Wraz z
pojawieniem się porannych egzemplarzy Proroka Codziennego w zamku zapanował
prawdziwy harmider. Nauczyciele z bladymi twarzami starali się uciszyć
rozemocjonowany gwar, ale mało kto przejmował sobie nimi głowę. Wielka Sala
rozbrzmiała tysiącami przerażonych i zdezorientowanych głosów. Uczniowie
reagowali różnie na najnowsze wydarzenia. Niektórzy biegali wkoło,
przekrzykując się i piszcząc przy tym ze strachu. Reszta natomiast trwała w
ponurym milczeniu i udręczonym wzrokiem wpatrywała się w nagłówki gazet, które
obwieściły coś strasznego, dogłębnie przejmującego i niespodziewanego.
POWRÓT SAMI —WIECIE— KOGO
ZDEGRADOWANIE KORNELIUSZA KNOTA
CHAOS I ZNISZCZENIE W MINISTERSTWIE MAGII
POJMANIE LUCJUSZA MALFOYA
Wszystko to,
co w ostatnim czasie tak uparcie powtarzał Harry Potter, okazało się być
prawdą. W dodatku tak wstrząsającą, że prawie niemożliwą. Ludzie mieli
wątpliwości, obawiali się, że siły ciemności czyhają gdzieś na nich w
magicznym świecie, ale mimo tego bezustannie byli wpatrzeni w Korneliusza
Knota, który twierdził, iż Voldemort już nie istnieje. Wmawianie sobie jednak
tego kłamstwa by poczuć się bezpiecznie, chociaż tyle spraw wskazywało na co
innego, niczego nie zmieniło. Najstraszniejszy i najokrutniejszy czarodziej
powrócił i stało się to niezbitym faktem. Ta wiadomość uderzyła w niektórych
jak grom z jasnego nieba. Pewne było, że nastały niebezpieczne, mroczne czasy.
Z początku
nikt nie zauważył, że w progu drzwi stanęła pewna wysoka postać w
bladoniebieskich szatach. Trwała przez kilka chwil w bezruchu i tylko
lustrowała wzrokiem całą Wielką Salę.
— Patrzcie!
— krzyknął nagle jakiś głos.— To profesor Dumbledore!
To hasło
zostało powtórzone dalej i dalej. Krzyki, szepty i rozmowy zaczęły stopniowo
milknąć, a po chwili już wszyscy wpatrywali się w prawowitego dyrektora szkoły
z mieszaniną ulgi i rozpaczy. Profesor Flitwick uniósł oczy do nieba i na jego
ustach zamajaczył uśmiech. Severus Snape zachował kamienną twarz, lecz zdawał
się nieco rozluźnić.
Nowo
przybyły z poważnym wyrazem twarzy przeszedł przez salę i zatrzymał się przy
mównicy, przy której zwykł przemawiać.
— Przykro
mi, że dopiero teraz mogłem do was wrócić, moi mili…— rzekł z wyraźnym trudem.
Wyglądał na bardzo wyczerpanego, jego twarz biła bladością, a ręce prawie
niedostrzegalnie drżały. — W związku z nagłym przejęciem szkoły przez Ministerstwo
Magii, byłem zmuszony na pewien czas odejść ze swojego stanowiska. Z tego
powodu na pewno większość z was poczuła się zdradzona i opuszczona. Bardzo was
za to przepraszam. Nigdy nie zamierzałem na zawsze porzucić Hogwartu.
Dumbledore
spojrzał na swoich wychowanków z pokorą, smutkiem i pewnym zdecydowaniem.
Zatrzymał wzrok na Snape’ie i obydwaj przez chwilę mierzyli się wzrokiem.
— Od dnia
dzisiejszego powracam na swoje stanowisko. Pewnie wielu z was zastanawia się teraz, co
będzie z profesor Umbridge? Jeśli o to chodzi nie musicie się martwić, złożyła
już bowiem rezygnację…Widzę, że już wszyscy wiecie, że Lord Voldemort
poprzedniej nocy wraz ze swoimi poplecznikami pojawił się w ministerstwie.
Wiele osób na tym ucierpiało… Jak wiecie zmarł Syriusz Black, który mimo
plotek, walczył po dobrej stronie — głos dyrektora niósł się echem po
pomieszczeniu.
Uczniowie
zaczęli nagle między sobą szeptać i patrzeć na siebie z powątpiewaniem czy
zaskoczeniem.
— Paru
waszych kolegów i koleżanek również było obecnych w miejscu zdarzenia i
prosiłbym, aby na razie zostawić ich w spokoju. Zrozumcie jak wiele przeszli…
Teraz w sali
dało się słyszeć na powrót głośne rozmowy i przekrzykiwania pełne zdumienia i
strachu.
— Kto tam
był?!
— Czy coś
się im stało?!
— Skąd się
tam wzięli?!
— Czy GO
widzieli?
— Proszę o
cieszę! W takiej chwili należy zachować spokój i zimną krew. Niektórzy z
was są już prawie dorośli i w pełni rozumieją powagę, tego co się wydarzyło.
Dlatego oczekuję, że wasza postawa okaże się adekwatna do sytuacji…W nocy
odbyło się posiedzenie i jest wiele głosów, by wcześniej zakończyć rok szkolny
z powodu zagrożenia. Zapewniam was jednakże, że w Hogwarcie nadal możecie
czuć się swobodnie i bezpiecznie. Przez kolejne dni ta sprawa będzie omawiana,
a was proszę o cierpliwość i jak już wspomniałem spokój. Nie zapominajcie o
szkolnych obowiązkach i udajcie się na lekcje…
*
W zamku
przez kolejne dni panowało zamieszanie i zdenerwowanie. Wieści o powrocie
Voldemorta mocno wstrząsnęły Hogwartem. Zadziwiające jednak w tym wszystkim
było opanowanie przedstawicieli Domu Węża. Ślizgoni nie przejmowali się tak jak
inni — zachowali spokój i obserwowali tylko zachowanie swych rówieśników z
wyniosłością. Byli też tacy, którzy szczerze się uśmiechali, twierdząc, iż
teraz wszystko zmieni się na lepsze. Rzadkim widokiem był przerażony Ślizgon,
lecz i takich w gruncie rzeczy nie brakowało. Podczas gdy w trzech domach z
niepewnością dyskutowano o tym, co będzie dalej, tutaj, w Pokoju Wspólnym
Slytherinu mówiono o tym samym z fascynacją i niecierpliwością. Wielu ojców
uczniów tego domu było śmierciożercami, co stanowiło wśród nich prawdziwy powód do dumy.
Adepci Domu
Węża siedzieli w gustownych kanapach i szeptali o Harrym Potterze, który wraz z
przyjaciółmi był tej pamiętnej nocy w ministerstwie, o Lucjuszu Malfoyu
złapanym jako sługa Czarnego Pana i wreszcie o Draconie, który przez parę dni
prawie w ogóle nie opuszczał dormitorium. Czy przyczyną jego zamknięcia się w
sobie było to, co stało się z jego ojcem? Czy czuł się zhańbiony przez to, że go
pojmano? Albo może obawiał się, że gniew Czarnego Pana go dosięgnie przez
nieudolność swojego rodziciela? Takie pytania zadawali sobie inni.
Przekonanie o tym, iż Draco Malfoy jest nieustraszonym i silnym czarodziejem,
powoli zaczęło słabnąć. Przecież ta cała sytuacja nie powinna tak załamać
rzekomego dręczyciela Hogwartu. Nikt jednak nie wiedział, że ów chłopak także
był obecny w ministerstwie, ani tego jakie konsekwencje miało to za sobą pociągnąć.
Tępym
wzrokiem wpatrywał się w list, który został mu dostarczony wczorajszego
wieczoru. Znał już jego całą treść na pamięć, ale mimo tego za każdym razem,
gdy patrzył na te pośpiesznie napisane linijki, czuł skurcz w żołądku.
Nie mogę
uwierzyć w to, co usłyszałam od twojej ciotki. Według niej przeszkodziłeś w
misji i przez Ciebie ojciec zostanie skazany na Azkaban. Jeżeli prawdą jest to,
iż działałeś na korzyść jakiejś brudnej szlamy, radzę Ci się wyzbyć do niej
przywiązania przed powrotem do domu, inaczej źle się to dla Was skończy.
Osobiście zadbam o to, abyś naprawił to, co zepsułeś. Splamiłeś własne
nazwisko.
Ani
ja, ani ON nie będziemy dla Ciebie wyrozumiali.
Obiecuję Ci,
że za to odpokutujesz.
Liścik nie musiał być podpisany, wiedział, że nadawcą była jego matka.
Był na nią wściekły za to, że ingeruje w jego życie prywatne, lecz z drugiej
strony, czy aby na pewno sobie na to nie zasłużył? Pragnął tylko ochronić
Hermionę, a w rezultacie splamił własne nazwisko i zesłał ojca do Azkabanu?
Gdyby nie pojawił się w ministerstwie wszystko mogłoby potoczyć się inaczej,
ale czy oby na pewno? Przecież jedyne co uczynił przeciw Bellatrix, było
zabranie opętanej Granger od Pottera. Jeszcze wcześniej pomógł im w gabinecie,
kiedy dwaj śmierciożercy chcieli ich zaatakować, ale czy te czyny przesądziły
wynik przedsięwzięcia?
W
głębi ducha wiedział, że nie jest winny, ale wbrew swojemu rozsądkowi tak się
właśnie czuł. W dodatku własna matka zepchnęła na niego odpowiedzialność, choć
rzeczywiście nie zrobił niczego złego. Starał się zachować bezstronność, ale
wyszło na to, że opowiedział się po stronie Pottera. Jeszcze na oczach
śmierciożerców... Co zamierzał uczynić z nim Czarny Pan i czy naprawdę
dowiedział się, że starał się ochronić Granger?
Draco ukrył,
bladą jak papier, twarz w dłoniach. Mógł ponieść konsekwencje i odpokutować za
to, że rzekomo zdradził swoją rodzinę. Był gotowy nawet wziąć na siebie winę,
tylko po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo Hermionie. Nie miał pojęcia, co jego
rodzicielka zamierzała zrobić po tym jak dowiedziała się o ich relacji. Kazała
mu porzucić Granger, wyzbyć się uczuć...Tylko to zadanie nie było możliwe, gdyż
kasztanowłosa Gryfonka była chyba jedyną osobą, którą szczerze pokochał. Jeśli
ją teraz zostawi, to kim stanie się potem? Zdawał sobie jednakże sprawę, że nie
ma na tyle sił, by toczyć bój z matką i tym samym z Czarnym Panem. Był
przygotowany na to, że będzie mu służył i nie mógł od tego uciec. Musiał podjąć
decyzję, chyba najtrudniejszą w jego życiu.
Nienawidził
w tej chwili najbardziej swojego ojca. Za to, że nie dał mu prawa wyboru. Za
to, że skazał go na taki podły los. Za to, że musiał wybrać służbę u Pana
Zagłady.
Po tym jak
Stephan powiedział mu, że Lucjusz dowiedział się o jego relacjach z Hermonią i
kazał mu to w jakiś sposób zakończyć, Draco nawet się cieszył, że aurorzy go
złapali...
Nagle drzwi
do dormitorium powoli się otworzyły i do środka wszedł Blaise Zabini.
Malfoy
szybko schował list do szafki nocnej stojącej obok łóżka.
– Jak się
czujesz? – zapytał zwyczajnie Ślizgon, mierząc przyjaciela wzrokiem.
– Kiepsko...
– I też tak
wyglądasz, stary.
Draco
wzruszył jedynie ramionami i położył się na swoim posłaniu.
– Snape
kazał ci przekazać, że nie możesz już opuszczać zajęć. Nie wiem, dlaczego
zawsze jak coś się dzieje, zamykasz się w tych pieprzonych czterech
ścianach.
Blondyn nie
odpowiedział. Blaise przez chwilę krążył po pokoju, po czym usiadł na łóżku,
niedaleko niego.
– Słuchaj,
może wyjdziesz ze mną się przejść? Wiesz, że w zamku dużo się zmieniło odkąd
odeszła Umbridge... i nie wiadomo ile jeszcze potrwa rok szkolny. Nadal trwają
rozmowy, a podobno rodzice chcą mieć swoje dzieci przy sobie... Jeżeli o nas
chodzi, to chyba obydwaj wolelibyśmy tu zostać, nie? Po tym jak wszyscy wiedzą,
że On już powrócił w domach na pewno będzie nam ciężej.
– Nie chcę o
tym gadać, Blaise. Naprawdę nie chcę myśleć o tym, co będzie jak wrócę do domu
- powiedział, starając się zachować obojętny głos.
Zabini
spojrzał na przyjaciela ze współczuciem i położył się obok niego, podkładając
ręce pod głowę. Teraz razem beznamiętnym wzrokiem wpatrywali się w baldachim
łóżka.
– Myślisz,
że...we wakacje będziesz musiał wstąpić w jego kręgi? To dlatego jesteś taki
przybity, Draco? Bo nie sądzę, że aż tak bardzo przejmowałbyś się swoim ojcem.
Chyba że chodzi o nią...
– Już
wcześniej wiedziałem, że najprawdopodobniej w tym roku zacznę mu służyć, ale
nie przypuszczałem, że to wszystko stanie się tak prędko... – przerwał mu
blondyn z gorzkim uśmiechem. – Nie uważasz, że zbyt szybko młodość zostanie
nam, a raczej mi zabrana?
Chłopak
nieco zaskoczony zerknął na swojego rozmówcę: Draco prawie nigdy nie mówił tego
typu rzeczy. Jak widać sytuacja była poważna.
– Chciałbym
ci jakoś pomóc, stary. Nie wiem, może mi także każą do niego dołączyć albo sam
spróbuję...
– Nie bądź
głupi – warknął Malfoy. – Chcesz zostać śmierciożercą? Nie wystarczy ci, że
twój ojciec już nim jest? Tak ci się śpieszy, żeby zaprzedać swoją duszę?!
– A co z
tobą?! Skoro uważasz, że to jak pakt z diabłem, to czemu sam nie postarasz się
od tego wymigać? Może po tym jak twój ojciec zawiódł, Czarny Pan zostawi ciebie
w spokoju...
– Dobrze
wiesz, że to niemożliwe. Po tym jak mój ojciec zawiódł, to ja będę musiał
zastąpić jego miejsce – odpowiedział Ślizgon na powrót udając obojętnego.
Przez chwilę
panowała cisza. Draco wreszcie podniósł się do pozycji siedzącej i wyrzucił ze
siebie z wyrzutem:
– I niczym
byś mi nie pomógł, gdybyśmy razem przeszli inicjację. Ja od zawsze byłem
skazany na taki los, ale ty masz jeszcze trochę czasu i go wykorzystaj.
– Już
myślałem, że ci na mnie nie zależy...
– Zamknij
się i spadaj z mojego łóżka – przerwał mu chłopak i nagle zepchnął Zabiniego,
tak że wylądował z hukiem na ziemi.
– Stary... Jeszcze
nigdy nie spotkałem takiego bezuczuciowego drania jak ty...–warknął Blaise
powoli się podnosząc z grymasem bólu na twarzy. Jego oczy były jednak
roześmiane.
Na ustach
Malfoya mimowolnie pojawił się lekki uśmiech, ale po paru sekundach nie było
już po nim śladu.
– Czy...No...Słyszałeś
kiedy ma wrócić z powrotem?
– Kto? – zapytał
mało inteligentnie Zabini, marszcząc czoło.
– Wiesz
dobrze o kogo mi chodzi!
– Podobno
dzisiaj... Dzisiaj Granger ma dzisiaj wrócić z Munga...
*
Ron wspinał się po schodach prowadzących do
dormitorium chłopców lekko przy tym utykając na prawą nogę. Po powrocie z ministerstwa spędził dwie noce
w Skrzydle Szpitalnym. Czuł się paskudnie – przez większość czasu głowa pękła
mu z bólu, a skręcona noga dawała o sobie znać tak samo jak posiniaczone ciało.
On jednak nie narzekał. Wiedział, że
mógł skończyć gorzej. Konfrontacja ze śmierciożercami mogła pociągnąć za sobą o
wiele gorsze skutki. Z ich piątki najgorzej oberwała Hermiona. Zaraz po niej
szczęścia nie miał też Neville, który rozwalił całą głowę i musiał wciąż leżeć cały
zabandażowany. Towarzystwa dotrzymywała
mu jednak wesoła Luna, która prócz siniaków i zadrapań wyszła z tej katastrofy
bez szwanku.
Ron
więc na nic się nie uskarżał, o niczym nie opowiadał i siedział po prostu
cicho. Bał się o czymkolwiek wspomnieć przy Harrym z obawy, że ten zamknie się
w sobie jeszcze bardziej. Potter psychicznie ucierpiał z nich najbardziej.
Stracił swoją jedyną rodzinę, Syriusza oraz zaprowadził swoich przyjaciół
prosto w ramiona śmierciożerców. Oczywiście nikt nie miał mu tego za złe. Wszyscy
mu współczuli i próbowali pocieszyć. Harry jednakże uciekał od wszelkiego
towarzystwa i chował się w dormitorium lub gdzieś w zamku. Uczestniczył w
lekcjach będąc tak naprawdę duchem gdzieś indziej. Na zadane pytania odpowiadał krótko i
lakonicznie. Profesorowie jak na razie traktowali go ulgowo, nawet Snape zdawał
się na lekcjach nieco mu odpuścić i darował sobie kpiące komentarze na jego
temat.
Gryfon poczucie winy i cierpienia miał wypisane na twarzy i
Ron nie potrafił nic zrobić, by mu pomóc. Chłopak musiał sam poradzić sobie z
tym całym bólem i żalem, lecz czy dziecko tak skrzywdzone przez los mogło
poradzić sobie z kolejną stratą?
– A ty znowu tutaj?– westchnął rudzielec.
Przed drzwiami jego dormitorium stała oparta o ścianę jego
siostra. Ginny miała skręconą kostkę,
ale nie przeszkadzało jej to w ciągłym łażeniu za Harrym. Starała się dotrzymać
mu towarzystwa niemal w każdej chwili. Trwała obok niego w ciszy albo
obserwowała co robi z daleka. Ron
wiedział, że bała się o to, że Potter w przypływie żałości może zrobić sobie
coś złego.
– Musisz mu dać trochę swobody, Ginny. Myślisz, że poczuje
się lepiej przez to, że biegasz za nim jak jakiś bezpański pies?
– Przynajmniej coś robię, ty też mógłbyś spróbować do niego
dotrzeć – odpowiedziała z wyrzutem.
– Myślisz, że nie próbuję? Cały czas zaczynam rozmowę, chcę
wyciągnąć go na dwór, ale wiesz co? Minęły dopiero trzy dni odkąd został sam na
świecie, odkąd stracił swoją ostatnią rodzinę! – warknął Ron z irytacją. –
Potrzebuje czasu, żeby do tego przywyknąć...
– Jak możesz mówić, że został sam na świecie? – obruszyła
się Ginny. – Ma jeszcze nas, my jesteśmy jego rodziną. I rozumiem to, że z dnia
na dzień nie będzie lepiej! Chcę ci tylko powiedzieć, że on potrzebuje
towarzystwa...
– Coś ci powiem – burknął chłopak – Znam Harry’ego lepiej od
ciebie i umiem zobaczyć, kiedy potrzebuje samotności, więc daj mu chwilę
wytchnienia...
W tej chwili otworzyły się drzwi i na korytarz wyszedł Harry.
Miał przekrzywione okulary i zmierzwione włosy, wyglądał jakby dopiero wstał z
łóżka. Ron wiedział, że Potter ostatnio unikał snu, gdyż obawiał się, że
ponownie zobaczy Voldemorta lub Syriusza wołającego o pomoc.
– Moglibyście tak głośno o mnie nie mówić? – zapytał głosem
wyprutym z emocji.
Ginny cała czerwona spuściła wzrok, a jej brat nieporadnie
podrapał się po głowie.
– Powinnaś odpoczywać – mruknął Harry, patrząc na
zabandażowaną kostkę dziewczyny.
– Właśnie. Potem mama będzie miała do mnie pretensje, jak ci
się pogorszy...
– Daj spokój, Ron. Tak właściwie skoro jesteśmy tutaj w
trójkę, to może zejdziemy razem na kolację, co?
– Nie jestem głodny...
– Harry, nie możesz cały czas unikać ludzi.
– A poza tym nic nie jadłeś przez ostatnie dni. To może się
źle dla ciebie skończyć. Patrz jaki jesteś wychudzony...
Panna Weasley wzięła Pottera pod rękę, a Ron poklepał go
zachęcająco po plecach.
– Chodź z nami – był to bardziej rozkaz niż prośba, ale
Ginny to nie obchodziło.
Zaczęli wolno schodzić po schodach prowadzących do Pokoju
Wspólnego Gryffindoru. Rudowłosa mocno trzymała Harry’ego za rękę. Lepiej się
jej szło, gdyż mogła się na nim podeprzeć, ale ten mały gest miał dodać mu też
otuchy. Pragnęła mu pokazać, że nie jest sam, bo czasem w ciężkich chwilach
przyjaciele potrafili leczyć.
Podczas drogi do Wielkiej Sali cała trójka była spięta.
Kroczyli sztywno czując na sobie wzrok innych. Incydent w ministerstwie
sprawił, że zasłynęli w całym Hogwarcie, jako ci odważni i waleczni. Szeptano o
nich albo jawnie dyskutowano. Ginny wolała, żeby co innego spowodowało, że jest
o niej głośno, może jakiś szkolny sukces, a nie fakt, że wraz z przyjaciółmi
była w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Kolacja przebiegła całkiem zwyczajnie. Ron zaczął rozmowę o
qudditchu, co minimalnie zainteresowało Harry’ego. Zaraz jednak zmarkotniał, gdy Ginny przez
nieuwagę wspomniała coś o Błyskawicy, która była prezentem od Syriusza...
Weasley gdy tylko przyłapywał kogoś na gapieniu się, dumnie
się wypinał mając na uwadze, aby jego odznaka prefekta była lepiej widoczna i groził palcem. Niektórzy ciekawscy się
hamowali, a inni po prostu przewracali oczami.
Mimo niepokojących
wydarzeń atmosfera w Hogwarcie znacznie się poprawiła odkąd odeszła Umbridge.
Ludzie zaczynali na nowo się w sobie otwierać i można było usłyszeć szczery
śmiech oraz swobodne rozmowy o niczym. Trzeba było przyznać, że obecność
dobrodusznego Dumbledore’a w sali i w ogóle działała w pewien sposób kojąco.
Dyrektor roztaczał wokół siebie bardzo przyjazną aurę i wręcz emanował
pozytywną energią. Patrząc na niego można było momentalnie poczuć się lepiej.
Nic więc dziwnego, że tyle osób od czasu do czasu się w niego wpatrywało;
chcieli się przekonać, że nadal trwa na swoim miejscu i ich ochroni.
Kiedy wszyscy skończyli już jeść, Dumbledore wstał od stołu
i przemówił mocnym głosem:
– Kochani, pozwólcie, że zabiorę wam jeszcze chwilkę...
Profesorowie nieco zmęczeni utkwili w nim swój wzrok,
podobnie jak uczniowie. Po paru sekundach panowała już całkowita cisza.
– Omówiliśmy już z Radą sprawę wcześniejszego zakończenia
roku szkolnego. Otóż pod koniec tygodnia, w piątek wszyscy wyjedziecie do domu
i oficjalnie zaczną się wakacje...
W jedynym momencie w sali rozbrzmiało mnóstwo głosów;
uczniowie zaczęli rozmawiać i wymieniać między sobą zdania. Niektórzy byli szczęśliwi, a inni wręcz
przeciwnie.
– Świetnie. Brakowało mi tylko powrotu do domu – powiedział
cicho Harry.
Ginny popatrzyła na niego i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
– Nie martw się, zawsze możesz nas odwiedzić, Harry.
Będziemy ciebie wyczekiwać z otwartymi ramionami.
– Nie cieszycie się? – zagadnął Ron. – Miesiąc wcześniej
rozpoczną się nam wakacje. Ciekawe co by na to powiedziała Hermiona...
Potter zacisnął mocno zęby, a rudowłosa wypuściła gwałtownie
powietrze z ust.
– Podobno dzisiaj miała wrócić... – szepnęła – Myślicie, że jej się pogorszyło i postanowili zostawić ją
jeszcze trochę?
– Nie panikuj, Ginny. Hermiona jest bardzo silna. Byle co
jej nie złamie – stwierdził Gryfon, starając się zachować uśmiech na twarzy.
– Oczywiście nie zapomnijcie o corocznej pożegnalnej uczcie
i zacznijcie się powoli pakować. – głos dyrektora przebił się przez gwar
uczniów. – A teraz dobranoc!
Wszyscy zaczęli stopniowo wysypywać się z pomieszczenia.
Harry, Ron i Ginny bez pośpiechu zaczekali aż tłum się przerzedzi i wyszli na
samym końcu.
– Już nie mogę doczekać się uczty. Stęskniłem się za
przysmakami skrzatów, a wy? – nawijał Ron. – Szczególnie za sorbetem
cytrynowym. To wcześniejsze zakończenie ma też wiele zalet, mówię wam. Nie
musisz się przejmować, Harry...
Przerwał nagle, gdy jego przyjaciel zatrzymał się w pół
kroku. Spojrzał na niego pytającym wzrokiem, ale ten wpatrywał się w coś za
nimi. Ron i Ginny także się odwrócili i zobaczyli, że przez wejście do szkoły
przeszła właśnie Hermiona z McGonagall u boku.
Dziewczyna sprawiła wrażenie jeszcze drobniejszej, zupełnie
jakby zrzuciła parę kilogramów przez czas nieobecności. Ron jednak nie
wiedział, czy tylko mu się tak zdaje, dlatego że Gryfonka była taka krucha. Jej
twarz była lekko czerwona, tak samo jak ręce pokryte dziwnymi ranami po oparzeniu.
Weasley patrzył w jej orzechowe oczy trochę za długo. Ostatnio cały czas
widział ją we śnie, a nawet czasem na korytarzach – tak bardzo się o nią
martwił i przeżywał to co jej się stało, że zaczął mieć zwidy. Teraz jednak był
pewien, że stoi przed nimi prawdziwa Hermiona Granger i delikatnie się do nich
uśmiecha.
Ginny pierwsza do niej podbiegła z wyrazem ogromnego
szczęścia na twarzy. Chciała zarzucić jej ręce na szyję, ale powstrzymała ją
przed tym pani profesor:
– Spokojnie, panno Weasley. Panna Granger dopiero co została
wypisana. Przestrzegano ją przed zbytnim kontaktem fizycznym. Niektóre gesty
może odczuć bardzo boleśnie.
– Och... Przepraszam – zmieszała się dziewczyna. – Ale
czujesz się już lepiej, prawda? Chyba ci pomogli i twoje ciało będzie wkrótce
takie jak dawniej...
– Tak. To zwykle poparzenie, nie ma się czym przejmować –
Hermiona machnęła ręką, ale Ron wyczuł w jej głosie jakąś wymuszoną nutę.
Chyba wszyscy dobrze
wiedzieli, że przytrafiło się jej coś o wiele gorszego. Podobno po przyjęciu do
Munga nie można było obniżyć temperatury jej ciała, tak jakby płonęło i kto
wie, może Gryfonka naprawdę się tak czuła? Jakby przypalano ją żywcem... W
dodatku nie była w stanie nawet krzyczeć ani pokazać tego co przeżywa, ponieważ
została zniewolona przez Stephana Dashwooda. Jej myśli nie mogły się przebić
przez wytworzoną przez niego powłokę. Miała wrażenie jakby w jej ciele były
dwie osoby, które toczyły ze sobą bój.
Minęło sporo czasu nim odzyskała świadomość i nim ból zelżał. Teraz
musiała tylko stosować się do zaleceń magnomedyków, przyjmować eliksiry i
smarować oparzone miejsca specjalną maścią. Nie miała jednak zamiaru opowiadać
przyjaciołom o tym, co przeszła. Nienawidziła, gdy ktoś się o nią niepotrzebnie
martwił.
McGonagall kazała Hermionie udać się do wieży Gryffindoru i
wypoczywać, po czym zostawiła ich samych.
– Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłam!– wyrzuciła ze
siebie Ginny, a w jej oczach zabłyszczały łzy. – Początkowo nie chcieli nam nic
powiedzieć o twoim stanie...
– Ale ja mówiłem, że szybko do nas wrócisz! Cała i zdrowa –
dopowiedział Ron. Złapał delikatnie jej dłoń i uścisnął na powitanie.
– Och, naprawdę nie stało mi się nic wielkiego. Czuję się
już prawie normalnie, tylko czasem jestem trochę obolała... A co z wami? Trochę
mi głupio, ale niewiele pamiętam z ostatnich wydarzeń przez to... No wiecie...
– Nie musisz nic mówić, Hermiono – zapewniła ją szybko
przyjaciółka – Sama wiem jak musisz się czuć. W pierwszej klasie też zostałam
opętana... Jeśli będziesz chciała o tym pogadać, daj mi znać.
– Dziękuję wam... – powiedziała dziewczyna uśmiechając się
przy tym słabo. Powiodła wzrokiem dalej i zobaczyła Harry’ego, który trzymał
się trochę na uboczu i patrzył na nich jakby nieśmiało. – Harry, przykro mi z
powodu Syriusza...
– Ach, tak... – przytaknął cicho Gryfon.
Hermionę zabolało to, że chłopak unika patrzenia jej w oczy.
Dobrze wiedziała, że za wszystko się obwinia. On zawsze brał na siebie
odpowiedzialność za wszelkie niepowodzenia i cierpiał w samotności. Powoli do
niego podeszła i spojrzała w jego smutne, zielone oczy.
– Przepraszam cię za to, że zaciągnąłem was do ministerstwa
– odezwał się pierwszy zdławionym głosem – Ostrzegałaś mnie... Mówiłaś, że to
musi być pułapka, ale ja chciałem go tylko uratować... – urwał nagle i
pociągnął nosem. Dziewczyna poczuła, że też się zaraz rozpłacze.
– Harry, pamiętasz chyba, że staraliśmy się wcześniej
sprawdzić, czy Syriuszowi faktycznie coś się stało. Włamaliśmy się nawet do
gabinetu Umbridge... Nie możesz się obwiniać za coś co zrobił Voldemort. Na
twoim miejscu też udałabym się do ministerstwa... Nie rozumiem tylko, czemu
Stworek powiedział, że nie ma go w domu...
– Zrobił to specjalnie. Miał już wszystko wcześniej umówione
z Bellatrix. Rozmawiałem o tym z Dumbledore’em... – wytłumaczył jej gniewne.
– Och...
Chłopak wodził po jej twarzy udręczonym wzrokiem. Wyglądał
naprawdę żałośnie w pomiętej szkolnej szacie i w rozczochranych, ciemnych
włosach. Ron i Ginny powoli się do nich zbliżyli z identycznie smutnymi minami.
Nieliczni uczniowie, którzy ich mijali mieli wrażenie, że za chwilę cała
czwórka wybuchnie płaczem.
– Harry, jeśli masz do kogoś żal albo jeśli dręczy cię
poczucie winy, powiedz nam. Powiedz nam głośno o tym, co czujesz po stracie
Syriusza. Nie duś w sobie tego, tylko mów, krzycz o tym... Nie uciekaj od nas.
Jeżeli będziesz to robił, my i tak ciebie znajdziemy i postaramy ci się pomóc –
mówiła Hermiona tym swoim stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. Po jej
policzkach spływały łzy.
– Nie ucieknę... Mam tylko was – odpowiedział wzruszony
chłopak i schował twarz w dłoniach.
Ron objął go mocno ramieniem, a kasztanowłosa chwyciła za dłoń.
Stali tak przez pewien czas przeżywając i trawiąc nawzajem swój ból i smutek.
*
Dochodziła prawie cisza nocna, kiedy Hermiona znalazła dla
siebie chwilę. Wcześniej udała się razem z przyjaciółmi odwiedzić Neville’a w
Skrzydle Szpitalnym. Chłopak nie był ani trochę przybity faktem, że został
uziemiony. Czuł się jak bohater, który wyszedł zwycięsko z bitwy. Dostał burę
od babci, ale podobno nawet ona była dumna ze swojego dzielnego wnuka za to, że
nie dał się zabić śmierciożercom. Luna bardzo ucieszyła się widząc z powrotem
Hermionę i chciała zacząć przepowiadać jej przyszłość z kart – wcześniej
wróżyła też oczarowanemu Longbottomowi – ale kasztanowłosa odmówiła i szybko
się zwinęła.
Gryfoni przywitali ją ciepłymi uśmiechami. Lavender starała
się wypytać ją o szczegóły dotyczące nocy w ministerstwie, ale panna Weasley szybko
ucięła temat. Resztę czasu spędziły w dormitorium chłopców – siedzieli w
czwórkę i rozmawiali o końcu roku, o tym co się stało i o zbliżających się
wakacjach. Harry nadal prawie nic nie mówił, ale zaczynał się czuć z nimi
swobodniej, a po godzinie zasnął. Ron wygonił więc z pokoju Ginny i Hermionę
oraz rozkazał zachować absolutną ciszę reszcie współlokatorów. Chciał, żeby
jego przyjaciel mógł się wreszcie spokojnie wyspać...
Gryfonka pożegnała się z siostrą Rona i poszła spożyć
magiczny wywar. Pieczenie i swędzenie na nowo się zaczynało i dziewczyna bała
się, że czeka ją bezsenna noc. A chciała zasnąć, gdyż nie mogła już spędzać
więcej czasu na rozmyślaniu o nocy w ministerstwie, Stephanie i Draconie... Jej
współlokatorki dziwnie na nią patrzyły, dlatego Hermiona zaczęła czuć się jak
intruz we własnym dormitorium. Wzięła swoje rzeczy i wyszła z wieży Gryffindoru
z zamiarem skorzystania z łazienki prefektów.
Szła przez puste
korytarze i ogarnął ją nagle irracjonalny lęk. Po tym jak wpadła w pułapkę
Stephana i dała mu zawładnąć swoim umysłem, samotność stała się jej wrogiem.
Nie tylko Harry’ego dręczyły koszmary. Ona też widziała teraz we śnie drzwi
prowadzące do Departamentu Tajemnic, uciekała przed jakimś napastnikiem, tak
samo jak przed śmierciożercami. Minione wydarzenia zostawiły ślad w jej
psychice i sprawiły, że stała się bojaźliwa. Czuła się bezpiecznie tylko przy
przyjaciołach i oczywiście przy jeszcze jednej osobie...
Była już prawie na miejscu, gdy dostrzegła niedaleko przed
sobą promień jasnego światła. Pochodnie przytwierdzone do ścian lekko
oświetlały korytarze, a w pobliżu nie było żywej duszy. Skąd więc pochodziło to
światełko? Promyczek zaczął nagle się przemieszczać, oddalając się tym samym od
dziewczyny. Hermiona nie byłaby sobą gdyby zignorowała to dziwne zjawisko.
Jeszcze raz rozglądnęła się dookoła, zacisnęła ręce na różdżce i prowadzona
dziwnym przeczuciem, poszła w stronę światła. O dziwo, światełko zniknęło w
pewnym momencie drogi, zaraz obok Pokoju Życzeń.
Dziewczyna nieco zdenerwowana już miała wrócić, kiedy zza
rogu wyłoniła się pewna postać. L Początkowo prawie krzyknęła ze strachu, a
serce podskoczyło jej do gardła. Jednak gdy rozpoznała stojącą przed nią osobę, wszystkie jej obawy
zniknęły w okamgnieniu. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć lub się ruszyć, on stał
już przy niej i obejmował ją tak delikatnie, a zarazem mocno, że na nowo
poczuła się bezpiecznie. Jego dotyk nie sprawił jej bólu, zdawał się koić jej
ciało, zmysły i zszargane nerwy. Czuła woń wody kolońskiej i przytulając się do
jego piersi wodziła palcami po szorstkim materiale jego koszuli. Było jej w tym
momencie tak dobrze i przyjemnie, że miała ochotę płakać lub roześmiać się w
głos. Chyba nigdy za nikim tak bardzo nie tęskniła przez te trzy dni.... I o
nikogo nigdy aż tak się nie martwiła. Harry i reszta też zajmowali jej myśli,
ale nie w takim stopniu jak tulący ją chłopak, przez co czuła się jak kompletna
egoistka.
– Hermiono, nawet nie wiesz, jak się bałam, że coś ci się
stało... – wyszeptał, kryjąc twarz w jej włosach.
Pierwszy raz usłyszała jak zwrócił się do niej po imieniu...
Nie jakaś tam ,, Granger”, tylko po prostu Hermiona. Nie sądziła, że jej imię
może tak pięknie brzmieć w jego ustach. Wzruszona oderwała się od niego, by
ujrzeć jego twarz. Była tak samo poważna i smutna jak zawsze. Szare oczy
Dracona lśniły jak kawałek stali, a pod nimi rysowały się głębokie cienie.
– Nic mi nie jest... I po coś się tak przejmował, Draco? –
zapytała drżącym z emocji głosem. – A jak z tobą? Zostałeś ranny? Coś cię boli?
Nic nie pamiętam z ostatniej godziny pobytu w ministerstwie.
– Dostałem tylko parę razy Crucio – odpowiedział obojętnie,
na co Gryfonka się wzdrygnęła. – To nie był mój pierwszy raz, więc spokojnie...
– Och, to wcale nie sprawiło, że jestem spokojniejsza –
żachnęła się. – Dlaczego nie pierwszy raz? Kto wcześniej próbował na tobie tą
klątwę?
– Jestem na siebie wściekły za to, że nie dorwałem tego
sukinsyna wcześniej... – zignorował jej pytanie. Jego oczy zapłonęły gniewem, a
Hermiona dobrze wiedziała o kim mówi. – Pamiętasz jak byliśmy w Falconie?
Użyłem wtedy zaklęcia legilimencji, żeby wedrzeć ci się do umysłu. Zauważyłem
wtedy, że coś było nie tak, zupełnie jakby ktoś już wcześniej mieszał ci
wspomnienia. Dlaczego to zignorowałem? Przecież mogłem... – głos zaczął mu się
łamać i spuścił wzrok.
Dziewczyna chyba jeszcze nigdy nie widziała go takiego
załamanego. Mocniej zacisnęła ręce na jego ramionach i poczekała aż spojrzy jej
w oczy.
– Draco, nie mogłeś nic zrobić – przemówiła zdecydowanie. –
Nie mogłeś podejrzewać tego, że jakiś chory Krukon postanowił mnie opętać. Nie
znoszę, gdy ktoś siebie bezpodstawnie obwinia.
– Ale ja wiedziałem, że on jest z rodziny śmierciożerców,
tylko nie chciałem ci nic mówić. Nie wiedziałem tylko, czemu zaczął się obok
was kręcić. Jaki miał w tym cel.
– Dlatego tak często mnie przed nim ostrzegałeś? – zrozumiała nagle wszystkie ich rozmowy na
temat Dominica. Najpierw wkurzyła się przez to, że Draco zataił przed nią
prawdę, ale potem gdy popatrzyła na jego twarz wykrzywioną w poczuciu winy, jej
gniew zupełnie zelżał.
– Nikt nie mógł przewidzieć tego, co się stało. Przestańmy
już o tym mówić, proszę cię. Musisz za to mi opowiedzieć co z tobą i twoją
rodziną...
Draco nagle położył jej dłoń na ustach i przygwoździł do
ściany. Widząc jej pytające spojrzenie, powiedział cicho:
– Słyszałem jakiś głos... Pewnie nauczyciele robią obchód.
Puścił ją i wskazał głową na ścianę, za którą mieścił się
Pokój Życzeń. Hermiona rozejrzała się dookoła i pokiwała głową.
Po chwili ukazały się im duże drewniane drzwi z runicznymi
znakami po bokach. Przekroczyli je szybko razem, trzymając się za ręce.
Znaleźli się na polanie, pełnej przeróżnych kolorowych kwiatów. W powietrzu
roztaczał się ich przepiękny zapach. Dziewczyna zmrużyła oczy od jasnego słońca.
Momentalnie zrobiło się jej gorąco.
– Czemu wybrałeś polanę?
– Zależało mi na miejscu, w którym jest jasno – Draco wzruszył ramionami. – A poza tym, nigdy nie mieliśmy okazji, żeby normalnie
pospacerować po błoniach w pełni słońca.
Gryfonka spojrzała na niego i szczerze się uśmiechnęła.
Chłopak w tym czasie zmierzył ją wzrokiem od głów do stóp i zatrzymał się na
czerwonych śladach na jej rękach. Zacisnął wściekle szczęki i wziął głęboki
wdech.
– Bardzo bolało? – zapytał dziwnie zdławionym głosem,
wskazując na jej rany.
Dziewczyna naciągnęła rękawy koszulki i głęboko westchnęła.
– Prosiłam cię, żebyśmy przestali mówić o mnie... I nie
bolało wcale tak bardzo, większości czasu nawet nie pamiętam, więc byłam
nieświadoma bólu – skłamała.
Ślizgon spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale nic nie
powiedział. Hermiona zauważyła, że nieco się rozluźnił, a jego oczy trochę
poweselały. W promieniach słońca wyglądał jak anioł – jego jasne włosy lśniły,
blada twarz bez żadnej skazy wydawała się być zbyt piękna jak na ludzką istotę,
a jego biała koszula sprawiła, że stanął cały w blasku.
Zbliżyła się do niego i nieśmiało oparła mu głowę na piersi.
Poczuła jak jego serce wpada w szalony galop. Uśmiechnęła się, że tak na nią
reaguje.
– Naprawdę się za tobą stęskniłem – wyznał szczerze. Zaczął
gładzić jej kasztanowe włosy, a ona po raz kolejny głęboko westchnęła.
Usiedli potem na miękkiej trawie naprzeciw siebie. Słońce przyjemnie
grzało ich twarze, a wiejący wiatr lekko mierzwił ich włosy. Obydwoje czuli się
jakby w rzeczywistości byli na pięknej łące, zupełnie sami – z dala od ludzi,
problemów i trosk.
– Powiedz mi teraz wszystko, co robiłeś podczas mojej
nieobecności – zażądała kasztanowłosa głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Draco przewrócił oczami i wyrzucił ze siebie:
– Zapomniałem już jaka potrafisz być ciekawska, Granger.
– Granger? – powtórzyła wściekle – Masz się do mnie zwracać
po imieniu, tak jak wcześniej!
– W dodatku mi rozkazujesz... – mruknął pod nosem. Uśmiech
mimowolnie wpłynął na jego usta, na co Hermiona bardzo się ucieszyła. Chciała,
żeby przestał się martwić i na powrót stał się ironicznym Malfoyem. – Aż tak
bardzo ci się to podoba? Hermiono?
– Oczywiście! Nawet nie wiesz, jakie to wspaniałe uczucie
słyszeć, jak się tak do mnie zwracasz – odparła wesoło.
– Wiem. Czuję dokładnie to samo, kiedy ty zwracasz się do
mnie po imieniu – powiedział patrząc na nią z uczuciem.
Hermiona zawstydzona spuściła wzrok i zaczęła bawić się
źdźbłem trawy.
– No więc... Nie wymiguj się i opowiedz mi, co u ciebie...
Jak twoja rodzina zareagowała na fakt, że byłeś z nami w ministerstwie? –
zapytała z napięciem.
Malfoy wzruszył ramionami i podniósł głowę do góry. Zaczął
niby od niechcenia wpatrywać się w czyste, błękitne niebo.
– Nie wiem, okaże się jak wrócę do domu – odpowiedział
obojętnie. – Na pewno są wściekli... Mój ojciec trafił do Azkabanu i...
– Och, czytałam o tym. Musi ci być przez to ciężko. Naprawdę
mi przykro...
– Hermiono, proszę nie udawaj – przerwał jej z rozbawieniem.
Popatrzył na nią z niedowierzaniem. – Kto jak kto, ale ty z pewnością czujesz
ulgę, dlatego że stary drań, który próbował zabić ciebie i twoich przyjaciół,
dostał wreszcie nauczkę.
– Ależ... Em... Chodzi mi o to, że musisz czuć się okropnie,
a ja... – zaczęła się plątać.
– Nie wysilaj się, żeby mnie pocieszyć. Szczerze mówiąc ja
także poczułem ulgę, że jego misja się nie powiodła. Lepiej będzie jak zostanie
już w tym Azkabanie...
– Jak możesz tak mówić? – zdziwiła się Hermiona. – Bądź co
bądź to twój ojciec. Przecież na pewno żywisz względem niego jakieś przyjazne
uczucia.
– Pewnie cię nie zaskoczę, ale nie miałem z nim nigdy zbyt
dobrych kontaktów. W naszej arystokrackiej rodzinie zawsze najbardziej skupiono
się na pieniądzach i pozycji, więc nie mam z tym człowiekiem jakiś miłych
wspomnień. Od dziecka trenował mnie na silnego czarodzieja, tak przynajmniej
myślałem jak byłem młody. Dopiero później powiedziano mi, że jak Czarny Pan
powróci, będę gotowy, by mu służyć. – mówił lekkim tonem, jakby rozmawiali o
pogodzie. Ona jednak dobrze wiedziała, jak ciężki musi być dla niego ten temat.
– Oczywiście jestem mu wdzięczny za to, że od zawsze żyliśmy w dostatku, ale
przez to jak mnie traktowano, nie przejąłem się zbytnio jego losem... Nie
obchodzi mnie już nawet, co mówią ludzie.
Gryfonka sięgnęła po jego rękę i mocno ją uścisnęła. Nie za
bardzo wiedziała, co ma mu powiedzieć. Powinien kochać swojego ojca, skoro on
okazał się takim zwyrodnialcem? Ich rodzinne relacje były tak skomplikowane i
niezdrowe, że Hermionie zrobiło się jeszcze bardziej żal Dracona. Od zawsze był
zdany na siebie i jak widać nie zaznał w życiu rodzinnego ciepła.
– Zachowuj się tak, jak podpowiada ci serce, Draco. Za rok
będziesz już pełnoletni i będziesz mógł zostawić za sobą wszystko i wszystkich,
którzy sprawiali ci ból.
– Gdyby to było takie łatwe... – mruknął pod nosem.
– Pomogę ci. Będę przy tobie trwać i wszystko będzie dobrze.
Razem damy radę – zapewniła go gorliwie.
Chłopak spojrzał na nią tak smutnym i udręczonym wzrokiem, że
przeszły ją dreszcze.
– O co chodzi, Draco? Czy coś się stało? – spytała szeptem.
– Ja po prostu nie wiem, co wydarzy się, gdy wrócę do domu.
Nie wiem, czy po wakacjach będę tą samą osobą... – odparł równie cicho.
– Och, Draco... – jęknęła. W jej gardle powstała ogromna
gula, która utrudniała jej mówienie. Łzy zapiekły ją w oczach. – Pamiętasz, że
obiecałeś mi, że powiesz mi, gdy nadejdzie ten moment? Ten moment, w którym
będziesz musiał służyć...
– Pamiętam – urwał szybko. Popatrzył na nią ze smutkiem i
uśmiechnął się sztucznie. – Nie martw się na zapas, Hermiono. Mamy jeszcze
czas...
– Błagam cię, nigdy się ode mnie nie odwracaj. Nawet kiedy
będziesz już mu służył. Jakoś ci pomogę... Razem poradzimy sobie z każdym
problemem...
– Wiem, wiem. Przestań już o tym mówić, bo nie chcę patrzeć
jak płaczesz – odpowiedział z lekkim rozbawieniem.
Wyciągnął rękę i pogłaskał ją po głowie. Gryfonka poczuła
się jak małe dziecko, ale postarała się uspokoić.
– W takim razie... Co z nami będzie na wakacjach? W piątek wyjeżdżamy do domu. Czy we wrześniu
między nami będzie, tak jak teraz?
– Wiem tylko, że moje uczucia względem ciebie się nie
zmienią. Przestań tak dużo myśleć o tym, co będzie później – powiedział łagodnie.
– Spróbuję się jakoś z tobą skontaktować podczas wakacji, więc przestań się
martwić.
– Obiecujesz? – było jej głupio, że jest taka nieufna, ale
wolała mieć pewność. Dostrzegła niepewność w słowach blondyna i zaczynała się
bać, że ich związek może się w każdej chwili skończyć.
– Obiecuję – Jego głos był pewny i zdecydowany. – A teraz
musimy już chyba wracać, nim zauważą naszą nieobecność – dodał marszcząc czoło.
– Nie wiem, czy będziemy mieć jeszcze okazję, żeby się
zobaczyć...
Draco podniósł się z ziemi i pomógł jej wstać. Zaczęli iść w
stronę drzwi. Wyglądało to trochę śmiesznie – przejście w środku kwiecistej
polany.
– Przecież możemy widzieć się codziennie. Na korytarzach, na
lekcjach, podczas posiłków – zaczął wymieniać z łobuzerskim uśmiechem.
– Nie o to mi chodziło. Wiesz o tym dobrze...
– Będę wstawał z łóżka, żeby tylko ciebie zobaczyć,
Hermiono. Teraz gdy wróciłaś powróciły mi chęci do życia – wyznał nagle.
Dziewczyna spojrzała na niego zarumieniona. Ogarnęło ją
uczucie tęsknoty. Jeszcze się z nim nie rozstała, a już zaczynała za nim
tęsknić i czuła się pusta w środku. To było takie niesprawiedliwe; nie mogli
zwyczajnie pokazać się światu, porozmawiać bez gapiów, a nawet przejść się na
spacer...
– Do zobaczenia, Draco.
Ostatni raz ogarnęła jego uśmiechniętą twarz wzrokiem i
zaczęła odwracać się do drzwi.
– Hermiono, jeszcze jedno.
Zwróciła głowę w jego stronę i zamarła, kiedy zobaczyła, że
ich twarze dzielą jedynie milimetry. Chłopak zbliżył się do niej zupełnie bezszelestnie.
Był tak blisko, że mogła policzyć plamki w jego szarych oczach i poczuć jego
oddech na policzku.
Powoli przybliżył się do niej jeszcze bardziej, aż w końcu
ich usta złączy się w jedno. Z początku całowali się delikatnie i czule, potem
Draco zaczął pogłębiać pocałunek, aż zawładnął nimi ogień. Hermiona czuła całą
pasję i namiętność, pozytywne i negatywne uczucia – w tym geście mieściły się wszystkie
skrywane emocje i co najważniejsze ich miłość. Całowali się jakby miał to być
ich ostatni raz – bez opamiętania, z tęsknotą, łaknąc siebie jeszcze bardziej.
Gdy oderwali się wreszcie od siebie, obydwoje ciężko
dyszeli. Twarz chłopaka wydawała się być jakoś jaśniejsza i Hermiona wiedziała
dlaczego: czuł się tak samo szczęśliwy jak ona.
– Dobranoc – powiedział miękko, po czym dziewczyna odwróciła
się i wyszła z mocno bijącym sercem.
*
Nadszedł ostatni wieczór przed końcem roku szkolnego. Większość
uczniów skończyła już pakowanie kufrów i schodziła na dół, na pożegnalną ucztę.
Wielka Sala jak co roku została przyozdobiona kolorami
czterech domów, a z sufitu zwisały srebrne
wstęgi idealnie komponujące się z gwieździstym sklepieniem. Uczniowie rozmawiali
między sobą wesoło, zajadając przepyszne desery i ciesząc się ostatnią nocą w
magicznym zamku.
Hermiona i Ginny siedziały już przy stole Gryffindoru i
czekały na Rona, który miał przyjść z Harrym. Stoły uginały się od przeróżnych
potraw i smakołyków. Skrzaty w tym roku przeszły same siebie i Granger była
naprawdę dumna z tych małych, pracowitych istot.
– Harry powiedział, że musi spytać o coś Bezgłowego Nicka –
powiedział Ron, siadając obok nich. – Konam z głodu... Ooch, czy to mój
ulubiony sorbet cytrynowy? I w dodatku szarlotka...
Rudzielec z łakomym uśmiechem zaczął nakładać sobie na
talerz kilka porcji, a dziewczyny patrzyły na niego z rozbawieniem i
niesmakiem.
– Po prostu zostawiłeś swojego przyjaciela i przyszedłeś
tutaj się najeść? – zapytała ze znudzeniem Ginny, popijając sok dyniowy.
– Powiedział, że ma jakąś sprawę do Nicka, więc go
zostawiłem... Dajcie chłopakowi trochę wytchnienia.
Jego siostra tylko głośno prychnęła i zaczęła rozmawiać z
Hermioną na temat wakacji. Dziewczyna nie miała żadnych konkretnych planów i
obiecała jej, że odwiedzi ją w Norze. Później do ich stołu przysiedli się
członkowie GD – Ernie Macmillan, Hanna Abbott, Susan Bones, Justyn Finch,
Anthony Goldstein i Terry Boot. Wszyscy wesoło wspominali wydarzenia z roku
szkolnego, mówili ile zawdzięczają Harry’emu za to, że nauczył ich walczyć i
wybiegali z planami na przyszłość. Hermiona uczestniczyła z chęcią w rozmowie i
czuła, że wszystko skończyło się w miarę dobrze. Siedzieli tu cali i zdrowi,
otoczeni życzliwymi ludźmi. Brakowało jej tylko towarzystwa Pottera, ale jak
widać nie był jeszcze gotowy, żeby od razu wyjść do ludzi. Od czasu do czasu
zerkała w stronę stołu Ślizgonów i cieszyła się w duchu widząc Malfoya
rozmawiającego z Zabinim. Wyglądał teraz tak zwyczajnie i beztrosko, jak inni
uczniowie.
Pod koniec uczty,
Dumbledore miał ogłosić kto wygrał konkurencję między domami. Hermiona
wymieniła sceptyczne spojrzenia z resztą przyjaciół. Dzięki Umbridge,
Gryffindor jak na razie miał same ujemne punkty, a nad wszystkimi górował
Slytherin.
Niespodziewanie od stołu wstała profesor McGonagall. Głosy
zaczęły powoli milknąć.
– Przed ogłoszeniem wyników, muszę jeszcze sprawiedliwie
przyznać punkty dwóm domom – oznajmiła energicznie. – Uważam więc, że Potter i
jego przyjaciele powinni zarobić po pięćdziesiąt punktów za ostrzeżenie
wszystkich o powrocie Sami–Wiecie– Kogo.
Ślizgoni popatrzyli na nią z nienawiścią, a Snape gwałtownie
wyprostował się na swoim miejscu.
– Więc po pięćdziesiąt punktów dla Pottera, obojga
Weasleyów, Longbottoma i panny Granger. Aha... I pięćdziesiąt dla panny Lovegood
– powiedziała nie kryjąc zadowolenia. – A teraz oddaje głos dyrektorowi.
– W takim razie, chyba każdy się zgodzi, że Gryffindor
wygrał Puchar Domów... – rzekł profesor Dumbledore z dobrodusznym uśmiechem.
Gryfoni nie posiadając się ze szczęścia zaczęli gromko bić
brawo, a Hermiona, Ginny i Ron roześmiali się w głos. Skończyło się na tym, że
Ślizgoni odpowiedzieli za swoje nieuczciwe traktowanie reszty uczniów, podczas
rządów Umbridge.
Następnego dnia wylewnym pożegnaniom nie było końca. Uczniowie
biegali po całym peronie, ściskali się z przyjaciółmi, a niektórzy nawet
płakali. Hagridowi udało się zamienić słowo z Harrym, nim inni rzucili się na
niego, by uścisnąć mu dłoń na koniec. Inni pozdrawiali go głośno lub machali rękami,
najwyraźniej pragnąc pokazać, że i oni, podobnie jak ,, Prorok Codzienny”,
uznają go za bohatera. Harry do nikogo się nie odzywał. Nie miał pojęcia, ile
wiedzą z tego, co się wydarzyło, ale jak dotąd udawało mu się uniknąć pytań i
wolał, by tak pozostało.
Od niechcianego tłumu
wybawili go jednak Ginny i Ron, którzy pojawili się nagle znikąd. Z szerokim
uśmiechem na twarzy oznajmili, że Hermiona z Neville’em poszli zająć im
przedział. Harry poczuł ulgę wiedząc, że ma przy sobie same zaufane osoby. Pod
tym względem był szczęściarzem – posiadał najlepszych przyjaciół pod słońcem i
nawet jeśli był nieznośny, smutny i cały czas milczał, oni wciąż przy nim byli.
Hermiona wiele razy mówiła, że może z nią porozmawiać o
Syriuszu, Ron zawsze sykał, gdy wymieniała jego imię, ale Harry nie był jeszcze
gotów, aby o tym mówić. Zależało to od jego nastroju, który cały czas się
zmieniał. Wiedział tylko jedno: choć teraz czuł się tak nieszczęśliwy, na pewno
będzie brakowało mu Hogwartu, kiedy znowu znajdzie się na Privet Drive.
– Zobacz na tyłach, Neville – powiedziała Hermiona zmęczonym
głosem. – Niemożliwe, że wszystkie przedziały są już pozajmowane. Patrz ile
ludzi jest jeszcze na dworcu...
– Dobra, może znajdę też gdzieś Lunę – zgodził się chłopak i
zaczął wycofywać się do tyłu ze swoim kufrem i przytwierdzoną do niego dziwną roślinką.
Gryfonka ruszyła do przodu, mijając po drodze wiele osób,
które pozdrawiały ją wesoło. Czerwona lokomotywa miał ruszyć lada chwila, a oni
jeszcze nie znaleźli miejsca. Miała właśnie wejść do jednego przedziału, gdy
zobaczyła nagle w przejściu Dracona razem z Blaisem. Sama nie wiedziała, czemu
stanęła w miejscu, musiało to wyglądać pewnie bardzo głupio i zaczęła wpatrywać
się w Malfoya.
Zabini zwyczajnie ją minął, zaszczycając ją jednak
przyjaznym spojrzeniem. Za to Draco zatrzymał się na moment i popatrzył na nią
tęsknym wzrokiem.
– Widzimy się na wakacjach, Hermiono – powiedział cichym,
aksamitnym głosem. Nie zważając na gapiów, ujął
jej dłoń i posłał jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
Wpatrywała się w niego z intensywnością, starając się
zapamiętać każdy szczegół jego twarzy. Blond włosy odrobinę opadały mu na
czoło, szare oczy patrzyły na nią z taką samą przenikliwością, a delikatne usta
rozciągały się w uśmiechu. Pod jego białą koszulą z kołnierzykiem wyraźnie rysowały
się mięśnie.
– Draco, pamiętaj, że ludzie tak szybko się nie zmieniają.
Nie bój się, zawsze pozostaniesz sobą. Odważnym człowiekiem z honorem... –
wyszeptała, pamiętając to, co powiedział jej dwa dni temu w Pokoju Życzeń.
Malfoy uniósł brwi do góry i krótko się zaśmiał. Popatrzył
jej ostatni raz w oczy, po czym odszedł.
Z twarzy Hermiony momentalnie zniknął uśmiech, wpadła szybko
do pustego przedziału i zamknęła się w nim. Z jej oczu poleciały słone łzy. Tak
bardzo nie chciała się z nim rozstawać i tak bardzo martwiła się o to, co go
czeka w Malfoy Manor. Gdyby tylko mogła, wzięłaby go za rękę i uciekła daleko
stąd...
Patrząc na wszystko z perspektywy czasu ten rok szkolny
okazał się być najcięższym, ale też najszczęśliwszym czasem w jej życiu. Jej
wróg zmienił się w przyjaciela, zrozumiała dokładniej definicję przyjaźni i
zyskała więcej odwagi.
Kto by pomyślał we wrześniu, że pokocha Dracona Malfoya,
którego tak bardzo nie znosiła? Była gotowa zrobić dla niego niemal wszystko –
gdyby ktoś powiedziałby jej to na początku roku, odesłałaby taką osobę do
dobrego szpitala, najlepiej dla obłąkanych. Czas niósł ze sobą wiele
niespodzianek i chwil naznaczonych cierpieniem, zarówno jak i radością. Hermiona
nie mogła się już doczekać, co wydarzy się na wakacjach i jak skończy się jej
przygoda z jasnowłosym chłopcem...
________________
Witajcie, kochani!
Od dawna niczego nie dodawałam i mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj zagląda...Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział, ale już biorę się w garść. Zresztą nie zamierzam dodać zbyt wielu notek, więc kolejne powinny pojawić się w miarę szybko.
Rozdział pisałam w wielu odstępach czasowych i starałam się śpieszyć, więc wybaczcie mi błędy, brak przecinków, nielogiczne zdania itd. Ostatnio trochę brakowało mi słów w niektórych miejscach.
Komentujcie, piszcie śmiało co myślicie i w ogóle! Każdy komentarz jest dla mnie na miarę złota...Zostawiajcie linki do Waszych blogów, teraz mam dużo wolnego czasu i chętnie poczytam co nieco.
Nawet nie wiecie, jak bardzo się za Wami stęskniłam! :D
Życzę udanych wakacji i do następnego,
Nela.
Awww. Piękny rozdział! Ostatnie zdanie bardzo mnie zaciekawiło. Zrobiło się tajemniczo. Czemu mam wrażenie, że ich znajomość źle się skończy? Fajnie się czytało o przyjaźni naszej czwórki.
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg! Co wydarzy się na wakacjach?
<3
Anette, jak miło, że nadal pamiętasz o tym blogu. Bardzo dziękuję za komentarz. :) Już wymyśliłam zakończenie historii Dracona i Hermiony, mam wrażenie, że Ci się spodoba, więc spokojnie.
UsuńPozdrawiam!:*
N.
Świetny!!!! W końcu dodałaś rozdział :D A teraz uprzedzam, że jeśli szybko nie oddasz rozdziału (masz czas max do miesiąca) to znajdę Cię i mocno Tobą potrząsnę :D
OdpowiedzUsuńdodasz* xd
UsuńO rany, dziękuję za taką silną motywację! :D
UsuńDzięki Tobie już dziś wezmę się za nowy rozdział. Mam nadzieję, że jeszcze trochę poczekasz...:) Naprawdę jestem Ci wdzięczna za to, że zostawiłaś po sobie ślad. <3
Nareszcie dodałaś rozdział! Bałam się, że zrezygnujesz z pisania tego ff. Rozdział bardzo mi się podoba, jest taki tajemniczy. Czekam na następne i życzę weny :*
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz! :D
UsuńPostanowiłam doprowadzić do końca tego bloga, mimo przerw czasowych.
Dziękuję za wytrwałość w czekaniu. :D
Pozdrawiam,
Nela.
Nowy rozdział!! Taak *-*
OdpowiedzUsuńBardzooo się ucieszyłam widząc, że jest nowy rozdział, ale tytuł bardzo mnie zasmucił: pożegnania? Nie ja nie chcę pożegnań! >.<
UsuńJa nie chcę końca tego bloga...Ale wracając do treści to chyba mój ulubiony rozdział! <3 Cudowny, brak mi słów. Od początku trzymał w napięciu, czekałam głównie na spotkanie Dracona i Hermi, ale po drodze wydarzyło się też dużo ciekawych rzeczy. Wrócił Dumbledore i wszystkich przeprosił za to że odszedł i w ogóle to całe zamieszanie przez powrót Voldemorta! Aż sama miałam dreszcze, brr...Biedny Draco, znowu zamknął się w dormitorium? Ten liścik mnie przeraził, serio...Narcyza jest okropna, jak mogła mu kazać zerwać relacje z Granger i nawet nie posłuchała jego wersji wydarzeń? Ale czego by się tu po niej spodziewać. Jak Draco wyjdzie z tej sytuacji? :O Przecież nie może porzucić Hermiony, tak bardzo ją kocha. :( Blaiseee <3 Mój drugi ulubiony chłopak. Podobała mi się ich przyjacielska rozmowa w dormitorium. Taka poważna i szczera, a na koniec zrobiło się trochę luźniej.
Ron też martwił się o Harryego i bardzo spodobała mi sie jego postawa, podobnie jak Ginny. Byli przy złamanym Harrym i próbowali mu jakoś pomóc. Biedny chłopak, tyle osób już go opuściło. Serio został sam na świecie, nie licząc tych przyjaciół. Wzruszył mnie fragment, kiedy Hermiona mówiła mu o tym, że może na nich liczyć. Z jej powrotem chyba wszystko zaczęło powoli wracać do normy. Jej też mi było żal po tym co przeszła. To pływanie w zbiorniku, opętanie, poparzenie i w ogóle masakra. To takie słodkie jak Draco się o nią tak martwił i od razu ją przytulił gdy się zobaczyli. Polana, ich dwoje i słońce...Kocham <3 Cieszę się że sobie szczerze pogadali, ale Draco nie powiedział jej o tym liściku od matki. Te postacie są tak żywe w mojej głowie, że cały czas widzę ich przed sobą na tej polanie...I Malfoy wreszcie zaczął się do niej zwracać po imieniu. Ich miłość jest bardzo piękna i głęboka...Żeby Draco naprawdę skontaktował się z nią na wakacjach, bo nie wiem co zrobię jak do tego nie dojdzie. Ten rozdział był jakiś taki smutny, czego się spodziewać po tych wydarzeniach w ministerstwie, ale mam złe przeczucie, że ten ich pocałunek był ostatni. Nie! Nie! Niemożliwe. Co ja plecę, ich czeka szczęśliwy koniec <3
Zaraz chyba wrócę i znowu przeczytam ich rozmowę: naj fragment! :D
Też się za tb stęskniłam Nela i wracaj szybko z nowym rozdzialkiem :*
Jaki długi komentarz, dziękuję! ;)
UsuńZawsze muszą nadejść te smutne pożegnania, ale spokojnie, to na razie tylko koniec roku. :D
Reakcja Narcyzy na wieść o ,,zdradzie" swojego syna, była do przewidzenia. :(
Cieszę się, że zwróciłaś uwagę także na inne postaci. Starałam się ukazać rozpacz Harry'ego, ale w większej mierze skupiłam się na Hermionie i Draconie.
Spokojnie, Malfoy na pewno dotrzym słowa i spotka się z Gryfonką. Co do końca...Poczekamy, zobaczymy.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!:*
Pamiętam jak zaczynaliście swoją przygodę z tym opowiadaniem. Ja po drodze rzuciłam bloga, a wy nadal dzielnie trwaliście. Podziwiam, że mieliście czas i motywacje, by to skończyć bez większych przerw. Jak zwykle wszystko przemyślane - od adresu bloga po historię.
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny,
http://precious-fondness.blogspot.com/ ---> może pamiętasz ten adres, ale nicku na pewno nie kojarzysz, bo po powrocie go zmieniłam. Wcześniej miałam Arisuyo albo Precious Fondness. Różne to miałam pomysły :P
Dziękuję za miłe słowa. Oczywiście, że pamiętam Twoją historię i bardzo dobry styl, jakim została napisana. To wspaniałe uczucie widząc, że wróciłaś z powrotem. Odświeżyłam sobie trochę pamięć, czytając niektóre fragmenty opowiadania i powróciły do mnie wspomnienia.. Ach <3
UsuńWkrótce z pewnością skomentuję Twój rozdział, a i nie ma potrzeby zwracania się w liczbie mnogiej - to zawsze ja pisałam rozdziały, a Jasper od czasu do czasu sprawował techniczną pieczę nad wszystkim. ;)
Pozdrawiam cieplutko,
Nela.
Aaa! Zawał, lecę czytać.
OdpowiedzUsuńJuż koniec roku szkolnego? Ale szkoda ;( Chociaż nie mogę się już doczekać, jaki wymyśliłaś koniec. Uwielbiam tego bloga!!
UsuńBardzo się cieszę. Dziękuję za poświęcony czas! <3
UsuńTwój rozdział bardzo umilił mi ranek. Bardzo przemyślany i momentami nostalgiczny. Rozmowy Draco i Hermiony były bardzo naturalne, jak cała ich relacja.
OdpowiedzUsuńŻyczę udanych wakacji i dużo weny. :*
Lily.
Tzn.tylko była tylko jedna rozmowa między bohaterami, ale wiesz o co mi chodzi :D
UsuńObawiałam się jak wyszła mi właśnie rozmowa naszej dwójki..:D. Jak zawsze, dziękuję za komentarz i za to, że zawsze czytasz, Lily.
UsuńJejciuu jaki cudowny rozdział. Ależ się za stęskniłam za tym opowiadaniem! <3 Zrobiło się trochę dramatycznie. Co będzie dalej?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Też się za Wami stęskniłam, dziękuję za miłe słowa...Nie musisz obawiać się zakończenia. Myślę, że będziecie się czuć usatysfakcjonowani.
UsuńPozdrawiam!
N.
Jaki kochany rozdział! Sceny między Draco i Blaisem albo Harrym, Ronem i Ginny lub ogólnie dramione---- biję brawo! Taki delikatny, czuły i trochę podłamany Draco...Szkoda mi tej naszej parki. :( Musisz szybko coś napisać zanim uschnę tutaj :D
OdpowiedzUsuńCzekam na szybkiego nexta i całuję!
Już zabieram się za pisanie. Bardzo poprawiłaś mi humor tym komentarzem.
UsuńTakże całuję i do następnego! :*
Nelaa.
Przepraszam, że dopiero teraz dodaję ten komentarz, ale dużo czasu zajęło mi przeczytanie rozdziału w podróży.
UsuńJest trochę błędów, ale wyłapiesz je po ponownym przeczytaniu. Będę się streszczała, gdyż nie wiem ile jeszcze będę miała internet (:
Dobrze przedstawiłaś sytuację w Hogwarcie. Rozdarcie uczniów i ich strach przed Czarnym Panem. Dumbledore na szczęście powrócił i chyba trochę poprawił humory swych wychowanków. Świetnie, że odeszła Umbridge, nienawidziłam jej, ale chyba nie stanowię wyjątku. Gryffindorowi należał się puchar i cieszę się, że Ślizgonom zrzedły miny.
To słodkie jak Draco martwił się o Hermionę i że był gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie misji, żeby zostawiono Granger w spokoju. Podobnie jak Ślizgon czułam dreszcze czytając liścik od jego matki, kto by tutaj nie zaczął się nagle bać? :o
Nie wiem jak, ale musi jakoś wyjść z tej sytuacji, tak żeby Hermiona na tym nie ucierpiała. Fragmenty o przyjaźni Harry'ego z resztą też były potrzebne w tym rozdziale i jak widać wyszły Ci całkiem, całkiem.
Życzę Ci błogiego wypoczynku i powodzenia w dalszym pisaniu.
Lexa
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na tyle rzeczy.
UsuńUdanej podróży ;)
N.
Rozdział cudowny, nie mogę sie doczekać kolejnego. Mam nadzieje ze Draco nie wróci do domu, ale zobaczymy co napiszesz. 😀
OdpowiedzUsuńOjeju, dziękuję za poświęcony czas. Jestem bardzo zadowolona, że podobał Ci się rozdział. :D
UsuńZobaczymy co też ten Draco postanowi...
Pozdrawiam!;)
N.
Nelu, co tu dużo pisać... Rozdział jak zwykle świetny. Czekam na następny i przede wszystkim »weny« życzę ;-)
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa, naprawdę dają mi niezłą dawkę weny i motywację. Bardzo się ucieszyłam widząc Twój komentarz...
Usuń<3
Super rozdział! Gdzieś tam w środku myślałam, ze Hermiona weźmie Draco do siebie, ale to też niebezpieczeństwo dla jej rodziny i tak dalej. Kocham twoje opowiadanie! Czekam na kolejną część i pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDziękuję! <3
UsuńHm, Draco musiał stawić czoła rodzinie, ale wymyśliłam coś na te wakacje i mam nadzieję, że spodoba się Wam mój pomysł. :D
Twoje słowa bardzo podniosły mnie na duchu. ;)
Pozdrawiam,
N.
Mogłoby się wydawać, że stąd zniknęłam, ale nie! Musisz wiedzieć, że zawsze czytam Twoje rozdziały i to krótko po tym jak je publikujesz. Ten tak samo, przeczytałam tego samo dnia, kiedy go wrzuciłaś. Pamiętam, że to był dla mnie bardzo dobry dzień, a gdy zobaczyłam, że wstawiłaś rozdział, stał się jeszcze lepszy. ;)
OdpowiedzUsuńWiem, że dawno nie komentowałam, za co przepraszam.. Zostawiałam to na później, które jakoś nie następowało, a wiem ile znaczy dla Ciebie ślad pozostawiony pod rozdziałem. Tak więc powróciłam, by go zostawić. Może wybrałam trochę dziwną porę, ale przecież każda jest dobra, żeby napisać komentarz. :p
Co do rozdziału "Pożegnania".. Chyba nikt ich nie lubi. Są takie smutne i przygnębiające, zwłaszcza kiedy musisz opuścić magiczny świat szybciej, niż było to planowane, prawda? Jednak w tym rozdziale znalazła się też radość, spowodowana oczywiście powrotem Hermiony. Cieszę się, że jest cała i zdrowa. Martwi mnie jednak los Draco i to co go czeka po powrocie do domu. Musi dać sobie radę, dla Granger..
Jak zawsze czekam na kolejną notkę i obiecuję przy niej zostawić komentarz najszybciej jak będę mogła. :D
Pozdrawiam Cię gorąco i życzę weny <3
~Obliviate
Bardzo dawno mnie tu nie było, aż wstyd się pokazywać. :< Ale czas się podnieść i dalej komentować! Więc... Nie popiszę się za bardzo, jeśli powiem, że ten rozdział bardzo mi się podobał, ale to nic dziwnego — całe opowiadanie wręcz uwielbiam, a każdy kolejny rozdział pochłaniam z coraz to większym zapałem. Jest mi strasznie smutno z tą myślą, że nieuchronnie zbliżamy się do końca, ale nie ukrywajmy, wszystko się kończy, te najlepsze opowiadania też. Nawet zakręciła mi się łezka w oku! Swoje opowiadania zaczęłyśmy praktycznie w tym samym czasie. Mam nadzieję, że wrócisz szybko z kolejnym opowiadaniem, bo do Twojej twórczości mam ogromny sentyment i bardzo chętnie czytam wszystkie Twoje teksty.
OdpowiedzUsuńTen rozdział, mimo że nie działo się w nim wyjątkowo wiele, był naprawdę piękny. Ten niepewny czas po wydarzeniach akcji z ministerstwa: fajnie to opisałaś, te głośne pytania uczniów co, kto i jak, ich ciekawość jak to wszystko wyglądało i ten szok, że Voldemort naprawdę wrócił. Dalsza scena to scena, w której Draco czyta list od matki — list, przez który aż zrobiło mi się zimno. Nie spodziewałam się, że Narcyza może tak myśleć, ale to w sumie dobra opcja, odejście od pewnych schematów. Obawiam się tego, co czeka Draco po powrocie do domu i na samą myśl o tym mam ciarki. :< Boję się, że gdy spotkają się po dwóch miesiącach, wszystko między nimi będzie wyglądało zupełnie inaczej.
Naprawdę bardzo się cieszę, że opisujesz, oprócz tych relacji Hermiona-Draco, też relacje Hermiony z przyjaciółmi. Teraz jest to, można by powiedzieć, rzadkość, spotkać takie opowiadania. Podoba mi się jak opisałaś zachowanie Harry'ego; zachowuje się tak, jak osoba, która przeżyła śmierć bliskiej osoby. Ostatnia scena z nimi najbardziej mi się podoba i najbardziej ujmuje za serce, więc muszę Ci tej sceny naprawdę pogratulować. Tak jak napisałam też ostatnio, podobają mi się dialogi, to, jak kierujesz rozmowy bohaterów. Robisz to bardzo naturalnie, czego Ci nawet zazdroszczę, bo mi dialogi przychodzą z ogromnym trudem. Cóż jeszcze... Chyba najważniejsza ze scen tego rozdziału — spotkanie Draco i Hermiony po wydarzeniach z ministerstwa. Czekałam na tą scenę przez cały rozdział i w końcu jest! Oczywiście nie zawiodłam się, wszystko opisałaś naprawdę pięknie. Sama nie wiem co o tym napisać, ale tak chyba już jest, że tych najlepszych rzeczy nie da się opisać słowami, więc musisz mi po prostu uwierzyć na słowo, że bardzo mi się podobało. Przede wszystkim w ich dialogach, tych małych czynach, czuć... hm, miłość? Tak, to chyba o to mi chodzi. To spotkanie było dla nich takie ważne, bo chyba oboje czują, że po powrocie na kolejny rok nauki coś się zmieni. Scena pożegnania bardzo wzruszająca, jednak nie jest to specjalnie dziwne — pożegnania zwykle są smutne, wyciskające łzy.
No dobrze, chyba kończę mój komentarz, jutro nad ranem czeka mnie praca, więc nie mogę się tak bardzo rozpisywać. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, mam nadzieję, że wkrótce się pojawi!
M.