.
- Wymiotują ? - zdumiła się - W takim przypadku należy udać się do Skrzydła Szpitalnego, ty stary głupcze ! 
Poszła wraz z Filchem, ale zaraz się odwróciła i powiedziała sucho do Hermiony :
- Bądź tak miła i przypilnuj Malfoya, ma szlaban, niech przepisuje te prace domowe.  Zaraz wrócę,  jak to się tylko wyjaśni.
Patrzyła w osłupieniu za oddalającą się dwójką. Czyżby McGonagall zapomniała, że Malfoy jest jej odwiecznym wrogiem ? Widocznie ona nie przywiązywała do tego dużej wagi. A tak a propo.... Wymiotujący Gryfoni ? Nie trzeba było być wyjątkowo inteligentnym, żeby domyślić się,  że za tym wszystkim stoją bliźniacy. Tylko po co ktoś miałby robić jakiś głupi kawał Filch 'owi. Szybko jednak w jej głowie uformował się obraz Harry ' ego i Rona mówiących : ,, Wyluzuj Hermiono, to tylko żart ". Czy faktycznie była taka sztywna, czy po prostu trzymała się ściśle zasad ? Doszła jednakże do wniosku, że powinna się nieco uspokoić.  Wytłumaczyła sobie, że znalazła się w złym miejscu, o złej porze. Nie zmieniało to niestety faktu, że nadal jest zła na Freda i Georga. Po chwili weszła ponownie do gabinetu. Na podkreślenie swojego niezadowolenia zatrzasnęła głośno drzwi. Cud,  że nie wyleciały z zawiasów. Nastroju nie poprawił jej również Draco, który zamiast przepisywania, siedział teraz w najlepsze w fotelu i z zainteresowaniem oglądał swoje paznokcie. Gdy ujrzał Hermionę, uśmiechnął się nonszelancko i zostawił w spokoju swoją dłoń.
- Wiedziałem,  że do mnie wrócisz Granger. - powiedział to tak szczerze,  że Gryfonka omal się nie zarumieniła. Zachowała jednak kamienną twarz i wycedziła przez zaciśnięte zęby :
- O ile wiem Malfoy, to masz tu szlaban ! Więc czyń swoją powinność. 
- Nie bądź taka ostra, Granger. - powiedział i posłał jej perskie oko. Hermiona tym razem się zaczerwieniła, ale ze złości. Podeszła do niego ze skrzyżowanymi rękami na piersi i spojrzała na pergaminy leżące przed nim na stoliku. Bez problemu rozpoznała zadanie z transmutacji złożonej ludzi. 
- Oooo....Kiepsko. - mruknęła kpiąco, po czym przeniosła wzrok na zdziwionego Dracona i powiedziała jadowicie : 
- Jak widać wielki Draco Malfoy, przywódca Ślizgonów, nie umie poradzić sobie z prostym zadaniem. Niech zgadnę, to dlatego dostałeś szlaban ? Nie jesteś na bieżąco z wiadomościami ? Koleja czynność do twojej listy wad, w sumie to inteligencją nigdy nie grzeszyłeś.
Malfoy pozostał obojętny i wyniosły na tą zaczepkę. Kasztanowłosa zauważyła, że Ślizgon zacisnął szczęki, co świadczyło o tym, że ona też potrafi wytrącić go z równowagi. Uśmiechnęła się do siebie w duchu. Tak, Draco w rzeczywistości był na nią wkurzony. Nie lubił,  gdy ktoś osądzał go o to, że czegoś nie umie. W swoim przekonaniu był najlepszy, ale nie chciało mu się teraz o to kłócić z tą nieobliczalną kasztanowłosą. Poczuł, że chętnie by się z nią podroczył. W tej chwili nie przeszkadzało mu nawet to, że Granger jest nazbyt pewna siebie i odważna. 
- Wiesz Granger... - zaczął powoli,  zerkając na stojącą obok dziewczynę i zatapiając się w jej orzechowych oczach - W odróżnieniu od innych, w tym przypadku ciebie, nie jestem jakimś narwanym kujonem, który w każdej wolnej chwili uczy się na pamięć całego podręcznika, a potem na lekcjach wyrywa się do odpowiedzi. 
Odpowiedział mu sztuczny śmiech kasztanowłosej.
- Wszyscy inaczej tłumaczą sobie fakt, że jestem mądra. - odparła z uroczym uśmiechem. Draco widząc to, też się szczerze uśmiechnął.  Zanim rzecz jasna zdążył się powstrzymać. 
- A jak już tak bardzo jesteś ciekawa, czemu tu tkwię, to wczoraj nie pełniłem dyżuru.
- Co ?! 
Teraz to on się zaśmiał widząc bulwers orzechowokiej.
- Jak tak można ?! - nie ustępowała - Jesteś prefektem i powinieneś dawać przykład innym, a nie zaniedbywać swoje obowiązki. Pewnie miałeś bardzo ważne  spotkanie z użyciem alkoholu, że się nie zjawiłeś. Nie zdajesz sobie sprawy z powagi tego obowiązku....
Przerwała gwałtownie i nabrała powietrza do płuc. Miała ochotę rzucić w Malfoy'a jakimś zaklęciem żeby przestał zanosić się śmiechem. Zaczęła żałować, że w ramach wygranej Gryffinforu, kazała mu udowodnić swój romantyzm. Zamiast tego mogła kazać mu oddać odznakę prefekta. Cały Hogwart by na tym skorzystał,  a ona zachowałaby się bardzo rozsądnie. Porzuciła jednak szybko tą alternatywę. Nie wiadomo kto by ją dostał po nim, jakby byłby to Nott, to na pewno żałowałaby tego zakładu. Koniec z końców blondyn miał lepsze wzorce niż chory na umyśle Nott. Draco widząc naburmuszoną minę dziewczyny,  chciał jeszcze bardziej ją zdenerwować. Do tego poczuł, że Gryfonka znajduje się zdecydowanie za daleko. Kierowany bliżej nieznanym impulsem wstał z fotela i stanął,  przed Hermioną, która śledziła każdy jego ruch. Podszedł do niej wolno, po czym ujął jej twarz w swoje dłonie. Kasztanowłosa zamarła ze zdumienia. Nie liczyła na taki śmiały ruch ze strony Ślizgona. 
Po raz kolejny utonął w tych złocisto - brązowych oczach. Hermiona także utkwiła w nim wzrok jak zahipnotyzowana, do tego w jego tęczówkach widziała tą rzadko spotykaną sympatię.  Od samego widoku tych szarych oczów mogła mdleć, nie wspominając już, że czuła jego delikatny dotyk na swoich policzkach. Słyszała bicie jego serca.... A jednak je posiadał. Do tego poczuła ostry zapach jego wody kolońskiej, ostry, ale jaki pociągający.
- Wyluzuj, Granger. - szepnął miękko. Gryfonka naprawdę bardzo szybko się denerwowała.
Czar prysł. Hermiona jak wybudzona z transu odsunęła się gwałtownie od Malfoy 'a i odeszła na sam koniec pokoju. Ktoś jej dziś już powiedział żeby wyluzowała. Wcale jej się to nie spodobało. Czy naprawdę była taka sztywna ? Nawet Angelina podczas śniadania dała jej do zrozumienia, że  uważa ją za zwykłą sztywniarę. Zasłużyła sobie na takie miano bo była prymuską ? Szybko skarciła się za takie myśli. Wolała być już sztywna niż pusta. Teraz dziewczynom w jej wieku wyraźnie odbija : malują się,  gdyż myślą, że jakoś je to upiększy, biegają rozchichotane za chłopakami, sztucznie się zachowują i żeby przypodobać się innym olewają naukę. Dobrym przykładem była Lavender, która uganiała się za każdym facetem i z desperowaniem szukała miłości. Nie wiedziała chyba tylko, że miłość sama niespodziewanie nadejdzie, nie trzeba jej szukać, tylko być cierpliwym. Kasztanowłosa widziała tą dużą różnicę w swoim zachowaniu, a zachowaniu rówieśniczek. I była wdzięczna Bogu, że jest po prostu sobą i nie żyje na pokaz. Mniejsza o to, to co przed chwilą się wydarzyło, nigdy nie powinno mieć miejsca. Gdy Draco był blisko, wszystko inne traciło sens i liczył się tylko on. Nie mogła znieść tego jak Ślizgon na nią działa. Nawet Hermiona Granger nie była w stanie się mu oprzeć. 
Natomiast on obserwował ją z mieszaniną rozbawienia, ale też jakiejś powagi. Z jednej strony to była tylko zabawa,  ale z drugiej czuł, że ciągnie  go do Granger jak do magnezu. Nie umiał tego pojąć, ale ona miała w sobie to coś.  Był na siebie wściekły, że zapomina się w jej obecności,  i że tak łatwo jest mu być sobą... Pomyślał, że bez problemu mógłby ją oczarować i pokazać jej, że naprawdę umie być romantyczny. Nie starając się,  teraz  zawrócił jej w głowie. Nie podobało mu się,  że tak na nią działa,  jak i zarazem podobało. Był pełen sprzecznych uczuć. Myślał, że zaraz wybuchnie z nadmiaru uczuć i myśli,  ale na szczęście drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w nich McGonagall. Przyjrzała się uważnie swoim uczniom i wyczuła panujące w powietrzu napięcie.
- A co ty robisz, Malfoy? Chyba wyraziłam się jasno. Wracaj do pracy. - warknęła w jego kierunku - Dziękuję panno Granger. - dodała w stronę dziewczyny. Hermiona mimowolnie pokiwała głową i opuściła pomieszczenie w błyskawicznym tempie. Wchodząc na wyższe piętra, nieco ochłonęła i spłynęły po niej wszystkie emocje. Bez trudności odnalazła Rona na siódmym piętrze. Dziś z nim miała sprawdzać korytarze.
- Chyba pierwszy raz się spóźniłaś! - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. Orzechowookiej nie chciało się tłumaczyć,  gdzie była, więc pociągnęła go za rękę na schody. Patrolowali parę pięter przez dobrą godzinę. Rozmowa z nieznośnym przyjacielem poprawiła jej humor. Ron może i był leniwy, bądź zbyt ciekawski, ale umiał rozśmieszyć. Ich praca nie okazała się bezsensowna. Przed 22 przyłapali młodych Krukonów na szwędaniu się po zamku. Od razu wygonili ich do swoich dormitoriów. W Hogwarcie panowała niczym niezmącona, błoga cisza. Miło było chodzić po pustym zamku, z przyjacielem przy boku i do tego słuchać pochrapywania postaci w obrazach. Gdy zegar wybił 23, wrócili do wieży Gryffindoru. Hermiona przekroczyła próg Pokoju Wspólnego z owiele lepszym nastrojem, niż wtedy, gdy go opuszczała. Ze zdziwieniem zdali sobie sprawę, że tu też jest pusto. Z wyjątkiem Harry 'ego, który klęczał przed kominkiem. Gdy podeszli bliżej,  zdali sobie sprawę, że w płomieniach unosi się głowa Syriusza, a brązowowłosy opowiada mu coś z zapałem. Szybko usiedli obok niego, a on spojrzał na nich porozumiewawczo.
- Witaj Syriuszu.  - przywitał się Ron z serdecznym uśmiechem.
- Cześć wam. - odparł Syriusz,  także odwzajemniając uśmiech.
- Harry zapewne już ci zdradził o naszym pomyśle i dekrecie Umbridge ? - spytała zdawkowo Hermiona z lekkim uśmiechem. 
- Oczywiście. 
- Więc chcesz mi powiedzieć,  że nie wolno mi należeć do grupy samoobrony ? - wyjąkał ponuro zielonooki.
- Ja? Ależ skąd! - odpowiedział ze zdziwieniem - Uważam, że to wspaniały pomysł ! Myślisz, że twój ojciec i ja siedzielibyśmy cicho i słuchali rozkazów Umbridge ? 
- Ale w zeszłym roku wciąż mi powtarzałeś, żebym unikał ryzyka...
- W zeszłym roku wszystko świadczyło o tym, że w Hogwarcie jest ktoś,  kto chce cię zabić,  Harry! - żachnął się Wąchacz - W tym roku, wiemy, że poza Hogwartem jest ktoś,  kto pragnie pozabijać każdego, więc nauczenie się skutecznej obrony uważam za znakomity pomysł ! 
- A co jeśli nas wyrzucą? 
- Hermiono, przecież to był twój pomysł. - przypomniał zielonooki.
- Wiem... Jestem ciekawa, co Syriusz o tym myśli.
- Lepiej być wyrzuconym i umieć się bronić,  niż siedzieć w szkole bezpiecznie, ale bez sensu. 
- Dokładnie! - zawołali jednocześnie Harry i Ron.
- Więc jak zorganizowaliście tą grupę ? - zapytał Syriusz - Gdzie się spotykacie ? 
- W tym jest problem... Nie mamy pojęcia jakie miejsce by się nadało.
- Kiedyś za  tym wielkim lustrem na czwartym piętrze był całkiem spory, tajny korytarz, tam było dużo miejsca. - odparł z namysłem.
- Fred i George mówili, że został zablokowany.  - westchnął ciężko Harry.
- Och...- Syriusz był wyraźnie zawiedziony - Hm...To pomyślę jeszcze...
Urwał nagle, a na jego twarzy pojawił się niepokój. Głowa zaczęła obracać się to w jedną,  to w drugą stronę.
- Syriuszu ? - zapytał niepewnie brązowowłosy.
Ale jego głowa znikła, a wśród płomieni pojawiła się ręka, macająca wokoło, jakby chciała coś pochwycić : szeroka dłoń z grubymi palcami i brzydkimi pierścionkami. Cała trójka wydała ze siebie zduszony okrzyk, po czym rzuciła się do ucieczki. Stanęli po drugiej stronie pokoju. Paluchy Umbridge wciąż rozwierały się i zwierały w płomieniach, jakby chciały pochwycić głowę Syriusza, która jeszcze tam przed chwilą była. Popatrzyli po sobie z lękiem. Hermiona wskazała na schody wiodące do dormitoriów. Powoli i ostrożnie udali się w swoje strony. Kasztanowłosa wpadła do siebie z mocno bijącym sercem. Na szczęście Lavender i Parvati smacznie już spały. Jedynie Fay siedziała przy swoim biurku i zawzięcie coś pisała. Orzechowooka rzuciła jej krótkie ,, dobranoc ", po czym sama legła na łóżko. Oddech powoli wracał do normy, ale i tak nie odważyła się zejść ponownie do Pokoju Wspólnego,  aby przejść do łazienki prefektów. Zamiast tego przebrała się bezszelestnie w piżamę i ułożyła do snu. Minęło jednak sporo czasu,  gdy upragniony wypoczynek nastąpił. Wciąż miała przed sobą Umbridge,  co wcale nie ułatwiało jej zaśnięcia. Wreszcie po chwili przywołała do swojej głowy obraz pewnego, przystojnego blondyna oraz jego piękny uśmiech... Wówczas nadeszło uspokojenie, a ramiona snu oplotły ją mocno i nie miały zamiaru szybko wypuścić ze świata marzeń, pragnień i niepokoju...



***


                Następny dzień był bardzo przełomowy dla trójki Gryfonów. Otóż, w owy wtorek znaleźli odpowiednie miejsce na naukę własnej samoobrony. Harry z pomocą Zgredka, odkrył Pokój Przychodź, Wychodź, zwany także Pokojem Życzeń. Jak sama nazwa mówi, znaleźli w nim to  czego pragnęli. Czyli  sporo miejsca i wszystko, co było przydatne do skutecznej walki : fałszoskopy, czujniki tajności oraz monitor wrogów. Do tajnego pomieszczenia mieli wstęp tylko wybrani. Więc niewielka grupa uczniów gromadziła się tam i pod czujnym okiem Harry ' ego, uczyła się rzucać zaklęcia.  A nazywali się Gwardią Dumbledora.

                Jeżeli chodziło o relację Dracona i Hermiony, to nie uległa zbytnio zmianie.  Jednak Ślizgon, aby zwrócić na siebie jej uwagę, zaczepiał ją na każdej przerwie. I nie chodziło tylko o słowa, na przykład,  gdy wszyscy wchodzili do sali od eliksirów, to on ,, przypadkowo " na nią wpadał. Kasztanowłosa była tym faktem poirytowana, ale zarazem usatysfakcjonowana. W jakimś stopniu czuła się adorowana, ale wiedziała,  że to tylko na żarty. Mimo wszystko cieszyła się w duchu, że nadarzy się im jeszcze okazja do rozmowy.  Chodziło o zakład.  Tak czy inaczej,  mają pretekst żeby do siebie zagadać. 
                Całe szczęście,  po interwencji McGonagall, Gryfoni dostali pozwolenie na kontynuację swej drużyny. Ulga jaką poczuli mieszkańcy Domu Lwa była niedoopisania. Nie zostało nic innego, niż czekać do soboty, na tak długo wyczekiwany od dawna mecz. Gryfoni przeciw Ślizgonom. Lew przeciw Wężowi. Kto okaże się lepszy w tej dyscyplinie ? 

_________________________________

* Zbuku; ,, Czuję to".
** fragment Zakonu Feniksa.

Cześć, Wam :D.

Tak jak obiecałam, postarałam się dodać rozdział szybciej.  Nie wiem czy się Wam spodoba.Miało być więcej Dracona, ale nie wiem czy mi to tutaj wyszło. Starałam się tutaj głównie przedstawić walkę przeciw Umbridge. Uważam, że ta sytuacja odgrywała dużą rolę w życiu naszych bohaterów. Proszę Was o cierpliwość,  za niedługo coś zacznie się dziać. 
W notce pojawił się także Syriusz, bo jak każdy wie, odegra on ważną rolę w Zakonie Feniksa. Pewnie liczyliście na mecz,  ale to dopiero w następnym rozdziale.  A [9] pojawi się pewnie w czwartek lub piątek ( zaczęłam go już tworzyć ). Chcę dodać w tym tygodniu dwa, ponieważ w sobotę wyjeżdżam na obóz na dziesięć dni...c;. 
 Chcę podziękować Wam z całego serca za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem. W skutek wielu opinii, po prostu chciało mi się płakać ze szczęścia, co też uczyniłam. To wszystko dało mi takiego powera, że pisałam ten rozdział z uśmiechem na twarzy. Jestem niepewna.. Mam wrażenie,  że Was rozczarowałam, tym razem... Jestem początkująca, więc wiecie.  Nieważne ;)).
Dobra, nie przedłużam, ale wpadnijcie tu jeszcze  kiedyś ;). 
Jak zwykle Proszę o komentowanie, nie mam pojęcia ile osób czyta moje opowiadanie, więc było by miło,  gdyby Ci anonimowi się ujawnili. Wystarczy chociaż jedeno słowo...

Miłego czytania ;)).


PS : Wybaczcie mi błędy,  piszę na tablecie, na którym często mi się wszystko pląta.


Nela

                                        

66 komentarzy:

  1. Pierwsza :D! A teraz zabieram się do czytania :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu przeczytałam! Jestem w szkole, więc zajęło mo to o wiele więcej czasu. Od czego by tu zacząć? Początek idealny! Wybuchlam śmiechem kiedy przeczytałam 'Zakazana morda' genialne! Rozdział cudowny! Dramione było... Takie magiczne! Cały czas się usmiechalam, jak to czytałam! Jeśli Gryffindor nie wygra to Cię zabije xd! Jak już mówiłam bardzo podobał mi się rozdział! Czekam na następny :d
      Trzymaj się! Weny :*

      Usuń
    2. Jejku ! <3 Dziękuję Ci !! Teraz właśnie biorę się za rozdział, bo olałam szkołę. Byłam bez kitu niepewna, ale dzięki Tobie się już nie boję ! :D
      Dziękuję :) Nowy rozdział w czwartek ;*

      Usuń
    3. Postaram się ;** hah.

      Usuń
  2. Ubiegłaś mnie ! Ja już zaczynam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział boski ;** Ciekawie jest, a Dracon coraz bardziej odważny ;D

      Usuń
  3. Witam ;3.
    Rozdział jak zwykle GENIALNY ;d.Zacznę omawiać go od początku. Otóż... Początek bardzo, bardzo dobry ! Te pierwsze zdania, świetnie dobrane do osoby Dracona... A potem opis jego wcześniejszego życia i relacji z rodziną...Mega. A tak poza tym, ty coś ćwiczysz? Doskonale opisałaś ten jego trening, i napisałaś że chodzi też o wyciszenie z czym jak najbardziej się zgodzę ! Ach nasz Draco, gdy czytałam wprost się rozpływałam ! <33 Podoba mi się jego charakter, nawet wobec Zabiniego też jest oziębły. Następnie wróciłaś do Hermiony. Poczułam ciepło czytając o wspólnym spędzaniu czasu z przyjaciółmi w miłej atmosferze ;). A potem jak wszyscy wiemy, dekret tej baby. Świetnie opisałaś targające nimi emocje. Przejdę z niecierpliwośćią do qudditcha ! Hermiona postanowiła ingerować w tej sprawie, wcześniej w Wielkiej Sali śmiałam sie jak Angelina powiedziała prosto z mostu, że brała Herm za sztywniarę ;). A sytuacja w sali McGonagall ! Świetnie przemyślana i opisana. Naturalna i jakże w jakimś sensie romantyczna !! Czułam motyle w brzuchu, gdy Draco był obok. Świetnie wplatasz w fabułę Hp dramione, przez co mam uczucie, że czytam samą Rowling ;D.
    Jak widać GD działa ;>. A dla mnie ciągle się coś dzieje nie wiem jak dla cb ! :D
    Bosko ! CZEKAM NA MECZ ;D. Fajnie że dodasz już za dwa dni, szkoda że jedziesz na obóz, ale mam nadzieję, że będziesz pisała ;))

    Pozdrawiam ! :33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa !! <3
      Nie, nie ćwiczę nic XD, no ale bym chciała ;). Na obozie postaram się coś tam napisać ;))

      Usuń
    3. Pisz, pisz. Nie potrzebujesz wiele czasu żeby stworzyć cos extra ;))

      Usuń
    4. Wcale, że nie ;))). Ale dziękuję ;*.

      Usuń
    5. Musisz coś tam wyskrobać ! <3 Jak my wyczymamy tyle dni ? ;D

      Usuń
  4. Hej.:)
    Dobrze dobrany cytat.:) Uwielbiam te słowne przepychanki Dramionków.:P Hermiona jako gorąca fanka Quidditcha.:D Podobało mi się nastawienie ludzi do tego.
    I Draco.. To smutne, przykre, że musiał tyle przejść.:)
    Pozdrawiam serdecznie,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że wpadłaś ! Twoje zdanie wiele dla mnie znaczy <3

      Usuń
  5. podoba się, podoba. mam nadzieję, że Gryffindor wygra i Malfoy będzie mógł popisać się swoją kreatywną i romantyczną stroną :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że skomentowałaś ! <3

      Pozdrawiam :))

      Usuń
  6. Świetny rozdział ;) Po prostu brak słów. Już nie mogę się doczekać next.. poza tym MECZ Czekam z niecierpliwością.
    Ps. Zostałaś nominowana do LIEBSTER AWARD! <3
    http://dramione-togetheruntiltheend.blogspot.com/2014/06/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję !!! Cieszę się, że mnie doceniłaś... Obiecuję, że odpowiem na pytania w wolnym czasie ;*

      Usuń
  7. Jestem, jestem ! Ale wcześniutko dodałaś ten rozdział ! :) Myślałam, że będzie ten mecz, a ty nadal nas trzymasz w niepewności ! :C, Moje pierwsze wrażenie, to jak zwykle WOW.Opisałaś to naprawdę genialnie i prawdziwie. Żadnego naciągania, świetnie ujełaś to, że niektórym dziewczynom odwala, a Hermi jest normalna ! :)
    Draco, zabujałam się w nim jeszcze bardziej, zauważyłam, że teraz jest mniej taki do przodu, ale ciągle ironizuje ! :D MECZ ! ;OO
    Co dalej omg ?? :*. Uśmiałam się też podczas rozmowy Dracona i Blaisa, a potem z tą sztywniarą pojechałaś ! :DD. Hehehe masz pomysł ;**

    Całuję ! :)
    I czekam do czwartku <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany... Dziękuję Ariano...;)

      Usuń
  8. Rozdział bardzo mi się spodobał. Każde zdanie współgrało z resztą, a początek doprawdy mnie oczarował. Nie wiem jak Ci się udaje opisać Draco w tak cudowny sposób, utrzymując klimat HP...Tak dalej a wiele osiągniesz ! <3
    Naj ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz się popłaczę ! Dzięki :3. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to rozdział będzie w czwartek, a jeżeli nie to w piątek ;)

      Usuń
  9. Wow! Wow! Wow!
    Jestem naprawdę zakochana w Twoim blogu. Ta historia jest mega wciągająca. Najchętniej nie odrywałabym oczu od telefonu. Już nie mogę się doczekać tego czwartku!
    Nie wierzę, że to piszę, ale niech Gryfoni wygrają! Romantyczny Draco...
    Chociaż wiesz, co? Liczę na remis. Miona zerwie z tamtym chłopakiem, a Malfoy będzie romantyczny. Tak zdecydowanie musi być remis!
    Co do całego rozdziału to jest CUDOWNY!
    Zniecierpliwiona już wyczekuję czwartku :)
    Pozdrawiam i życzę weny, Vik. A.
    http://istnienie-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję !! <33
      Hmm, nawet nie pomyślałam o remisie, ale to jest pomysł :D

      Pozdrawiam ;*

      Usuń
    2. Eee nie, nich wygra jedna! Czuję, że to Gryffindor, skoro sama wolisz Gryfów ;d

      Usuń
  10. tak bardzo, bardzo ślicznie!!!
    Draco rozmawiał z Miooonąąą!! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Siemka. Co ja mam napisać skoro sama wiesz, że jest obłędnie ? Czekam całymi dniami na ten mecz i nie mogę o niczym innym myśleć...Czym nas zaskoczysz Nelo ? :))
    Ach...Draco kochany !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak mi to wyjdzie, właśnie jestem w trakcie pisania, ale co chwilę coś mi przeszkadza ;). Och ! :D. Mimo to staram się, dziękuję bardzo ! <3

      Usuń
    2. Nie przejmuj się pisz! Jeteśmy z Tobą ;*

      Usuń
    3. Np. ja przeszkadzam (piszę SMSy) XDD

      Usuń
  12. I kolejny, bezbłędny, rozdział! No cóż, jak z poprzednimi, podobało mi się wszystko. Jedyna myśl, która nasuwa mi się po przeczytaniu tego rozdziału to: "Czemu tak krótko"? :D
    Wszystko idealnie się ze sobą komponuje, tworząc genialną całość. Te opisy, dialogi, przemyślenia.. Cudo!!
    No i oczywiście przepychanki słowne między Draco, a Hermioną. Mogę ciągle je czytać, a uśmiech nie znika z mojej twarzy. Malfoy widzę, że zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że Granger nie jest mu obojętna. :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! Mam nadzieję, że pojawi się szybko.
    niewolnicy-wlasnych-wspomnien.blogspot.com/

    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :3. Rozdział pojawi się w czwartek ;). Naprawdę robi mi się ciepło na sercu, gdy czytam Twój komentarz...A jeżeli chodzi o Twojego bloga to także czekam na nowy rozdział ! <33

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  13. To co zawsze ! Piękny szablon, muzyka cudna, treść najlepsza ! W imieniu całego pokolenia Dramione dziękuję, że założyłaś tego bloga. Jest on prawdziwą odskocznią. świetny rozdział.
    Akcja wiecznie się rozwijająca.
    Tak trzymać.
    DRACO + HERMIONAA <3333333 kocham to połączenie !


    Gryffindor do boju ! ;**

    Czekam niecierpliwie ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja mam ci podziękować? Dzięki temu wszystkiemu na nowo mam siłę i natchnienie ! ... Rany, zaraz się popłaczę :*

      Usuń
  14. Odjęło mi mowę ! To jest takie cudowne ! Nie mogę się doczekać wszystkiego ! Ta naturalność wypowiedzi, przemyślenia ! Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego ! Po prostu kocham *.* ! <333

    Ach do czwartku ?? :))
    Życzę miłego pisania i weny kochana ! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam. Rozdział bardzo fajny, szkoda, że taki krótki. Wiem jednak, że nie masz za bardzo czasu i się śpieszysz. Spodobał mi się pomysł z zakładem i wiąrzące się z nim kwestie :3.
    Pozdrawiam <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze coś ! Scena w gabinecie, dokładnie opisana ! Czułam się tak jakbym to ja była Hermioną, po prostu widziałam Dracona ! <3
      Co do szablonu to gapię się na niego godzinami !

      Weny ! <3

      Usuń
    2. Ooo miło słyszeć, że jednak coś mi tam wyszło ;)). Dziękuję jak zwykle :D

      Usuń
  16. Cześć ! Przeczytałam szybko nowy rozdział i chcę więcej !! :D Muszę jakoś zabić nudę, poleciłabyś jakiś fajny blog? O dramione rzecz jasna ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej ;). Blogi, które polecam są w zakładce Polecane blogi ;). Wszystkie tamte historie są cudowne ! Ja osobiście teraz czytam po raz drugi wszystkie rozdziały Lycheey Lory <3 http://na-skraju-wolnosci.blogspot.com/
      To naprawdę świetna autorka i ma masę super pomysłów.
      I w ogóle jak już wspomniałam te wszystkie blogi w zakładce <3

      Usuń
    2. Nie wiem co powiedzieć....bo zwykłe dziękuje chyba nie opiszę tego co teraz czuję. :D ale mimo wszystko MERCI...nawet nie wiesz( a może wiesz? ) co to dla mnie znaczy! <3 <3

      Usuń
    3. E tam nie dziękuj <3

      Usuń
  17. Nelo :D zobaczyłam dzisiaj, że dodałaś nowy rozdział! Jestem już baaaardzo ciekawa, jednak przeczytam jutro, bo dzisiaj raczej będzie mi trudno.
    Pozdrawiam <3 mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, przeczytaj kiedy będziesz miała czas, rozumiem :)).

      Pozdrawiam ! <3

      Usuń
  18. Jak tylko zobaczyłam swoje komentarze u siebie stwierdzilam ze skoro byłaś na bloggerze to jest nowy rozdział :D
    Nie myliłam się !!! <3
    Nie rozczarowalaś mnie , wręcz przeciwnie dobry byl. Zdenerwowala, sie bo nie bylo meczu a ja chce wiedziec kto wygra !?!? OBA POWINNY :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <33. Jutro się wszystko okaże xD

      Usuń
  19. Zapraszam na nowy rozdział.
    http://istnienie-dramione.blogspot.com
    Życzę miłej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo fajny rozdział, owszem miałam nadzieję na mecz, ale to też się świetnie czytało. Końcówka najsłabsza choć i tak dobra. Świetny początek Draco, ćwiczenia na prawdę fajnie napisane. W końcu Draco wydaje się bardziej ludzki. Bardzo dobre tempo akcji, a styl taki jak w pozostałych rozdziałach - świetny.
    Czekam na next i pozdrawiam Syntia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że Ci się podoba <3. Tak wiem końcówka słaba, ale nie chciałam już wszystkiego tak szczegółowo opisywać :)).

      Pozdrawiam ;*

      Usuń
  21. Z każdym rozdziałem coraz bardziej zakochuję się w tej historii :) Chyba jeden z najlepszych rozdziałów! Mam nadzieję, że Gryffindor wygra mecz i cieszę się, że okazuję się, że jednak zagrają. Malfoy , który zaczepia Mione.... słodko <3
    Nie mogę doczekać się kolejnego i zapraszam do mnie,
    http://bring-me-to-life-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Twojego blloga znalazłam dzisiaj i nawet nie zauwarzyłam kiedy dotarłam tutaj. Blog jest wspaniał. Niezbyt podobają mi sie opowieści typu miłość pierszego dnia dlatego podoba mi sie jak stopniowo się w sobie zakochują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za komentarz ! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wpadniesz ;))

      Usuń
  23. Cudowny rozdział :)
    Pozdrawiam i weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Zostałaś nominowana więcej informacji u mnie --> http://bring-me-to-life-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Wspomniałam, że nienawidzę, gdy przerywa się w takich momentach? Pozostaje taka pustka, przemieszana z ekscytacją. Człowiek niespokojnie wierci się w miejscu.
    Całe szczęście mam kilka rozdziałów przed sobą. :D
    Rozdział świetny i lecę dalej.
    Pozdrawiam, Braknes.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam nadzieję że Hermiona wygra, chciałabym zobaczyć Draco romantycznego ;) Szkoda że MaCGonagall im przerwała.

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam nadzieję że Hermiona wygra, chciałabym zobaczyć Draco romantycznego ;) Szkoda że MaCGonagall im przerwała.

    OdpowiedzUsuń
  28. Jejku, trzymam kciuki za Gryfonów, bo szczerze bardziej mnie interesuje kara Dracona niż Hermiony :D
    Nie mogę się doczekać, więc lecę czytać dalej!
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Pierwsza myśl ja przyszła mi do głowy to jak bardzo Draco się myli. Miłość nie jest słabością lecz największą siłą człowieka to dzięki niej nasze życie nie jest takie bezbarwne i puste lecz z drugiej strony doskonale go rozumiem. Zamiast miłości była obojętność zamiast czułości tortury nic dziwnego że zamknął się w sobie i otoczył kokonem. To pozwoliło mu przetrwać trudne dni i pozwoli przetrwać te które nadejdą
    Szkoda mi go. W gruncie rzeczy imię Draco czyli Smok zawsze kojarzyło mi się z czymś twardym na zewnątrz ale miękkim w środku. Sądzę że taki właśnie jest Draco chociaż nie dopuszcza do siebie takiej myśli że może czuć być zdolny do uczuć a nawet miłości
    Wygrają mecz czy przegrają o to jest pytanie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń