środa, 13 lipca 2016

Pożegnania ~ rozdział 31

Wraz z pojawieniem się porannych egzemplarzy Proroka Codziennego w zamku zapanował prawdziwy harmider. Nauczyciele z bladymi twarzami starali się uciszyć rozemocjonowany gwar, ale mało kto przejmował sobie nimi głowę. Wielka Sala rozbrzmiała tysiącami przerażonych i zdezorientowanych głosów. Uczniowie reagowali różnie na najnowsze wydarzenia. Niektórzy biegali wkoło, przekrzykując się i piszcząc przy tym ze strachu. Reszta natomiast trwała w ponurym milczeniu i udręczonym wzrokiem wpatrywała się w nagłówki gazet, które obwieściły coś strasznego, dogłębnie przejmującego i niespodziewanego.
 POWRÓT SAMI —WIECIE— KOGO
ZDEGRADOWANIE KORNELIUSZA KNOTA
CHAOS I ZNISZCZENIE W MINISTERSTWIE MAGII
POJMANIE LUCJUSZA MALFOYA
Wszystko to, co w ostatnim czasie tak uparcie powtarzał Harry Potter, okazało się być prawdą. W dodatku tak wstrząsającą, że prawie niemożliwą. Ludzie mieli wątpliwości, obawiali się, że siły ciemności czyhają gdzieś  na nich w magicznym świecie, ale mimo tego bezustannie byli wpatrzeni w Korneliusza Knota, który twierdził, iż Voldemort już nie istnieje. Wmawianie sobie jednak tego kłamstwa by poczuć się bezpiecznie, chociaż tyle spraw wskazywało na co innego, niczego nie zmieniło. Najstraszniejszy i najokrutniejszy czarodziej powrócił i stało się to niezbitym faktem. Ta wiadomość uderzyła w niektórych jak grom z jasnego nieba. Pewne było, że nastały niebezpieczne, mroczne czasy.
Z początku nikt nie zauważył, że w progu drzwi stanęła pewna wysoka postać w bladoniebieskich szatach. Trwała przez kilka chwil w bezruchu i tylko lustrowała wzrokiem całą Wielką Salę. 
— Patrzcie! — krzyknął nagle jakiś głos.— To profesor Dumbledore!
To hasło zostało powtórzone dalej i dalej. Krzyki, szepty i rozmowy zaczęły stopniowo milknąć, a po chwili już wszyscy wpatrywali się w prawowitego dyrektora szkoły z mieszaniną ulgi i rozpaczy. Profesor Flitwick uniósł oczy do nieba i na jego ustach zamajaczył uśmiech. Severus Snape zachował kamienną twarz, lecz zdawał się nieco rozluźnić.
 Nowo przybyły z poważnym wyrazem twarzy przeszedł przez salę i zatrzymał się przy mównicy, przy której zwykł przemawiać.
— Przykro mi, że dopiero teraz mogłem do was wrócić, moi mili…— rzekł z wyraźnym trudem. Wyglądał na bardzo wyczerpanego, jego twarz biła bladością, a ręce prawie niedostrzegalnie drżały. — W związku z nagłym przejęciem szkoły przez Ministerstwo Magii, byłem zmuszony na pewien czas odejść ze swojego stanowiska. Z tego powodu na pewno większość z was poczuła się zdradzona i opuszczona. Bardzo was za to przepraszam. Nigdy nie zamierzałem na zawsze porzucić Hogwartu.
Dumbledore spojrzał na swoich wychowanków z pokorą, smutkiem i pewnym zdecydowaniem. Zatrzymał wzrok na Snape’ie i obydwaj przez chwilę mierzyli się wzrokiem.
— Od dnia dzisiejszego powracam na swoje stanowisko.  Pewnie wielu z was zastanawia się teraz, co będzie z profesor Umbridge? Jeśli o to chodzi nie musicie się martwić, złożyła już bowiem rezygnację…Widzę, że już wszyscy wiecie, że Lord Voldemort poprzedniej nocy wraz ze swoimi poplecznikami pojawił się w ministerstwie. Wiele osób na tym ucierpiało… Jak wiecie zmarł Syriusz Black, który mimo plotek, walczył po dobrej stronie — głos dyrektora niósł się echem po pomieszczeniu.
Uczniowie zaczęli nagle między sobą szeptać i patrzeć na siebie z powątpiewaniem czy zaskoczeniem.
— Paru waszych kolegów i koleżanek również było obecnych w miejscu zdarzenia i prosiłbym, aby na razie zostawić ich w spokoju. Zrozumcie jak wiele przeszli…
Teraz w sali dało się słyszeć na powrót głośne rozmowy i przekrzykiwania pełne zdumienia i strachu.
— Kto tam był?!
— Czy coś się im stało?!
— Skąd się tam wzięli?!
— Czy GO widzieli?
— Proszę o cieszę!  W takiej chwili należy zachować spokój i zimną krew. Niektórzy z was są już prawie dorośli i w pełni rozumieją powagę, tego co się wydarzyło. Dlatego oczekuję, że wasza postawa okaże się adekwatna do sytuacji…W nocy odbyło się posiedzenie i jest wiele głosów, by wcześniej zakończyć rok szkolny z powodu zagrożenia.  Zapewniam was jednakże, że w Hogwarcie nadal możecie czuć się swobodnie i bezpiecznie. Przez kolejne dni ta sprawa będzie omawiana, a was proszę o cierpliwość i jak już wspomniałem spokój. Nie zapominajcie o szkolnych obowiązkach i udajcie się na lekcje…

*
W zamku przez kolejne dni panowało zamieszanie i zdenerwowanie. Wieści o powrocie Voldemorta mocno wstrząsnęły Hogwartem. Zadziwiające jednak w tym wszystkim było opanowanie przedstawicieli Domu Węża. Ślizgoni nie przejmowali się tak jak inni — zachowali spokój i obserwowali tylko zachowanie swych rówieśników z wyniosłością. Byli też tacy, którzy szczerze się uśmiechali, twierdząc, iż teraz wszystko zmieni się na lepsze. Rzadkim widokiem był przerażony Ślizgon, lecz i takich w gruncie rzeczy nie brakowało. Podczas gdy w trzech domach z niepewnością dyskutowano o tym, co będzie dalej, tutaj, w Pokoju Wspólnym Slytherinu mówiono o tym samym z fascynacją i niecierpliwością. Wielu ojców uczniów tego domu było śmierciożercami, co stanowiło  wśród nich prawdziwy powód do dumy.  
Adepci Domu Węża siedzieli w gustownych kanapach i szeptali o Harrym Potterze, który wraz z przyjaciółmi był tej pamiętnej nocy w ministerstwie, o Lucjuszu Malfoyu złapanym jako sługa Czarnego Pana i wreszcie o Draconie, który przez parę dni prawie w ogóle nie opuszczał dormitorium. Czy przyczyną jego zamknięcia się w sobie było to, co stało się z jego ojcem? Czy czuł się zhańbiony przez to, że go pojmano? Albo może obawiał się, że gniew Czarnego Pana go dosięgnie przez nieudolność swojego rodziciela? Takie pytania zadawali sobie inni.  Przekonanie o tym, iż Draco Malfoy jest nieustraszonym i silnym czarodziejem, powoli zaczęło słabnąć.  Przecież ta cała sytuacja nie powinna tak załamać rzekomego dręczyciela Hogwartu. Nikt jednak nie wiedział, że ów chłopak także był obecny w ministerstwie, ani tego jakie konsekwencje miało to za sobą pociągnąć.

Tępym wzrokiem wpatrywał się w list, który został mu dostarczony wczorajszego wieczoru. Znał już jego całą treść na pamięć, ale mimo tego za każdym razem, gdy patrzył na te pośpiesznie napisane linijki, czuł skurcz w żołądku.

Nie mogę uwierzyć w to, co usłyszałam od twojej ciotki. Według niej przeszkodziłeś w misji i przez Ciebie ojciec zostanie skazany na Azkaban. Jeżeli prawdą jest to, iż działałeś na korzyść jakiejś brudnej szlamy, radzę Ci się wyzbyć do niej przywiązania przed powrotem do domu, inaczej źle się to dla Was skończy. Osobiście zadbam o to, abyś naprawił to, co zepsułeś. Splamiłeś własne nazwisko.
  Ani ja, ani ON nie będziemy dla Ciebie wyrozumiali.

Obiecuję Ci, że za to odpokutujesz. 

Liścik nie musiał być podpisany, wiedział, że nadawcą była  jego matka. Był na nią wściekły za to, że ingeruje w jego życie prywatne, lecz z drugiej strony, czy aby na pewno sobie na to nie zasłużył? Pragnął tylko ochronić Hermionę, a w rezultacie splamił własne nazwisko i zesłał ojca do Azkabanu? Gdyby nie pojawił się w ministerstwie wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, ale czy oby na pewno? Przecież jedyne co uczynił przeciw Bellatrix, było zabranie opętanej Granger od Pottera. Jeszcze wcześniej pomógł im w gabinecie, kiedy dwaj śmierciożercy chcieli ich zaatakować, ale czy te czyny przesądziły wynik przedsięwzięcia?
 W głębi ducha wiedział, że nie jest winny, ale wbrew swojemu rozsądkowi tak się właśnie czuł. W dodatku własna matka zepchnęła na niego odpowiedzialność, choć rzeczywiście nie zrobił niczego złego. Starał się zachować bezstronność, ale wyszło na to, że opowiedział się po stronie Pottera. Jeszcze na oczach śmierciożerców... Co zamierzał uczynić z nim Czarny Pan i czy naprawdę dowiedział się, że starał się ochronić Granger? 
Draco ukrył, bladą jak papier, twarz w dłoniach. Mógł ponieść konsekwencje i odpokutować za to, że rzekomo zdradził swoją rodzinę. Był gotowy nawet wziąć na siebie winę, tylko po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo Hermionie. Nie miał pojęcia, co jego rodzicielka zamierzała zrobić po tym jak dowiedziała się o ich relacji. Kazała mu porzucić Granger, wyzbyć się uczuć...Tylko to zadanie nie było możliwe, gdyż kasztanowłosa Gryfonka była chyba jedyną osobą, którą szczerze pokochał. Jeśli ją teraz zostawi, to kim stanie się potem? Zdawał sobie jednakże sprawę, że nie ma na tyle sił, by toczyć bój z matką i tym samym z Czarnym Panem. Był przygotowany na to, że będzie mu służył i nie mógł od tego uciec. Musiał podjąć decyzję, chyba najtrudniejszą w jego życiu. 
Nienawidził w tej chwili najbardziej swojego ojca. Za to, że nie dał mu prawa wyboru. Za to, że skazał go na taki podły los. Za to, że musiał wybrać służbę u Pana Zagłady. 
Po tym jak Stephan powiedział mu, że Lucjusz dowiedział się o jego relacjach z Hermonią i kazał mu to w jakiś sposób zakończyć, Draco nawet się cieszył, że aurorzy go złapali...
Nagle drzwi do dormitorium powoli się otworzyły i do środka wszedł Blaise Zabini. 
Malfoy szybko schował list do szafki nocnej stojącej obok łóżka. 
– Jak się czujesz? – zapytał zwyczajnie Ślizgon, mierząc przyjaciela wzrokiem. 
 – Kiepsko...
– I też tak wyglądasz, stary. 
Draco wzruszył jedynie ramionami i położył się na swoim posłaniu.
– Snape kazał ci przekazać, że nie możesz już opuszczać zajęć. Nie wiem, dlaczego zawsze jak coś się dzieje, zamykasz się w tych pieprzonych czterech ścianach. 
Blondyn nie odpowiedział. Blaise przez chwilę krążył po pokoju, po czym usiadł na łóżku, niedaleko niego.
– Słuchaj, może wyjdziesz ze mną się przejść? Wiesz, że w zamku dużo się zmieniło odkąd odeszła Umbridge... i nie wiadomo ile jeszcze potrwa rok szkolny. Nadal trwają rozmowy, a podobno rodzice chcą mieć swoje dzieci przy sobie... Jeżeli o nas chodzi, to chyba obydwaj wolelibyśmy tu zostać, nie? Po tym jak wszyscy wiedzą, że On już powrócił w domach na pewno będzie nam ciężej.
– Nie chcę o tym gadać, Blaise. Naprawdę nie chcę myśleć o tym, co będzie jak wrócę do domu - powiedział, starając się zachować obojętny głos.
Zabini spojrzał na przyjaciela ze współczuciem i położył się obok niego, podkładając ręce pod głowę. Teraz razem beznamiętnym wzrokiem wpatrywali się w baldachim łóżka. 
– Myślisz, że...we wakacje będziesz musiał wstąpić w jego kręgi? To dlatego jesteś taki przybity, Draco? Bo nie sądzę, że aż tak bardzo przejmowałbyś się swoim ojcem. Chyba że chodzi o nią...
– Już wcześniej wiedziałem, że najprawdopodobniej w tym roku zacznę mu służyć, ale nie przypuszczałem, że to wszystko stanie się tak prędko... – przerwał mu blondyn z gorzkim uśmiechem. – Nie uważasz, że zbyt szybko młodość zostanie nam, a raczej mi zabrana?
Chłopak nieco zaskoczony zerknął na swojego rozmówcę: Draco prawie nigdy nie mówił tego typu rzeczy. Jak widać sytuacja była poważna. 
– Chciałbym ci jakoś pomóc, stary. Nie wiem, może mi także każą do niego dołączyć albo sam spróbuję...
– Nie bądź głupi – warknął Malfoy. – Chcesz zostać śmierciożercą? Nie wystarczy ci, że twój ojciec już nim jest? Tak ci się śpieszy, żeby zaprzedać swoją duszę?!
– A co z tobą?! Skoro uważasz, że to jak pakt z diabłem, to czemu sam nie postarasz się od tego wymigać? Może po tym jak twój ojciec zawiódł, Czarny Pan zostawi ciebie w spokoju...
– Dobrze wiesz, że to niemożliwe. Po tym jak mój ojciec zawiódł, to ja będę musiał zastąpić jego miejsce – odpowiedział Ślizgon na powrót udając obojętnego. 
Przez chwilę panowała cisza. Draco wreszcie podniósł się do pozycji siedzącej i wyrzucił ze siebie z wyrzutem:
– I niczym byś mi nie pomógł, gdybyśmy razem przeszli inicjację. Ja od zawsze byłem skazany na taki los, ale ty masz jeszcze trochę czasu i go wykorzystaj. 
– Już myślałem, że ci na mnie nie zależy...
– Zamknij się i spadaj z mojego łóżka – przerwał mu chłopak i nagle zepchnął Zabiniego, tak że wylądował z hukiem na ziemi. 
– Stary... Jeszcze nigdy nie spotkałem takiego bezuczuciowego drania jak ty...–warknął Blaise powoli się podnosząc z grymasem bólu na twarzy. Jego oczy były jednak roześmiane. 
Na ustach Malfoya mimowolnie pojawił się lekki uśmiech, ale po paru sekundach nie było już po nim śladu.
– Czy...No...Słyszałeś kiedy ma wrócić z powrotem?
– Kto? – zapytał mało inteligentnie Zabini, marszcząc czoło.
– Wiesz dobrze o kogo mi chodzi! 
– Podobno dzisiaj... Dzisiaj Granger ma dzisiaj wrócić z Munga... 


*
Ron wspinał się po schodach prowadzących do dormitorium chłopców lekko przy tym utykając na prawą nogę.  Po powrocie z ministerstwa spędził dwie noce w Skrzydle Szpitalnym. Czuł się paskudnie – przez większość czasu głowa pękła mu z bólu, a skręcona noga dawała o sobie znać tak samo jak posiniaczone ciało. On jednak nie narzekał.  Wiedział, że mógł skończyć gorzej. Konfrontacja ze śmierciożercami mogła pociągnąć za sobą o wiele gorsze skutki. Z ich piątki najgorzej oberwała Hermiona. Zaraz po niej szczęścia nie miał też Neville, który rozwalił całą głowę  i musiał wciąż leżeć cały zabandażowany.  Towarzystwa dotrzymywała mu jednak wesoła Luna, która prócz siniaków i zadrapań wyszła z tej katastrofy bez szwanku.
Ron więc na nic się nie uskarżał, o niczym nie opowiadał i siedział po prostu cicho. Bał się o czymkolwiek wspomnieć przy Harrym z obawy, że ten zamknie się w sobie jeszcze bardziej. Potter psychicznie ucierpiał z nich najbardziej. Stracił swoją jedyną rodzinę, Syriusza oraz zaprowadził swoich przyjaciół prosto w ramiona śmierciożerców. Oczywiście nikt nie miał mu tego za złe. Wszyscy mu współczuli i próbowali pocieszyć. Harry jednakże uciekał od wszelkiego towarzystwa i chował się w dormitorium lub gdzieś w zamku. Uczestniczył w lekcjach będąc tak naprawdę duchem gdzieś indziej.  Na zadane pytania odpowiadał krótko i lakonicznie. Profesorowie jak na razie traktowali go ulgowo, nawet Snape zdawał się na lekcjach nieco mu odpuścić i darował sobie kpiące komentarze na jego temat.
Gryfon poczucie winy i cierpienia miał wypisane na twarzy i Ron nie potrafił nic zrobić, by mu pomóc. Chłopak musiał sam poradzić sobie z tym całym bólem i żalem, lecz czy dziecko tak skrzywdzone przez los mogło poradzić sobie z kolejną stratą?
– A ty znowu tutaj?– westchnął rudzielec.
Przed drzwiami jego dormitorium stała oparta o ścianę jego siostra.  Ginny miała skręconą kostkę, ale nie przeszkadzało jej to w ciągłym łażeniu za Harrym. Starała się dotrzymać mu towarzystwa niemal w każdej chwili. Trwała obok niego w ciszy albo obserwowała co robi z daleka.  Ron wiedział, że bała się o to, że Potter w przypływie żałości może zrobić sobie coś złego.
– Musisz mu dać trochę swobody, Ginny. Myślisz, że poczuje się lepiej przez to, że biegasz za nim jak jakiś bezpański pies?
– Przynajmniej coś robię, ty też mógłbyś spróbować do niego dotrzeć – odpowiedziała z wyrzutem.
– Myślisz, że nie próbuję? Cały czas zaczynam rozmowę, chcę wyciągnąć go na dwór, ale wiesz co? Minęły dopiero trzy dni odkąd został sam na świecie, odkąd stracił swoją ostatnią rodzinę! – warknął Ron z irytacją. – Potrzebuje czasu, żeby do tego przywyknąć...
– Jak możesz mówić, że został sam na świecie? – obruszyła się Ginny. – Ma jeszcze nas, my jesteśmy jego rodziną. I rozumiem to, że z dnia na dzień nie będzie lepiej! Chcę ci tylko powiedzieć, że on potrzebuje towarzystwa...
– Coś ci powiem – burknął chłopak – Znam Harry’ego lepiej od ciebie i umiem zobaczyć, kiedy potrzebuje samotności, więc daj mu chwilę wytchnienia...
W tej chwili otworzyły się drzwi i na korytarz wyszedł Harry. Miał przekrzywione okulary i zmierzwione włosy, wyglądał jakby dopiero wstał z łóżka. Ron wiedział, że Potter ostatnio unikał snu, gdyż obawiał się, że ponownie zobaczy Voldemorta lub Syriusza wołającego o pomoc.
– Moglibyście tak głośno o mnie nie mówić? – zapytał głosem wyprutym z emocji.
Ginny cała czerwona spuściła wzrok, a jej brat nieporadnie podrapał się po głowie.
– Powinnaś odpoczywać – mruknął Harry, patrząc na zabandażowaną kostkę dziewczyny.
– Właśnie. Potem mama będzie miała do mnie pretensje, jak ci się pogorszy...
– Daj spokój, Ron. Tak właściwie skoro jesteśmy tutaj w trójkę, to może zejdziemy razem na kolację, co?
– Nie jestem głodny...
– Harry, nie możesz cały czas unikać ludzi.
– A poza tym nic nie jadłeś przez ostatnie dni. To może się źle dla ciebie skończyć. Patrz jaki jesteś wychudzony...
Panna Weasley wzięła Pottera pod rękę, a Ron poklepał go zachęcająco po plecach.
– Chodź z nami – był to bardziej rozkaz niż prośba, ale Ginny to nie obchodziło.
Zaczęli wolno schodzić po schodach prowadzących do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Rudowłosa mocno trzymała Harry’ego za rękę. Lepiej się jej szło, gdyż mogła się na nim podeprzeć, ale ten mały gest miał dodać mu też otuchy. Pragnęła mu pokazać, że nie jest sam, bo czasem w ciężkich chwilach przyjaciele potrafili leczyć.
Podczas drogi do Wielkiej Sali cała trójka była spięta. Kroczyli sztywno czując na sobie wzrok innych. Incydent w ministerstwie sprawił, że zasłynęli w całym Hogwarcie, jako ci odważni i waleczni. Szeptano o nich albo jawnie dyskutowano. Ginny wolała, żeby co innego spowodowało, że jest o niej głośno, może jakiś szkolny sukces, a nie fakt, że wraz z przyjaciółmi była w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Kolacja przebiegła całkiem zwyczajnie. Ron zaczął rozmowę o qudditchu, co minimalnie zainteresowało Harry’ego.  Zaraz jednak zmarkotniał, gdy Ginny przez nieuwagę wspomniała coś o Błyskawicy, która była prezentem od Syriusza...
Weasley gdy tylko przyłapywał kogoś na gapieniu się, dumnie się wypinał mając na uwadze, aby jego odznaka prefekta była lepiej widoczna  i groził palcem. Niektórzy ciekawscy się hamowali, a inni po prostu przewracali oczami.
 Mimo niepokojących wydarzeń atmosfera w Hogwarcie znacznie się poprawiła odkąd odeszła Umbridge. Ludzie zaczynali na nowo się w sobie otwierać i można było usłyszeć szczery śmiech oraz swobodne rozmowy o niczym. Trzeba było przyznać, że obecność dobrodusznego Dumbledore’a w sali i w ogóle działała w pewien sposób kojąco. Dyrektor roztaczał wokół siebie bardzo przyjazną aurę i wręcz emanował pozytywną energią. Patrząc na niego można było momentalnie poczuć się lepiej. Nic więc dziwnego, że tyle osób od czasu do czasu się w niego wpatrywało; chcieli się przekonać, że nadal trwa na swoim miejscu i ich ochroni.
Kiedy wszyscy skończyli już jeść, Dumbledore wstał od stołu i przemówił mocnym głosem:
– Kochani, pozwólcie, że zabiorę wam jeszcze chwilkę...
Profesorowie nieco zmęczeni utkwili w nim swój wzrok, podobnie jak uczniowie. Po paru sekundach panowała już całkowita cisza.
– Omówiliśmy już z Radą sprawę wcześniejszego zakończenia roku szkolnego. Otóż pod koniec tygodnia, w piątek wszyscy wyjedziecie do domu i oficjalnie zaczną się wakacje...
W jedynym momencie w sali rozbrzmiało mnóstwo głosów; uczniowie zaczęli rozmawiać i wymieniać między sobą zdania.  Niektórzy byli szczęśliwi, a inni wręcz przeciwnie.
– Świetnie. Brakowało mi tylko powrotu do domu – powiedział cicho Harry.
Ginny popatrzyła na niego i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
– Nie martw się, zawsze możesz nas odwiedzić, Harry. Będziemy ciebie wyczekiwać z otwartymi ramionami.
– Nie cieszycie się? – zagadnął Ron. – Miesiąc wcześniej rozpoczną się nam wakacje. Ciekawe co by na to powiedziała Hermiona...
Potter zacisnął mocno zęby, a rudowłosa wypuściła gwałtownie powietrze z ust.
– Podobno dzisiaj miała wrócić... – szepnęła – Myślicie, że  jej się pogorszyło i postanowili zostawić ją jeszcze trochę?
– Nie panikuj, Ginny. Hermiona jest bardzo silna. Byle co jej nie złamie – stwierdził Gryfon, starając się zachować uśmiech na twarzy.
– Oczywiście nie zapomnijcie o corocznej pożegnalnej uczcie i zacznijcie się powoli pakować. – głos dyrektora przebił się przez gwar uczniów. – A teraz dobranoc!
Wszyscy zaczęli stopniowo wysypywać się z pomieszczenia. Harry, Ron i Ginny bez pośpiechu zaczekali aż tłum się przerzedzi i wyszli na samym końcu.
– Już nie mogę doczekać się uczty. Stęskniłem się za przysmakami skrzatów, a wy? – nawijał Ron. – Szczególnie za sorbetem cytrynowym. To wcześniejsze zakończenie ma też wiele zalet, mówię wam. Nie musisz się przejmować, Harry...
Przerwał nagle, gdy jego przyjaciel zatrzymał się w pół kroku. Spojrzał na niego pytającym wzrokiem, ale ten wpatrywał się w coś za nimi. Ron i Ginny także się odwrócili i zobaczyli, że przez wejście do szkoły przeszła właśnie Hermiona z McGonagall u boku.
Dziewczyna sprawiła wrażenie jeszcze drobniejszej, zupełnie jakby zrzuciła parę kilogramów przez czas nieobecności. Ron jednak nie wiedział, czy tylko mu się tak zdaje, dlatego że Gryfonka była taka krucha. Jej twarz była lekko czerwona, tak samo jak ręce pokryte dziwnymi ranami po oparzeniu. Weasley patrzył w jej orzechowe oczy trochę za długo. Ostatnio cały czas widział ją we śnie, a nawet czasem na korytarzach – tak bardzo się o nią martwił i przeżywał to co jej się stało, że zaczął mieć zwidy. Teraz jednak był pewien, że stoi przed nimi prawdziwa Hermiona Granger i delikatnie się do nich uśmiecha.
Ginny pierwsza do niej podbiegła z wyrazem ogromnego szczęścia na twarzy. Chciała zarzucić jej ręce na szyję, ale powstrzymała ją przed tym pani profesor:
– Spokojnie, panno Weasley. Panna Granger dopiero co została wypisana. Przestrzegano ją przed zbytnim kontaktem fizycznym. Niektóre gesty może odczuć bardzo boleśnie.
– Och... Przepraszam – zmieszała się dziewczyna. – Ale czujesz się już lepiej, prawda? Chyba ci pomogli i twoje ciało będzie wkrótce takie jak dawniej...
– Tak. To zwykle poparzenie, nie ma się czym przejmować – Hermiona machnęła ręką, ale Ron wyczuł w jej głosie jakąś wymuszoną nutę.
 Chyba wszyscy dobrze wiedzieli, że przytrafiło się jej coś o wiele gorszego. Podobno po przyjęciu do Munga nie można było obniżyć temperatury jej ciała, tak jakby płonęło i kto wie, może Gryfonka naprawdę się tak czuła? Jakby przypalano ją żywcem... W dodatku nie była w stanie nawet krzyczeć ani pokazać tego co przeżywa, ponieważ została zniewolona przez Stephana Dashwooda. Jej myśli nie mogły się przebić przez wytworzoną przez niego powłokę. Miała wrażenie jakby w jej ciele były dwie osoby, które toczyły ze sobą bój.  Minęło sporo czasu nim odzyskała świadomość i nim ból zelżał. Teraz musiała tylko stosować się do zaleceń magnomedyków, przyjmować eliksiry i smarować oparzone miejsca specjalną maścią. Nie miała jednak zamiaru opowiadać przyjaciołom o tym, co przeszła. Nienawidziła, gdy ktoś się o nią niepotrzebnie martwił.
McGonagall kazała Hermionie udać się do wieży Gryffindoru i wypoczywać, po czym zostawiła ich samych.
– Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłam!– wyrzuciła ze siebie Ginny, a w jej oczach zabłyszczały łzy. – Początkowo nie chcieli nam nic powiedzieć o twoim stanie...
– Ale ja mówiłem, że szybko do nas wrócisz! Cała i zdrowa – dopowiedział Ron. Złapał delikatnie jej dłoń i uścisnął na powitanie.
– Och, naprawdę nie stało mi się nic wielkiego. Czuję się już prawie normalnie, tylko czasem jestem trochę obolała... A co z wami? Trochę mi głupio, ale niewiele pamiętam z ostatnich wydarzeń przez to... No wiecie...
– Nie musisz nic mówić, Hermiono – zapewniła ją szybko przyjaciółka – Sama wiem jak musisz się czuć. W pierwszej klasie też zostałam opętana... Jeśli będziesz chciała o tym pogadać, daj mi znać.
– Dziękuję wam... – powiedziała dziewczyna uśmiechając się przy tym słabo. Powiodła wzrokiem dalej i zobaczyła Harry’ego, który trzymał się trochę na uboczu i patrzył na nich jakby nieśmiało. – Harry, przykro mi z powodu Syriusza...
– Ach, tak... – przytaknął cicho Gryfon.
Hermionę zabolało to, że chłopak unika patrzenia jej w oczy. Dobrze wiedziała, że za wszystko się obwinia. On zawsze brał na siebie odpowiedzialność za wszelkie niepowodzenia i cierpiał w samotności. Powoli do niego podeszła i spojrzała w jego smutne, zielone oczy.
– Przepraszam cię za to, że zaciągnąłem was do ministerstwa – odezwał się pierwszy zdławionym głosem – Ostrzegałaś mnie... Mówiłaś, że to musi być pułapka, ale ja chciałem go tylko uratować... – urwał nagle i pociągnął nosem. Dziewczyna poczuła, że też się zaraz rozpłacze.
– Harry, pamiętasz chyba, że staraliśmy się wcześniej sprawdzić, czy Syriuszowi faktycznie coś się stało. Włamaliśmy się nawet do gabinetu Umbridge... Nie możesz się obwiniać za coś co zrobił Voldemort. Na twoim miejscu też udałabym się do ministerstwa... Nie rozumiem tylko, czemu Stworek powiedział, że nie ma go w domu...
– Zrobił to specjalnie. Miał już wszystko wcześniej umówione z Bellatrix. Rozmawiałem o tym z Dumbledore’em... – wytłumaczył jej gniewne.
– Och...
Chłopak wodził po jej twarzy udręczonym wzrokiem. Wyglądał naprawdę żałośnie w pomiętej szkolnej szacie i w rozczochranych, ciemnych włosach. Ron i Ginny powoli się do nich zbliżyli z identycznie smutnymi minami. Nieliczni uczniowie, którzy ich mijali mieli wrażenie, że za chwilę cała czwórka wybuchnie płaczem.
– Harry, jeśli masz do kogoś żal albo jeśli dręczy cię poczucie winy, powiedz nam. Powiedz nam głośno o tym, co czujesz po stracie Syriusza. Nie duś w sobie tego, tylko mów, krzycz o tym... Nie uciekaj od nas. Jeżeli będziesz to robił, my i tak ciebie znajdziemy i postaramy ci się pomóc – mówiła Hermiona tym swoim stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. Po jej policzkach spływały łzy.
– Nie ucieknę... Mam tylko was – odpowiedział wzruszony chłopak i schował twarz w dłoniach.
Ron objął go mocno ramieniem, a kasztanowłosa chwyciła za dłoń. Stali tak przez pewien czas przeżywając i trawiąc nawzajem swój ból i smutek.

*
Dochodziła prawie cisza nocna, kiedy Hermiona znalazła dla siebie chwilę. Wcześniej udała się razem z przyjaciółmi odwiedzić Neville’a w Skrzydle Szpitalnym. Chłopak nie był ani trochę przybity faktem, że został uziemiony. Czuł się jak bohater, który wyszedł zwycięsko z bitwy. Dostał burę od babci, ale podobno nawet ona była dumna ze swojego dzielnego wnuka za to, że nie dał się zabić śmierciożercom. Luna bardzo ucieszyła się widząc z powrotem Hermionę i chciała zacząć przepowiadać jej przyszłość z kart – wcześniej wróżyła też oczarowanemu Longbottomowi – ale kasztanowłosa odmówiła i szybko się zwinęła.
Gryfoni przywitali ją ciepłymi uśmiechami. Lavender starała się wypytać ją o szczegóły dotyczące nocy w ministerstwie, ale panna Weasley szybko ucięła temat. Resztę czasu spędziły w dormitorium chłopców – siedzieli w czwórkę i rozmawiali o końcu roku, o tym co się stało i o zbliżających się wakacjach. Harry nadal prawie nic nie mówił, ale zaczynał się czuć z nimi swobodniej, a po godzinie zasnął. Ron wygonił więc z pokoju Ginny i Hermionę oraz rozkazał zachować absolutną ciszę reszcie współlokatorów. Chciał, żeby jego przyjaciel mógł się wreszcie spokojnie wyspać...
Gryfonka pożegnała się z siostrą Rona i poszła spożyć magiczny wywar. Pieczenie i swędzenie na nowo się zaczynało i dziewczyna bała się, że czeka ją bezsenna noc. A chciała zasnąć, gdyż nie mogła już spędzać więcej czasu na rozmyślaniu o nocy w ministerstwie, Stephanie i Draconie... Jej współlokatorki dziwnie na nią patrzyły, dlatego Hermiona zaczęła czuć się jak intruz we własnym dormitorium. Wzięła swoje rzeczy i wyszła z wieży Gryffindoru z zamiarem skorzystania z łazienki prefektów.
 Szła przez puste korytarze i ogarnął ją nagle irracjonalny lęk. Po tym jak wpadła w pułapkę Stephana i dała mu zawładnąć swoim umysłem, samotność stała się jej wrogiem. Nie tylko Harry’ego dręczyły koszmary. Ona też widziała teraz we śnie drzwi prowadzące do Departamentu Tajemnic, uciekała przed jakimś napastnikiem, tak samo jak przed śmierciożercami. Minione wydarzenia zostawiły ślad w jej psychice i sprawiły, że stała się bojaźliwa. Czuła się bezpiecznie tylko przy przyjaciołach i oczywiście przy jeszcze jednej osobie...
Była już prawie na miejscu, gdy dostrzegła niedaleko przed sobą promień jasnego światła. Pochodnie przytwierdzone do ścian lekko oświetlały korytarze, a w pobliżu nie było żywej duszy. Skąd więc pochodziło to światełko? Promyczek zaczął nagle się przemieszczać, oddalając się tym samym od dziewczyny. Hermiona nie byłaby sobą gdyby zignorowała to dziwne zjawisko. Jeszcze raz rozglądnęła się dookoła, zacisnęła ręce na różdżce i prowadzona dziwnym przeczuciem, poszła w stronę światła. O dziwo, światełko zniknęło w pewnym momencie drogi, zaraz obok Pokoju Życzeń. 
Dziewczyna nieco zdenerwowana już miała wrócić, kiedy zza rogu wyłoniła się pewna postać. L Początkowo prawie krzyknęła ze strachu, a serce podskoczyło jej do gardła. Jednak gdy rozpoznała  stojącą przed nią osobę, wszystkie jej obawy zniknęły w okamgnieniu. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć lub się ruszyć, on stał już przy niej i obejmował ją tak delikatnie, a zarazem mocno, że na nowo poczuła się bezpiecznie. Jego dotyk nie sprawił jej bólu, zdawał się koić jej ciało, zmysły i zszargane nerwy. Czuła woń wody kolońskiej i przytulając się do jego piersi wodziła palcami po szorstkim materiale jego koszuli. Było jej w tym momencie tak dobrze i przyjemnie, że miała ochotę płakać lub roześmiać się w głos. Chyba nigdy za nikim tak bardzo nie tęskniła przez te trzy dni.... I o nikogo nigdy aż tak się nie martwiła. Harry i reszta też zajmowali jej myśli, ale nie w takim stopniu jak tulący ją chłopak, przez co czuła się jak kompletna egoistka.
– Hermiono, nawet nie wiesz, jak się bałam, że coś ci się stało... – wyszeptał, kryjąc twarz w jej włosach.
Pierwszy raz usłyszała jak zwrócił się do niej po imieniu... Nie jakaś tam ,, Granger”, tylko po prostu Hermiona. Nie sądziła, że jej imię może tak pięknie brzmieć w jego ustach. Wzruszona oderwała się od niego, by ujrzeć jego twarz. Była tak samo poważna i smutna jak zawsze. Szare oczy Dracona lśniły jak kawałek stali, a pod nimi rysowały się głębokie cienie.
– Nic mi nie jest... I po coś się tak przejmował, Draco? – zapytała drżącym z emocji głosem. – A jak z tobą? Zostałeś ranny? Coś cię boli? Nic nie pamiętam z ostatniej godziny pobytu w ministerstwie.
– Dostałem tylko parę razy Crucio – odpowiedział obojętnie, na co Gryfonka się wzdrygnęła. – To nie był mój pierwszy raz, więc spokojnie...
– Och, to wcale nie sprawiło, że jestem spokojniejsza – żachnęła się. – Dlaczego nie pierwszy raz? Kto wcześniej próbował na tobie tą klątwę?
– Jestem na siebie wściekły za to, że nie dorwałem tego sukinsyna wcześniej... – zignorował jej pytanie. Jego oczy zapłonęły gniewem, a Hermiona dobrze wiedziała o kim mówi. – Pamiętasz jak byliśmy w Falconie? Użyłem wtedy zaklęcia legilimencji, żeby wedrzeć ci się do umysłu. Zauważyłem wtedy, że coś było nie tak, zupełnie jakby ktoś już wcześniej mieszał ci wspomnienia. Dlaczego to zignorowałem? Przecież mogłem... – głos zaczął mu się łamać i spuścił wzrok.
Dziewczyna chyba jeszcze nigdy nie widziała go takiego załamanego. Mocniej zacisnęła ręce na jego ramionach i poczekała aż spojrzy jej w oczy.
– Draco, nie mogłeś nic zrobić – przemówiła zdecydowanie. – Nie mogłeś podejrzewać tego, że jakiś chory Krukon postanowił mnie opętać. Nie znoszę, gdy ktoś siebie bezpodstawnie obwinia.
– Ale ja wiedziałem, że on jest z rodziny śmierciożerców, tylko nie chciałem ci nic mówić. Nie wiedziałem tylko, czemu zaczął się obok was kręcić. Jaki miał w tym cel.
– Dlatego tak często mnie przed nim ostrzegałeś? –  zrozumiała nagle wszystkie ich rozmowy na temat Dominica. Najpierw wkurzyła się przez to, że Draco zataił przed nią prawdę, ale potem gdy popatrzyła na jego twarz wykrzywioną w poczuciu winy, jej gniew zupełnie zelżał.
– Nikt nie mógł przewidzieć tego, co się stało. Przestańmy już o tym mówić, proszę cię. Musisz za to mi opowiedzieć co z tobą i twoją rodziną...
Draco nagle położył jej dłoń na ustach i przygwoździł do ściany. Widząc jej pytające spojrzenie, powiedział cicho:
– Słyszałem jakiś głos... Pewnie nauczyciele robią obchód.
Puścił ją i wskazał głową na ścianę, za którą mieścił się Pokój Życzeń. Hermiona rozejrzała się dookoła i pokiwała głową.
Po chwili ukazały się im duże drewniane drzwi z runicznymi znakami po bokach. Przekroczyli je szybko razem, trzymając się za ręce. Znaleźli się na polanie, pełnej przeróżnych kolorowych kwiatów. W powietrzu roztaczał się ich przepiękny zapach. Dziewczyna zmrużyła oczy od jasnego słońca. Momentalnie zrobiło się jej gorąco.
– Czemu wybrałeś polanę?
– Zależało mi na miejscu, w którym jest jasno – Draco wzruszył ramionami. – A poza tym, nigdy nie mieliśmy okazji, żeby normalnie pospacerować po błoniach w pełni słońca.
Gryfonka spojrzała na niego i szczerze się uśmiechnęła. Chłopak w tym czasie zmierzył ją wzrokiem od głów do stóp i zatrzymał się na czerwonych śladach na jej rękach. Zacisnął wściekle szczęki i wziął głęboki wdech.
– Bardzo bolało? – zapytał dziwnie zdławionym głosem, wskazując na jej rany.
Dziewczyna naciągnęła rękawy koszulki i głęboko westchnęła.
– Prosiłam cię, żebyśmy przestali mówić o mnie... I nie bolało wcale tak bardzo, większości czasu nawet nie pamiętam, więc byłam nieświadoma bólu – skłamała.
Ślizgon spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale nic nie powiedział. Hermiona zauważyła, że nieco się rozluźnił, a jego oczy trochę poweselały. W promieniach słońca wyglądał jak anioł – jego jasne włosy lśniły, blada twarz bez żadnej skazy wydawała się być zbyt piękna jak na ludzką istotę, a jego biała koszula sprawiła, że stanął cały w blasku.
Zbliżyła się do niego i nieśmiało oparła mu głowę na piersi. Poczuła jak jego serce wpada w szalony galop. Uśmiechnęła się, że tak na nią reaguje.
– Naprawdę się za tobą stęskniłem – wyznał szczerze. Zaczął gładzić jej kasztanowe włosy, a ona po raz kolejny głęboko westchnęła.
Usiedli potem na miękkiej trawie naprzeciw siebie. Słońce przyjemnie grzało ich twarze, a wiejący wiatr lekko mierzwił ich włosy. Obydwoje czuli się jakby w rzeczywistości byli na pięknej łące, zupełnie sami – z dala od ludzi, problemów i trosk.
– Powiedz mi teraz wszystko, co robiłeś podczas mojej nieobecności – zażądała kasztanowłosa głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Draco przewrócił oczami i wyrzucił ze siebie:
– Zapomniałem już jaka potrafisz być ciekawska, Granger.
– Granger? – powtórzyła wściekle – Masz się do mnie zwracać po imieniu, tak jak wcześniej!
– W dodatku mi rozkazujesz... – mruknął pod nosem. Uśmiech mimowolnie wpłynął na jego usta, na co Hermiona bardzo się ucieszyła. Chciała, żeby przestał się martwić i na powrót stał się ironicznym Malfoyem. – Aż tak bardzo ci się to podoba? Hermiono?
– Oczywiście! Nawet nie wiesz, jakie to wspaniałe uczucie słyszeć, jak się tak do mnie zwracasz – odparła wesoło.
– Wiem. Czuję dokładnie to samo, kiedy ty zwracasz się do mnie po imieniu – powiedział patrząc na nią z uczuciem.
Hermiona zawstydzona spuściła wzrok i zaczęła bawić się źdźbłem trawy.
– No więc... Nie wymiguj się i opowiedz mi, co u ciebie... Jak twoja rodzina zareagowała na fakt, że byłeś z nami w ministerstwie? – zapytała z napięciem.
Malfoy wzruszył ramionami i podniósł głowę do góry. Zaczął niby od niechcenia wpatrywać się w czyste, błękitne niebo.
– Nie wiem, okaże się jak wrócę do domu – odpowiedział obojętnie. – Na pewno są wściekli... Mój ojciec trafił do Azkabanu i...
– Och, czytałam o tym. Musi ci być przez to ciężko. Naprawdę mi przykro...
– Hermiono, proszę nie udawaj – przerwał jej z rozbawieniem. Popatrzył na nią z niedowierzaniem. – Kto jak kto, ale ty z pewnością czujesz ulgę, dlatego że stary drań, który próbował zabić ciebie i twoich przyjaciół, dostał wreszcie nauczkę.
– Ależ... Em... Chodzi mi o to, że musisz czuć się okropnie, a ja... – zaczęła się plątać.
– Nie wysilaj się, żeby mnie pocieszyć. Szczerze mówiąc ja także poczułem ulgę, że jego misja się nie powiodła. Lepiej będzie jak zostanie już w tym Azkabanie...
– Jak możesz tak mówić? – zdziwiła się Hermiona. – Bądź co bądź to twój ojciec. Przecież na pewno żywisz względem niego jakieś przyjazne uczucia.
– Pewnie cię nie zaskoczę, ale nie miałem z nim nigdy zbyt dobrych kontaktów. W naszej arystokrackiej rodzinie zawsze najbardziej skupiono się na pieniądzach i pozycji, więc nie mam z tym człowiekiem jakiś miłych wspomnień. Od dziecka trenował mnie na silnego czarodzieja, tak przynajmniej myślałem jak byłem młody. Dopiero później powiedziano mi, że jak Czarny Pan powróci, będę gotowy, by mu służyć. – mówił lekkim tonem, jakby rozmawiali o pogodzie. Ona jednak dobrze wiedziała, jak ciężki musi być dla niego ten temat. – Oczywiście jestem mu wdzięczny za to, że od zawsze żyliśmy w dostatku, ale przez to jak mnie traktowano, nie przejąłem się zbytnio jego losem... Nie obchodzi mnie już nawet, co mówią ludzie.
Gryfonka sięgnęła po jego rękę i mocno ją uścisnęła. Nie za bardzo wiedziała, co ma mu powiedzieć. Powinien kochać swojego ojca, skoro on okazał się takim zwyrodnialcem? Ich rodzinne relacje były tak skomplikowane i niezdrowe, że Hermionie zrobiło się jeszcze bardziej żal Dracona. Od zawsze był zdany na siebie i jak widać nie zaznał w życiu rodzinnego ciepła.
– Zachowuj się tak, jak podpowiada ci serce, Draco. Za rok będziesz już pełnoletni i będziesz mógł zostawić za sobą wszystko i wszystkich, którzy sprawiali ci ból.
– Gdyby to było takie łatwe... – mruknął pod nosem.
– Pomogę ci. Będę przy tobie trwać i wszystko będzie dobrze. Razem damy radę – zapewniła go gorliwie.
Chłopak spojrzał na nią tak smutnym i udręczonym wzrokiem, że przeszły ją dreszcze.
– O co chodzi, Draco? Czy coś się stało? – spytała szeptem.
– Ja po prostu nie wiem, co wydarzy się, gdy wrócę do domu. Nie wiem, czy po wakacjach będę tą samą osobą... – odparł równie cicho.
– Och, Draco... – jęknęła. W jej gardle powstała ogromna gula, która utrudniała jej mówienie. Łzy zapiekły ją w oczach. – Pamiętasz, że obiecałeś mi, że powiesz mi, gdy nadejdzie ten moment? Ten moment, w którym będziesz musiał służyć...
– Pamiętam – urwał szybko. Popatrzył na nią ze smutkiem i uśmiechnął się sztucznie. – Nie martw się na zapas, Hermiono. Mamy jeszcze czas...
– Błagam cię, nigdy się ode mnie nie odwracaj. Nawet kiedy będziesz już mu służył. Jakoś ci pomogę... Razem poradzimy sobie z każdym problemem...
– Wiem, wiem. Przestań już o tym mówić, bo nie chcę patrzeć jak płaczesz – odpowiedział z lekkim rozbawieniem.
Wyciągnął rękę i pogłaskał ją po głowie. Gryfonka poczuła się jak małe dziecko, ale postarała się uspokoić.
– W takim razie... Co z nami będzie na wakacjach?  W piątek wyjeżdżamy do domu. Czy we wrześniu między nami będzie, tak jak teraz?
– Wiem tylko, że moje uczucia względem ciebie się nie zmienią. Przestań tak dużo myśleć o tym, co będzie później – powiedział łagodnie. – Spróbuję się jakoś z tobą skontaktować podczas wakacji, więc przestań się martwić.
– Obiecujesz? – było jej głupio, że jest taka nieufna, ale wolała mieć pewność. Dostrzegła niepewność w słowach blondyna i zaczynała się bać, że ich związek może się w każdej chwili skończyć.
– Obiecuję – Jego głos był pewny i zdecydowany. – A teraz musimy już chyba wracać, nim zauważą naszą nieobecność – dodał marszcząc czoło.
– Nie wiem, czy będziemy mieć jeszcze okazję, żeby się zobaczyć...
Draco podniósł się z ziemi i pomógł jej wstać. Zaczęli iść w stronę drzwi. Wyglądało to trochę śmiesznie – przejście w środku kwiecistej polany.
– Przecież możemy widzieć się codziennie. Na korytarzach, na lekcjach, podczas posiłków – zaczął wymieniać z łobuzerskim uśmiechem.
– Nie o to mi chodziło. Wiesz o tym dobrze...
– Będę wstawał z łóżka, żeby tylko ciebie zobaczyć, Hermiono. Teraz gdy wróciłaś powróciły mi chęci do życia – wyznał nagle.
Dziewczyna spojrzała na niego zarumieniona. Ogarnęło ją uczucie tęsknoty. Jeszcze się z nim nie rozstała, a już zaczynała za nim tęsknić i czuła się pusta w środku. To było takie niesprawiedliwe; nie mogli zwyczajnie pokazać się światu, porozmawiać bez gapiów, a nawet przejść się na spacer...
– Do zobaczenia, Draco.
Ostatni raz ogarnęła jego uśmiechniętą twarz wzrokiem i zaczęła odwracać się do drzwi.
– Hermiono, jeszcze jedno.
Zwróciła głowę w jego stronę i zamarła, kiedy zobaczyła, że ich twarze dzielą jedynie milimetry. Chłopak zbliżył się do niej zupełnie bezszelestnie. Był tak blisko, że mogła policzyć plamki w jego szarych oczach i poczuć jego oddech na policzku.
Powoli przybliżył się do niej jeszcze bardziej, aż w końcu ich usta złączy się w jedno. Z początku całowali się delikatnie i czule, potem Draco zaczął pogłębiać pocałunek, aż zawładnął nimi ogień. Hermiona czuła całą pasję i namiętność, pozytywne i negatywne uczucia – w tym geście mieściły się wszystkie skrywane emocje i co najważniejsze ich miłość. Całowali się jakby miał to być ich ostatni raz – bez opamiętania, z tęsknotą, łaknąc siebie jeszcze bardziej.
Gdy oderwali się wreszcie od siebie, obydwoje ciężko dyszeli. Twarz chłopaka wydawała się być jakoś jaśniejsza i Hermiona wiedziała dlaczego: czuł się tak samo szczęśliwy jak ona.
– Dobranoc – powiedział miękko, po czym dziewczyna odwróciła się i wyszła z mocno bijącym sercem.


*

Nadszedł ostatni wieczór przed końcem roku szkolnego. Większość uczniów skończyła już pakowanie kufrów i schodziła na dół, na pożegnalną ucztę.
Wielka Sala jak co roku została przyozdobiona kolorami czterech domów,  a z sufitu zwisały srebrne wstęgi idealnie komponujące się z gwieździstym sklepieniem. Uczniowie rozmawiali między sobą wesoło, zajadając przepyszne desery i ciesząc się ostatnią nocą w magicznym zamku.
Hermiona i Ginny siedziały już przy stole Gryffindoru i czekały na Rona, który miał przyjść z Harrym. Stoły uginały się od przeróżnych potraw i smakołyków. Skrzaty w tym roku przeszły same siebie i Granger była naprawdę dumna z tych małych, pracowitych istot.
– Harry powiedział, że musi spytać o coś Bezgłowego Nicka – powiedział Ron, siadając obok nich. – Konam z głodu... Ooch, czy to mój ulubiony sorbet cytrynowy? I w dodatku szarlotka...
Rudzielec z łakomym uśmiechem zaczął nakładać sobie na talerz kilka porcji, a dziewczyny patrzyły na niego z rozbawieniem i niesmakiem.
– Po prostu zostawiłeś swojego przyjaciela i przyszedłeś tutaj się najeść? – zapytała ze znudzeniem Ginny, popijając sok dyniowy.
– Powiedział, że ma jakąś sprawę do Nicka, więc go zostawiłem... Dajcie chłopakowi trochę wytchnienia.
Jego siostra tylko głośno prychnęła i zaczęła rozmawiać z Hermioną na temat wakacji. Dziewczyna nie miała żadnych konkretnych planów i obiecała jej, że odwiedzi ją w Norze. Później do ich stołu przysiedli się członkowie GD – Ernie Macmillan, Hanna Abbott, Susan Bones, Justyn Finch, Anthony Goldstein i Terry Boot. Wszyscy wesoło wspominali wydarzenia z roku szkolnego, mówili ile zawdzięczają Harry’emu za to, że nauczył ich walczyć i wybiegali z planami na przyszłość. Hermiona uczestniczyła z chęcią w rozmowie i czuła, że wszystko skończyło się w miarę dobrze. Siedzieli tu cali i zdrowi, otoczeni życzliwymi ludźmi. Brakowało jej tylko towarzystwa Pottera, ale jak widać nie był jeszcze gotowy, żeby od razu wyjść do ludzi. Od czasu do czasu zerkała w stronę stołu Ślizgonów i cieszyła się w duchu widząc Malfoya rozmawiającego z Zabinim. Wyglądał teraz tak zwyczajnie i beztrosko, jak inni uczniowie.
 Pod koniec uczty, Dumbledore miał ogłosić kto wygrał konkurencję między domami. Hermiona wymieniła sceptyczne spojrzenia z resztą przyjaciół. Dzięki Umbridge, Gryffindor jak na razie miał same ujemne punkty, a nad wszystkimi górował Slytherin.
Niespodziewanie od stołu wstała profesor McGonagall. Głosy zaczęły powoli milknąć.
– Przed ogłoszeniem wyników, muszę jeszcze sprawiedliwie przyznać punkty dwóm domom – oznajmiła energicznie. – Uważam więc, że Potter i jego przyjaciele powinni zarobić po pięćdziesiąt punktów za ostrzeżenie wszystkich o powrocie Sami–Wiecie– Kogo.
Ślizgoni popatrzyli na nią z nienawiścią, a Snape gwałtownie wyprostował się na swoim miejscu.
– Więc po pięćdziesiąt punktów dla Pottera, obojga Weasleyów, Longbottoma i panny Granger. Aha... I pięćdziesiąt dla panny Lovegood – powiedziała nie kryjąc zadowolenia. – A teraz oddaje głos dyrektorowi.
– W takim razie, chyba każdy się zgodzi, że Gryffindor wygrał Puchar Domów... – rzekł profesor Dumbledore z dobrodusznym uśmiechem.
Gryfoni nie posiadając się ze szczęścia zaczęli gromko bić brawo, a Hermiona, Ginny i Ron roześmiali się w głos. Skończyło się na tym, że Ślizgoni odpowiedzieli za swoje nieuczciwe traktowanie reszty uczniów, podczas rządów Umbridge.

Następnego dnia wylewnym pożegnaniom nie było końca. Uczniowie biegali po całym peronie, ściskali się z przyjaciółmi, a niektórzy nawet płakali. Hagridowi udało się zamienić słowo z Harrym, nim inni rzucili się na niego, by uścisnąć mu dłoń na koniec. Inni pozdrawiali go głośno lub machali rękami, najwyraźniej pragnąc pokazać, że i oni, podobnie jak ,, Prorok Codzienny”, uznają go za bohatera. Harry do nikogo się nie odzywał. Nie miał pojęcia, ile wiedzą z tego, co się wydarzyło, ale jak dotąd udawało mu się uniknąć pytań i wolał, by tak pozostało.
 Od niechcianego tłumu wybawili go jednak Ginny i Ron, którzy pojawili się nagle znikąd. Z szerokim uśmiechem na twarzy oznajmili, że Hermiona z Neville’em poszli zająć im przedział. Harry poczuł ulgę wiedząc, że ma przy sobie same zaufane osoby. Pod tym względem był szczęściarzem – posiadał najlepszych przyjaciół pod słońcem i nawet jeśli był nieznośny, smutny i cały czas milczał, oni wciąż przy nim byli.
Hermiona wiele razy mówiła, że może z nią porozmawiać o Syriuszu, Ron zawsze sykał, gdy wymieniała jego imię, ale Harry nie był jeszcze gotów, aby o tym mówić. Zależało to od jego nastroju, który cały czas się zmieniał. Wiedział tylko jedno: choć teraz czuł się tak nieszczęśliwy, na pewno będzie brakowało mu Hogwartu, kiedy znowu znajdzie się na Privet Drive.



– Zobacz na tyłach, Neville – powiedziała Hermiona zmęczonym głosem. – Niemożliwe, że wszystkie przedziały są już pozajmowane. Patrz ile ludzi jest jeszcze na dworcu...
– Dobra, może znajdę też gdzieś Lunę – zgodził się chłopak i zaczął wycofywać się do tyłu ze swoim kufrem i przytwierdzoną do niego dziwną roślinką.
Gryfonka ruszyła do przodu, mijając po drodze wiele osób, które pozdrawiały ją wesoło. Czerwona lokomotywa miał ruszyć lada chwila, a oni jeszcze nie znaleźli miejsca. Miała właśnie wejść do jednego przedziału, gdy zobaczyła nagle w przejściu Dracona razem z Blaisem. Sama nie wiedziała, czemu stanęła w miejscu, musiało to wyglądać pewnie bardzo głupio i zaczęła wpatrywać się w Malfoya.
Zabini zwyczajnie ją minął, zaszczycając ją jednak przyjaznym spojrzeniem. Za to Draco zatrzymał się na moment i popatrzył na nią tęsknym wzrokiem.
– Widzimy się na wakacjach, Hermiono – powiedział cichym, aksamitnym głosem. Nie zważając na gapiów, ujął  jej dłoń i posłał jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
Wpatrywała się w niego z intensywnością, starając się zapamiętać każdy szczegół jego twarzy. Blond włosy odrobinę opadały mu na czoło, szare oczy patrzyły na nią z taką samą przenikliwością, a delikatne usta rozciągały się w uśmiechu. Pod jego białą koszulą z kołnierzykiem wyraźnie rysowały się mięśnie.
– Draco, pamiętaj, że ludzie tak szybko się nie zmieniają. Nie bój się, zawsze pozostaniesz sobą. Odważnym człowiekiem z honorem... – wyszeptała, pamiętając to, co powiedział jej dwa dni temu w Pokoju Życzeń.
Malfoy uniósł brwi do góry i krótko się zaśmiał. Popatrzył jej ostatni raz w oczy, po czym odszedł.
Z twarzy Hermiony momentalnie zniknął uśmiech, wpadła szybko do pustego przedziału i zamknęła się w nim. Z jej oczu poleciały słone łzy. Tak bardzo nie chciała się z nim rozstawać i tak bardzo martwiła się o to, co go czeka w Malfoy Manor. Gdyby tylko mogła, wzięłaby go za rękę i uciekła daleko stąd...
Patrząc na wszystko z perspektywy czasu ten rok szkolny okazał się być najcięższym, ale też najszczęśliwszym czasem w jej życiu. Jej wróg zmienił się w przyjaciela, zrozumiała dokładniej definicję przyjaźni i zyskała więcej odwagi.
Kto by pomyślał we wrześniu, że pokocha Dracona Malfoya, którego tak bardzo nie znosiła? Była gotowa zrobić dla niego niemal wszystko – gdyby ktoś powiedziałby jej to na początku roku, odesłałaby taką osobę do dobrego szpitala, najlepiej dla obłąkanych. Czas niósł ze sobą wiele niespodzianek i chwil naznaczonych cierpieniem, zarówno jak i radością. Hermiona nie mogła się już doczekać, co wydarzy się na wakacjach i jak skończy się jej przygoda z jasnowłosym chłopcem...




________________

Witajcie, kochani!

Od dawna niczego nie dodawałam i mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj zagląda...Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział, ale już biorę się w garść. Zresztą nie zamierzam dodać zbyt wielu notek, więc kolejne powinny pojawić się w miarę szybko.
Rozdział pisałam w wielu odstępach czasowych i starałam się śpieszyć, więc wybaczcie mi błędy,  brak przecinków, nielogiczne zdania itd. Ostatnio trochę brakowało mi słów w niektórych miejscach.
Komentujcie, piszcie śmiało co myślicie i w ogóle! Każdy komentarz jest dla mnie na miarę złota...Zostawiajcie linki do Waszych blogów, teraz mam dużo wolnego czasu i chętnie poczytam co nieco. 
Nawet nie wiecie, jak bardzo  się za Wami stęskniłam! :D
Życzę udanych wakacji i do następnego,
Nela.

32 komentarze:

  1. Awww. Piękny rozdział! Ostatnie zdanie bardzo mnie zaciekawiło. Zrobiło się tajemniczo. Czemu mam wrażenie, że ich znajomość źle się skończy? Fajnie się czytało o przyjaźni naszej czwórki.
    Czekam na dalszy ciąg! Co wydarzy się na wakacjach?
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anette, jak miło, że nadal pamiętasz o tym blogu. Bardzo dziękuję za komentarz. :) Już wymyśliłam zakończenie historii Dracona i Hermiony, mam wrażenie, że Ci się spodoba, więc spokojnie.
      Pozdrawiam!:*
      N.

      Usuń
  2. Świetny!!!! W końcu dodałaś rozdział :D A teraz uprzedzam, że jeśli szybko nie oddasz rozdziału (masz czas max do miesiąca) to znajdę Cię i mocno Tobą potrząsnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, dziękuję za taką silną motywację! :D
      Dzięki Tobie już dziś wezmę się za nowy rozdział. Mam nadzieję, że jeszcze trochę poczekasz...:) Naprawdę jestem Ci wdzięczna za to, że zostawiłaś po sobie ślad. <3

      Usuń
  3. Nareszcie dodałaś rozdział! Bałam się, że zrezygnujesz z pisania tego ff. Rozdział bardzo mi się podoba, jest taki tajemniczy. Czekam na następne i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :D
      Postanowiłam doprowadzić do końca tego bloga, mimo przerw czasowych.
      Dziękuję za wytrwałość w czekaniu. :D
      Pozdrawiam,
      Nela.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Bardzooo się ucieszyłam widząc, że jest nowy rozdział, ale tytuł bardzo mnie zasmucił: pożegnania? Nie ja nie chcę pożegnań! >.<
      Ja nie chcę końca tego bloga...Ale wracając do treści to chyba mój ulubiony rozdział! <3 Cudowny, brak mi słów. Od początku trzymał w napięciu, czekałam głównie na spotkanie Dracona i Hermi, ale po drodze wydarzyło się też dużo ciekawych rzeczy. Wrócił Dumbledore i wszystkich przeprosił za to że odszedł i w ogóle to całe zamieszanie przez powrót Voldemorta! Aż sama miałam dreszcze, brr...Biedny Draco, znowu zamknął się w dormitorium? Ten liścik mnie przeraził, serio...Narcyza jest okropna, jak mogła mu kazać zerwać relacje z Granger i nawet nie posłuchała jego wersji wydarzeń? Ale czego by się tu po niej spodziewać. Jak Draco wyjdzie z tej sytuacji? :O Przecież nie może porzucić Hermiony, tak bardzo ją kocha. :( Blaiseee <3 Mój drugi ulubiony chłopak. Podobała mi się ich przyjacielska rozmowa w dormitorium. Taka poważna i szczera, a na koniec zrobiło się trochę luźniej.
      Ron też martwił się o Harryego i bardzo spodobała mi sie jego postawa, podobnie jak Ginny. Byli przy złamanym Harrym i próbowali mu jakoś pomóc. Biedny chłopak, tyle osób już go opuściło. Serio został sam na świecie, nie licząc tych przyjaciół. Wzruszył mnie fragment, kiedy Hermiona mówiła mu o tym, że może na nich liczyć. Z jej powrotem chyba wszystko zaczęło powoli wracać do normy. Jej też mi było żal po tym co przeszła. To pływanie w zbiorniku, opętanie, poparzenie i w ogóle masakra. To takie słodkie jak Draco się o nią tak martwił i od razu ją przytulił gdy się zobaczyli. Polana, ich dwoje i słońce...Kocham <3 Cieszę się że sobie szczerze pogadali, ale Draco nie powiedział jej o tym liściku od matki. Te postacie są tak żywe w mojej głowie, że cały czas widzę ich przed sobą na tej polanie...I Malfoy wreszcie zaczął się do niej zwracać po imieniu. Ich miłość jest bardzo piękna i głęboka...Żeby Draco naprawdę skontaktował się z nią na wakacjach, bo nie wiem co zrobię jak do tego nie dojdzie. Ten rozdział był jakiś taki smutny, czego się spodziewać po tych wydarzeniach w ministerstwie, ale mam złe przeczucie, że ten ich pocałunek był ostatni. Nie! Nie! Niemożliwe. Co ja plecę, ich czeka szczęśliwy koniec <3
      Zaraz chyba wrócę i znowu przeczytam ich rozmowę: naj fragment! :D
      Też się za tb stęskniłam Nela i wracaj szybko z nowym rozdzialkiem :*

      Usuń
    2. Jaki długi komentarz, dziękuję! ;)
      Zawsze muszą nadejść te smutne pożegnania, ale spokojnie, to na razie tylko koniec roku. :D
      Reakcja Narcyzy na wieść o ,,zdradzie" swojego syna, była do przewidzenia. :(
      Cieszę się, że zwróciłaś uwagę także na inne postaci. Starałam się ukazać rozpacz Harry'ego, ale w większej mierze skupiłam się na Hermionie i Draconie.
      Spokojnie, Malfoy na pewno dotrzym słowa i spotka się z Gryfonką. Co do końca...Poczekamy, zobaczymy.
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!:*

      Usuń
  5. Pamiętam jak zaczynaliście swoją przygodę z tym opowiadaniem. Ja po drodze rzuciłam bloga, a wy nadal dzielnie trwaliście. Podziwiam, że mieliście czas i motywacje, by to skończyć bez większych przerw. Jak zwykle wszystko przemyślane - od adresu bloga po historię.
    Życzę dużo weny,
    http://precious-fondness.blogspot.com/ ---> może pamiętasz ten adres, ale nicku na pewno nie kojarzysz, bo po powrocie go zmieniłam. Wcześniej miałam Arisuyo albo Precious Fondness. Różne to miałam pomysły :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Oczywiście, że pamiętam Twoją historię i bardzo dobry styl, jakim została napisana. To wspaniałe uczucie widząc, że wróciłaś z powrotem. Odświeżyłam sobie trochę pamięć, czytając niektóre fragmenty opowiadania i powróciły do mnie wspomnienia.. Ach <3
      Wkrótce z pewnością skomentuję Twój rozdział, a i nie ma potrzeby zwracania się w liczbie mnogiej - to zawsze ja pisałam rozdziały, a Jasper od czasu do czasu sprawował techniczną pieczę nad wszystkim. ;)
      Pozdrawiam cieplutko,
      Nela.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Już koniec roku szkolnego? Ale szkoda ;( Chociaż nie mogę się już doczekać, jaki wymyśliłaś koniec. Uwielbiam tego bloga!!

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę. Dziękuję za poświęcony czas! <3

      Usuń
  7. Twój rozdział bardzo umilił mi ranek. Bardzo przemyślany i momentami nostalgiczny. Rozmowy Draco i Hermiony były bardzo naturalne, jak cała ich relacja.
    Życzę udanych wakacji i dużo weny. :*
    Lily.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn.tylko była tylko jedna rozmowa między bohaterami, ale wiesz o co mi chodzi :D

      Usuń
    2. Obawiałam się jak wyszła mi właśnie rozmowa naszej dwójki..:D. Jak zawsze, dziękuję za komentarz i za to, że zawsze czytasz, Lily.

      Usuń
  8. Jejciuu jaki cudowny rozdział. Ależ się za stęskniłam za tym opowiadaniem! <3 Zrobiło się trochę dramatycznie. Co będzie dalej?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się za Wami stęskniłam, dziękuję za miłe słowa...Nie musisz obawiać się zakończenia. Myślę, że będziecie się czuć usatysfakcjonowani.
      Pozdrawiam!
      N.

      Usuń
  9. Jaki kochany rozdział! Sceny między Draco i Blaisem albo Harrym, Ronem i Ginny lub ogólnie dramione---- biję brawo! Taki delikatny, czuły i trochę podłamany Draco...Szkoda mi tej naszej parki. :( Musisz szybko coś napisać zanim uschnę tutaj :D
    Czekam na szybkiego nexta i całuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zabieram się za pisanie. Bardzo poprawiłaś mi humor tym komentarzem.
      Także całuję i do następnego! :*
      Nelaa.

      Usuń
    2. Przepraszam, że dopiero teraz dodaję ten komentarz, ale dużo czasu zajęło mi przeczytanie rozdziału w podróży.
      Jest trochę błędów, ale wyłapiesz je po ponownym przeczytaniu. Będę się streszczała, gdyż nie wiem ile jeszcze będę miała internet (:
      Dobrze przedstawiłaś sytuację w Hogwarcie. Rozdarcie uczniów i ich strach przed Czarnym Panem. Dumbledore na szczęście powrócił i chyba trochę poprawił humory swych wychowanków. Świetnie, że odeszła Umbridge, nienawidziłam jej, ale chyba nie stanowię wyjątku. Gryffindorowi należał się puchar i cieszę się, że Ślizgonom zrzedły miny.
      To słodkie jak Draco martwił się o Hermionę i że był gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie misji, żeby zostawiono Granger w spokoju. Podobnie jak Ślizgon czułam dreszcze czytając liścik od jego matki, kto by tutaj nie zaczął się nagle bać? :o
      Nie wiem jak, ale musi jakoś wyjść z tej sytuacji, tak żeby Hermiona na tym nie ucierpiała. Fragmenty o przyjaźni Harry'ego z resztą też były potrzebne w tym rozdziale i jak widać wyszły Ci całkiem, całkiem.
      Życzę Ci błogiego wypoczynku i powodzenia w dalszym pisaniu.
      Lexa

      Usuń
    3. Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na tyle rzeczy.
      Udanej podróży ;)
      N.

      Usuń
  10. Rozdział cudowny, nie mogę sie doczekać kolejnego. Mam nadzieje ze Draco nie wróci do domu, ale zobaczymy co napiszesz. 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, dziękuję za poświęcony czas. Jestem bardzo zadowolona, że podobał Ci się rozdział. :D
      Zobaczymy co też ten Draco postanowi...
      Pozdrawiam!;)
      N.

      Usuń
  11. Nelu, co tu dużo pisać... Rozdział jak zwykle świetny. Czekam na następny i przede wszystkim »weny« życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, naprawdę dają mi niezłą dawkę weny i motywację. Bardzo się ucieszyłam widząc Twój komentarz...
      <3

      Usuń
  12. Super rozdział! Gdzieś tam w środku myślałam, ze Hermiona weźmie Draco do siebie, ale to też niebezpieczeństwo dla jej rodziny i tak dalej. Kocham twoje opowiadanie! Czekam na kolejną część i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      Hm, Draco musiał stawić czoła rodzinie, ale wymyśliłam coś na te wakacje i mam nadzieję, że spodoba się Wam mój pomysł. :D
      Twoje słowa bardzo podniosły mnie na duchu. ;)
      Pozdrawiam,
      N.

      Usuń
  13. Mogłoby się wydawać, że stąd zniknęłam, ale nie! Musisz wiedzieć, że zawsze czytam Twoje rozdziały i to krótko po tym jak je publikujesz. Ten tak samo, przeczytałam tego samo dnia, kiedy go wrzuciłaś. Pamiętam, że to był dla mnie bardzo dobry dzień, a gdy zobaczyłam, że wstawiłaś rozdział, stał się jeszcze lepszy. ;)
    Wiem, że dawno nie komentowałam, za co przepraszam.. Zostawiałam to na później, które jakoś nie następowało, a wiem ile znaczy dla Ciebie ślad pozostawiony pod rozdziałem. Tak więc powróciłam, by go zostawić. Może wybrałam trochę dziwną porę, ale przecież każda jest dobra, żeby napisać komentarz. :p
    Co do rozdziału "Pożegnania".. Chyba nikt ich nie lubi. Są takie smutne i przygnębiające, zwłaszcza kiedy musisz opuścić magiczny świat szybciej, niż było to planowane, prawda? Jednak w tym rozdziale znalazła się też radość, spowodowana oczywiście powrotem Hermiony. Cieszę się, że jest cała i zdrowa. Martwi mnie jednak los Draco i to co go czeka po powrocie do domu. Musi dać sobie radę, dla Granger..
    Jak zawsze czekam na kolejną notkę i obiecuję przy niej zostawić komentarz najszybciej jak będę mogła. :D
    Pozdrawiam Cię gorąco i życzę weny <3
    ~Obliviate

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dawno mnie tu nie było, aż wstyd się pokazywać. :< Ale czas się podnieść i dalej komentować! Więc... Nie popiszę się za bardzo, jeśli powiem, że ten rozdział bardzo mi się podobał, ale to nic dziwnego — całe opowiadanie wręcz uwielbiam, a każdy kolejny rozdział pochłaniam z coraz to większym zapałem. Jest mi strasznie smutno z tą myślą, że nieuchronnie zbliżamy się do końca, ale nie ukrywajmy, wszystko się kończy, te najlepsze opowiadania też. Nawet zakręciła mi się łezka w oku! Swoje opowiadania zaczęłyśmy praktycznie w tym samym czasie. Mam nadzieję, że wrócisz szybko z kolejnym opowiadaniem, bo do Twojej twórczości mam ogromny sentyment i bardzo chętnie czytam wszystkie Twoje teksty.
    Ten rozdział, mimo że nie działo się w nim wyjątkowo wiele, był naprawdę piękny. Ten niepewny czas po wydarzeniach akcji z ministerstwa: fajnie to opisałaś, te głośne pytania uczniów co, kto i jak, ich ciekawość jak to wszystko wyglądało i ten szok, że Voldemort naprawdę wrócił. Dalsza scena to scena, w której Draco czyta list od matki — list, przez który aż zrobiło mi się zimno. Nie spodziewałam się, że Narcyza może tak myśleć, ale to w sumie dobra opcja, odejście od pewnych schematów. Obawiam się tego, co czeka Draco po powrocie do domu i na samą myśl o tym mam ciarki. :< Boję się, że gdy spotkają się po dwóch miesiącach, wszystko między nimi będzie wyglądało zupełnie inaczej.
    Naprawdę bardzo się cieszę, że opisujesz, oprócz tych relacji Hermiona-Draco, też relacje Hermiony z przyjaciółmi. Teraz jest to, można by powiedzieć, rzadkość, spotkać takie opowiadania. Podoba mi się jak opisałaś zachowanie Harry'ego; zachowuje się tak, jak osoba, która przeżyła śmierć bliskiej osoby. Ostatnia scena z nimi najbardziej mi się podoba i najbardziej ujmuje za serce, więc muszę Ci tej sceny naprawdę pogratulować. Tak jak napisałam też ostatnio, podobają mi się dialogi, to, jak kierujesz rozmowy bohaterów. Robisz to bardzo naturalnie, czego Ci nawet zazdroszczę, bo mi dialogi przychodzą z ogromnym trudem. Cóż jeszcze... Chyba najważniejsza ze scen tego rozdziału — spotkanie Draco i Hermiony po wydarzeniach z ministerstwa. Czekałam na tą scenę przez cały rozdział i w końcu jest! Oczywiście nie zawiodłam się, wszystko opisałaś naprawdę pięknie. Sama nie wiem co o tym napisać, ale tak chyba już jest, że tych najlepszych rzeczy nie da się opisać słowami, więc musisz mi po prostu uwierzyć na słowo, że bardzo mi się podobało. Przede wszystkim w ich dialogach, tych małych czynach, czuć... hm, miłość? Tak, to chyba o to mi chodzi. To spotkanie było dla nich takie ważne, bo chyba oboje czują, że po powrocie na kolejny rok nauki coś się zmieni. Scena pożegnania bardzo wzruszająca, jednak nie jest to specjalnie dziwne — pożegnania zwykle są smutne, wyciskające łzy.
    No dobrze, chyba kończę mój komentarz, jutro nad ranem czeka mnie praca, więc nie mogę się tak bardzo rozpisywać. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, mam nadzieję, że wkrótce się pojawi!

    M.

    OdpowiedzUsuń